Konkurencja wśród tzw. firm asenizacyjnych w Polsce jest bardzo duża. Mimo to na rynku wciąż jest miejsce, popyt na tego typu usługi stale bowiem rośnie. Sprzyjają temu obowiązujące przepisy, które obligują właścicieli nieruchomości, do których nie jest doprowadzona kanalizacja, do zawierania umów z firmami usuwającymi nieczystości.

Potrzebne zezwolenie burmistrza

Aby założyć firmę specjalizującą się w asenizacji, trzeba dysponować pozwoleniem. Wydają je, w drodze decyzji, władze samorządowe – zazwyczaj burmistrz miasta, gminy lub wójt. Jego uzyskanie wymaga wystąpienia do urzędu z wnioskiem o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności w zakresie opróżniania zbiorników bezodpływowych i transportu nieczystości ciekłych na terenie danej gminy. Aby wniosek został pozytywnie rozpatrzony, trzeba spełnić dwa zasadnicze warunki – należy posiadać odpowiedni pojazd do wywozu ścieków oraz dysponować umową lub pisemnym potwierdzeniem stacji zlewnej o gotowości do odbioru nieczystości. Zezwolenie wydawane jest na czas oznaczony, nie dłuższy niż 10 lat. Za jego wydanie zapłacimy w kasie urzędu gminy 107 zł opłaty skarbowej. Formalności potrwają około miesiąca.

Pojazd można kupić za 40 tys. zł

Zakup wymaganych specjalnych pojazdów to najistotniejsza inwestycja przy uruchamianiu firmy tego typu.

– Na początek wystarczy jeden samochód ze zbiornikiem w stałej zabudowie lub kontenerem asenizacyjnym montowanym na ramie. Można też kupić ciągnik z przyczepą-zbiornikiem – radzi Radosław Osuch, którego firma obsługuje kilka podwarszawskich miejscowości.

Według niego taka tzw. szambiarka powinna mieć zbiornik na nieczystości o poj. co najmniej 4,5 m sześc. Najlepiej sprawdzają się jednak większe – o poj. 6–8 m sześc., a w niektórych przypadkach nawet 12–15 m sześc.

Większość małych firm z tej branży dysponuje samochodami używanymi, bowiem zakup nowego auta tego typu to wydatek nawet kilkuset tysięcy złotych. Wybór kilku-kilkunastoletnich pojazdów na rynku jest bardzo duży. Eksperci radzą zainwestować samochody zachodnich marek (Mercedes, Man, Renault, Scania, DAF), choć dla oszczędnych ciekawszą opcją będzie zakup Jelcza, Liaza bądź Stara. Taki co najmniej kilkuletni pojazd specjalny dobrej marki będzie kosztował nas około 100 tys. zł. Auto polskiej produkcji kupimy jednak nawet za mniej niż 40 tys. zł.

Samochody te nie muszą być wcale przystosowane do opróżniania szamb – osobno można bowiem kupić beczkę z niezbędnym oprzyrządowaniem do zabudowy na ramie pojazdu. Nowa beczka o poj. 10 m sześc. to wydatek rzędu 28–32 tys. zł. Za używane, sprowadzane z zagranicy, zapłacimy 8–13 tys. zł (poj. 4–6 m sześc.).

Dziennie zrobimy 5–6 kursów

Marzeniem wielu przedsiębiorców jest podpisanie umów na usługi asenizacyjne z samorządami, zakładami produkcyjnymi, przedsiębiorstwami czy instytucjami.

– Usługi takie na przykład na rzecz miasta nie gwarantują może największych zysków, ale dają pewny, stały obrót. Najtrudniej bowiem jest znaleźć klienta, i to tak dużego, i utrzymać go – podkreślają przedstawiciele branży.

Na przykład firma P&F obsługuje na terenie Szczecina stocznię, zakłady mięsne czy Komendę Wojewódzką Policji. Najwięcej można zarobić jednak na klientach indywidualnych. Proponowane właścicielom nieruchomości oraz administratorom budynków mieszkalnych i wspólnotom stawki są bowiem wyższe. Cena za odbiór ścieków z takich obiektów, w zależności od odległości do zlewni, waha się od 14 do 20 zł za m sześc. Ponieważ firmy asenizacyjne z reguły stosują zasadę, że minimalna ilość odbieranych ścieków to 5 m sześc., można szacować, że przychód z jednej tylko nieruchomości wynosi 90–120 zł. Jak przyznaje Adam Jaros, właściciel spółki AJ, działającej w branży odpadów i nieczystości, zazwyczaj w ciągu dnia wykonuje się 5–6 takich kursów.

– Zdarzają się sytuacje, że jest ich dwa razy więcej – wyjaśnia.

Przy jednej szambiarce możemy liczyć zatem na obrót dzienny na poziomie 450–1200 zł. Ponieważ pracuje się przez cały tydzień, miesięcznie sięgnie on 10–20 tys. zł. Przedstawiciele biznesu asenizacyjnego niechętnie mówią o kosztach oraz o zyskach.

– Cena zależy m.in. od ilości nieczystości do wywiezienia oraz odległości, jaką musi pokonać szambiarka – twierdzi Adam Jaros.

Rozmówcy nieoficjalnie przyznają, że zyski są bardzo zróżnicowane, przeciętnie osiąga się około 20-proc. rentowność. Przy codziennej obsłudze pięciu nieruchomości możemy liczyć zatem na zysk rzędu 2,5 tys. zł. Z reguły sięga 4–5 tys. zł.

– Firmy posiadające dwa lub trzy pojazdy mogą oczywiście zarobić odpowiednio więcej – zaznacza Radosław Osuch.

Istotną pozycję w kosztach stanowi opłata za przekazanie ścieków do zlewni. Cena za zrzut 6–7 m sześc. to co najmniej 55–60 zł. Do tego dochodzą pensje. Powinniśmy mieć przynajmniej jednego pracownika. Jeżeli sami nie chcemy jeździć do klientów (w wozie i przy odbiorze nieczystości zawsze powinny być dwie osoby), musimy zatrudnić kolejnego.

JAK UZYSKAĆ ZEZWOLENIE

● wniosek do urzędu miasta lub gminy powinien zawierać:

– imię i nazwisko lub nazwę oraz adres zamieszkania/siedziby

– określenie przedmiotu i obszaru działalności

– opis technologii stosowanych lub przewidzianych do stosowania przy świadczeniu usług

– proponowane zabiegi z zakresu ochrony środowiska i ochrony sanitarnej planowane po zakończeniu działalności

– określenie terminu podjęcia działalności i zamierzonego czasu jej prowadzenia

– określenie lokalizacji miejsc odbioru ścieków i ich zrzutu

● trzeba dysponować środkami technicznymi (specjalistyczny pojazd)

● należy udokumentować gotowość odbioru nieczystości ciekłych przez stację zlewu

● do wniosku należy dołączyć:

– zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej lub odpis z rejestru przedsiębiorców

– dowód opłaty skarbowej