Wbrew zapewnieniom Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG), że poziom krajowego wydobycia gazu ziemnego w kolejnych latach będzie stopniowo rósł, produkcja gazu spadnie – twierdzą analitycy. Ich zdaniem za kilka lat Polskę czeka nadpodaż tego surowca.

Podaż przewyższy popyt

– Wiele wskazuje na to, że nie uda się zmniejszyć po 2010 roku ilości gazu importowanego z Rosji w ramach kontraktu jamalskiego. Do tego w 2014 roku dojdą dostawy skroplonego LNG z Kataru na poziomie 1,5–2,5 mld m sześc. i gaz sprowadzany przez rurociągi transgraniczne. Podaż przewyższy popyt – wyjaśnia Tomasz Minkiewicz, partner w CMS Cameron McKenna, ekspert w segmencie poszukiwania i wydobycia surowców.

Jego zdaniem w konsekwencji PGNiG będzie musiał ograniczać eksploatację krajowych złóż gazu. Już w ubiegłym roku, mimo wzrostu konsumpcji, jego wydobycie spadło. To źle. Nasz własny gaz jest średnio trzy, cztery razy tańszy niż surowiec przesyłany z Rosji czy Kataru.

– Mamy możliwości, by pozyskiwać z krajowych złóż więcej niż teraz – przyznaje Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w Ministerstwie Gospodarki.

Eksperci uważają, że poziom wydobycia powinien wzrosnąć dwukrotnie. Moglibyśmy liczyć wówczas na mniejsze rachunki za gaz, a PGNiG – na większe zyski. Bardziej intensywna eksploatacja złóż poprawiłaby również nasze bezpieczeństwo energetyczne. Według dyr. Kaliskiego zwiększenie produkcji gazu to najlepszy sposób na dywersyfikację źródeł dostaw. Kontrakt z Gazpromem upływa w 2022 roku.

– Jeśli PGNiG wykorzystałoby istniejące w kraju zasoby, moglibyśmy zrezygnować ze sporej części dostaw od Gazpromu, a w efekcie uniezależnić się od tego źródła i zabezpieczyć się przed skutkami przyszłych kryzysów gazowych – uważa Grzegorz Pytel z Instytutu Sobieskiego.