Zdaniem pośredników w tej chwili większość transakcji na rynku nieruchomości to transakcje gotówkowe.

– Umowy z wykorzystaniem kredytów bankowych nie stanowią dzisiaj więcej niż 20–25 proc transakcji – mówi Jerzy Sobański z agencji Akces.

Podstawowe znaczenie ma w tej chwili gotówka i wysokość miesięcznych zarobków. Relacje naszych dochodów do cen nieruchomości nadal pozostają bardzo niekorzystne.

– Od 2004 roku mieliśmy bardzo ostry wzrost cen nieruchomości, dużo szybszy niż płac. Nastąpiło dwukrotne pogorszenie relacji płac do cen nieruchomości – mówi Kazimierz Kirejczyk prezes firmy Reas.

Ostatni rok niewiele zmienił. W Krakowie, Wrocławiu i Warszawie za przeciętną płace kupimy mniej niż pół metra mieszkania. Najlepiej sytuacja wygląda w Gorzowie Wielkopolskim i Katowicach – średnia pensja wystarczy na zaledwie 0,8 metra kw. mieszkania.

– W Warszawie średnia cena to prawie 9 tys. zł za metr, ale można kupić metr za 6,5 tys. W Łodzi można znaleźć mieszkania w cenie 2,5 tys. złotych za metr, średnia cena to ponad 4 tys. Trzeba szukać okazji – radzi Marcin Drogomirecki z firmy Oferty.net.

Faktem jest jednak, że w krajach Europy Zachodniej za średnie zarobki można kupić znacznie więcej.

– W Niemczech i we Francji za przeciętną płacę można kupić ok. 2 metry kw. mieszkania – mówi prof. Witold Werner z Instytutu Rozwoju Miast.

Zdaniem ekspertów o takich proporcjach możemy zapomnieć. Płace w Polsce przestały rosnąć, a kilkunastoprocentowy spadek cen nieruchomości w ostatnich 12 miesiącach odnotowano tylko w nielicznych miastach. Dlatego dwie dobrze zarabiające osoby potrzebują ok. dziesięciu lat by odłożyć kwotę niezbędną na kupno niedużego mieszkania.

– Jesteśmy bliscy dołka na rynku nieruchomości, więc relacje płac do cen nieruchomości mogą się w najbliższym czasie nawet pogorszyć – uważa Kazimierz Kirejczyk.

Podobnego zdania są inni eksperci.

– Według mnie za dwa lata mieszkań na rynku zacznie brakować, bo dzisiaj deweloperzy wstrzymują inwestycje. Dlatego już niebawem ceny nieruchomości będą rosły dużo szybciej niż nasze płace. Za przeciętną płacę będzie więc można kupić jeszcze mniej – uważa Witold Werner.