Obniżenie kapitału zakładowego

Najbardziej sporna jest propozycja obniżenia minimalnego kapitału zakładowego w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjnych i komandytowo-akcyjnych. Czy jest sensowne zmniejszanie wartości niedawno podniesionych, w dodatku bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń dla wierzycieli?

Andrzej Kidyba

profesor, kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, radca prawny

Nie znajduję uzasadnienia dla żadnej z proponowanych kwot (ramka). Skoro pominięto zmiany dodatkowe, które wzmacniałyby sytuację wierzycieli, to nowelizacja nie ma sensu. Możemy wprowadzić taką spółkę z o.o., jaką już w listopadzie będą mieli Niemcy z 1 euro kapitału zakładowego, ale tam nie jest to tylko obniżenie kapitału zakładowego, lecz zabieg systemowy. Jednocześnie chroni się środki w spółce i wierzycieli.

Andrzej W. Wiśniewski

doktor prawa, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, radca prawny w Kancelariach Piontek, Wiśniewski i Wspólnicy i Dewey & LeBoeuf

Proponowane rozwiązanie, którego nie jestem entuzjastą, wpisuje się w generalną tendencję w europejskim prawie spółek i w krajowych systemach. Ułatwia ono, zwłaszcza drobnym przedsiębiorstwom, korzystanie z formy spółki kapitałowej. Oczywiście nie ma dobrego uzasadnienia ani dla 10 tys. zł, ani dla 5 tys., ale dla 50 tys. też nie było przekonującego uzasadnienia, bo nikt tego od strony ekonomicznej nie zanalizował.

Michał Romanowski

profesor na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący zespołu Komisji Kodyfikacyjnej ds. Zmian w Prawie Spółek, adwokat w kancelarii Romanowski i Wspólnicy

Określenie ryczałtowe kapitału spółki jest oderwane od rozmiaru działalności. Z punktu widzenia wierzycieli istotne jest nie to, jakiej on jest wysokości, lecz czy spółka jest wypłacalna i czy zachowuje płynność, a więc czy ma wolne środki na zaspokojenie wierzytelności. Dlatego w Europie od kilku lat rozpoczęły się zmiany. We Francji od początku 2004 roku mamy spółkę z kapitałem 1 euro.

Podsumowującym pewne tendencje w krajach romańskich, w Holandii czy krajach bałtyckich jest wniosek Komisji Europejskiej do Rady UE w sprawie przyjęcia rozporządzenia dotyczącego tzw. europejskiej spółki prywatnej. W uzasadnieniu przyznano, że funkcja gwarancyjna kapitału zakładowego nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, więc zostawiono tylko fasadę użyteczną dla innych konstrukcji. Kapitał w tej spółce ma wynosić 1 euro, ale przy wprowadzeniu tzw. testu bilansowego oraz przy możliwości wprowadzenia w statucie przez wspólników testu wypłacalności. Jeśli spojrzymy na polskie prawo, to mamy liczne dowody świadczące o tym, że ustawodawca już dostrzegł, że kapitał zakładowy nie pełni swojej funkcji. Na przykład prawo upadłościowe nie jest oparte na instytucji kapitału zakładowego. Instytucje finansowe mają obowiązki wynikające ze wskaźników wypłacalności, choć tam się wprowadza podwyższone wymagania kapitałowe. Także idea sprawozdań finansowych, badania ich przez biegłych rewidentów jest wyrazem świadomości, że kapitał zakładowy jest fikcją, która przez sto kilkadziesiąt lat była wtłaczana do głowy wszystkim i została przyjęta jako aksjomat. Biorąc to pod uwagę, proponowane zmiany oceniam co najmniej neutralnie. Nie widzę zagrożenia dla bezpieczeństwa obrotu, choć prawdą jest, że dodatkowych zabezpieczeń nie ma.

Podzielam opinię, że być może spowoduje to większą popularność spółek z o.o., aczkolwiek bym tego nie przeceniał właśnie ze względów podatkowych (spółka najpierw płaci podatek dochodowy od osób prawnych, a potem wspólnicy płacą PIT). Ale jest jeden bardzo pozytywny element zmiany. Otóż skoro nie ma dodatkowych elementów zabezpieczających, to może w końcu zmusi to rząd i parlament do ich wprowadzenia. Bo w Polsce bywa tak, że musimy doprowadzić jakąś instytucję do śmieszności, żeby wprowadzić rozwiązania zgodne z rzeczywistością.

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

Rząd nie wprowadził do projektu ostatecznego i skutecznego rozwiązania z minimalnym kapitałem i zabezpieczeniami dla wierzycieli, ponieważ nie dysponuje potencjałem intelektualnym wystarczającym do zaprojektowania tak rozległej zmiany systemowej. To wymagałoby przerobienia założeń kodeksu w zakresie spółek kapitałowych. To jest praca dla dużego zespołu ludzi, np. pod firmą komisji ds. reformy prawa cywilnego. Tymczasem obecna komisja przyjęła na siebie ciężar kolejnej reformy kodeksu cywilnego.

ANDRZEJ KIDYBA

Jest problem domniemanego ciśnienia społecznego. Rząd chce pokazać, że coś robi w celu ułatwienia życia przedsiębiorcom, podczas gdy po przeanalizowaniu większości propozycji okazuje się, że to tylko implanty, które nie mają potrzebnego otoczenia. Jednak zapewne jest to potrzebne rządowi dla oceny skuteczności jego prac. A byłoby lepiej, gdyby pod auspicjami rządu zrobiono dobry projekt.

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

To są ułatwienia dla jednych przedsiębiorców, za które inni zapłacą.

Ziemisław Gintowt

adwokat prowadzący indywidualną kancelarię w Warszawie, dziekan warszawskiej Okręgowej Rady Adwokackiej

Mamy do czynienia z ruchem pozornym. Ta zmiana o charakterze kosmetycznym ma powodować zmianę ideologiczną. To tak, jakby spółki kapitałowe miały trafić pod strzechy. Tyle że to nie ma sensu. Spółka kapitałowa musi mieć kapitał, z mieszania łyżeczką niczego nie przybędzie. Jest faktem, że dla odpowiedzialności ani ten rzekomo duży kapitał, ani mały nie ma znaczenia. On i tak musi być wydany na pniu, ponieważ trzeba zapłacić za utworzenie spółki, zarejestrowanie, podatki, za wynajęcie lokalu. 50 tys. zł w Warszawie to niewiele. Zmiana to ruch pozorny. Problemy pozostają.

Jako praktyk jestem też przeciwnikiem ciągłych zmian. Dobrze by było, żeby przepisy, które weszły w życie i nawet nie są idealne, choć chwilę funkcjonowały. Nie widzę potrzeby wprowadzania projektowanych zmian. Czy po podwyższeniu progów kapitałów zakładowych do obowiązującego poziomu nastąpił gwałtowny regres spółek, np. z o.o.? Natomiast zmiana radykalna, np. do 1 euro, mogłaby dobrze służyć tylko rynkowi prawniczemu. Mając możliwość tworzenia spółek z o.o. z takim kapitałem, każda kancelaria natychmiast otworzyłaby ich wiele, tylko po to, by je potem sprzedać. Oba projekty obniżenia kapitału zakładowego są działaniem populistycznym. Apeluję, żeby przyjrzeć się podatkom, kosztom uzyskania przychodów i zobaczyć, czy tam nie można czegoś zrobić dla przedsiębiorców.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Kiedy oceniam projekt, to wychodzę od założenia pozytywnego. Choć może i ja dojdę do wniosku, że było to działanie populistyczne. Na razie jestem optymistą. A tendencje europejskie są nieubłagane. Uchwalenie rozporządzenia o europejskiej spółce prywatnej jest przesądzone. Francuzi silnie prą w tym kierunku. Pewnie po to, żeby pokazać, że zrobili coś ważnego dla rozwoju drobnej przedsiębiorczości w Europie.

Prawo krajowe i europejskie

Skoro mówimy o aktach prawa polskiego, które ciągle nie zostało jeszcze kompletnie wyparte przez prawo europejskie, to czy warunki krajowe nie powinny być dla naszego ustawodawcy na razie równie ważne co tendencje we Wspólnocie? Czy nie powinniśmy - na tyle, na ile to możliwe - implementować europejskiego prawa elastycznie?

MICHAŁ ROMANOWSKI

Nie da się abstrahować od rzeczywistości wspólnego rynku. Orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pozwalają na zakładanie tzw. pozornych spółek zagranicznych - w tym państwie członkowskim, w którym regulacja prawna jest najbardziej przyjazna, mimo że faktyczną działalność przedsiębiorca prowadzi w innym państwie. Dlatego nawet Niemcy uchwalili stosowną ustawę, mimo że tam jest niezwykle silne lobby zwolenników kapitału zakładowego. Bali się jednak, że przedsiębiorcy niemieccy będą zakładali spółki w innych państwach UE. Ale oczywiście uwarunkowania krajowe trzeba uwzględniać.

W Polsce są zwolennicy instytucji kapitału zakładowego. I dlatego, jak powiedziałem, czasem pewną instytucję trzeba doprowadzić do śmieszności. Niektórzy nie przyjmują żadnego argumentu, że kapitał zakładowy to nie jest najważniejszy test. Przedsiębiorcy, którzy kontraktują ze spółką, jeżeli chcą się zabezpieczyć - np. banki - zawierając umowy kredytowe, wprowadzają klauzule, które zakazują bez zgody kredytodawcy zaciągania zobowiązań powyżej określonego poziomu. W związku z tym myślę, że zmiana może być pozytywna.

Drugi argument jest czysto prawnoporównawczy. Czym się Polska charakteryzuje, że musimy mieć w spółce z o.o. kapitał na poziomie 50 tys. zł, a w Hiszpanii jest to 3 tys. euro. W Holandii w ogóle nie ma limitu kapitału zakładowego.

ANDRZEJ KIDYBA

Profesor Romanowski proponuje coś, co można byłoby nazwać popsuciem prawa po to, żeby było lepsze. Może to jest jakaś droga, ale czy nie warto pohamować tych zapędów? Czy nie tracimy czasu na robienie dwóch lub trzech kroków? Mówię o rozwiązaniach systemowych, ponieważ ten wymyślony kapitał zakładowy, którego zdefiniowanie nastręcza problemów natury ekonomicznej, jest punktem odniesienia do innych instytucji kodeksowych, np. dywidendy.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Nie proponuję psucia prawa, tylko skończenie z fikcją. Nie można popsuć czegoś, co jest złe. A jeśli chodzi o oczekiwanie na zmiany systemowe, to Polska jest już w ogonie Europy, jeżeli chodzi o instytucję kapitału zakładowego. Nawet za Niemcami, którzy są konserwatywni.

Spółki, które nie podniosły kapitału zakładowego

Czy potrzebna jest kolejna zachęta do przenoszenia do KRS niedobitków spółek, które nie podniosły w wyznaczonym terminie kapitału do 50 tys. zł i pozostały w dawnym rejestrze handlowym?

ANDRZEJ KIDYBA

W ten sposób sankcjonuje się to, co się działo do tej pory. Wszystkie spółki, które miały obowiązek dostosowania kapitału do nowych realiów prawnych i nie zrobiły tego, mogą dalej nie mieć motywacji, dopóki nie dojdzie do prawdziwej reformy, z minimalnym kapitałem 1 euro. Będzie tak również dlatego, że nie ma tu żadnej sankcji.

ZIEMISŁAW GINTOWT

Jestem przeciwnikiem karania na gruncie prawa cywilnego, ale jest masa spółek, które po prostu zamarły. Nikt nie wie, co z tym zrobić. Nie ma w nich ani wspólników, ani zarządów. Może więc należy powiedzieć, że jeśli takie spółki w określonym czasie czegoś nie zrobią, to się je wykreśli.

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

Konieczne jest określenie ostatecznego terminu, w którym jedne spółki zostaną przeniesione do rejestru przedsiębiorców, a pozostałe zostaną wykreślone i utracą osobowość prawną, choć nie jestem zwolennikiem karania spółek za to, że nie działają.

MICHAŁ ROMANOWSKI

To problem trzeciorzędny. A brak reakcji części sędziów sądów rejestrowych świadczy o ich mądrości. Podzielam opinię, że trzeba wskazać dostatecznie długi okres na przeniesienie wszystkich spółek do KRS. Jeśli właściciele okażą się tym niezainteresowani, to trzeba je będzie wykreślić.

Bez obowiązku umów przed notariuszem

Posłowie postulują zniesienie obowiązku zawierania umów spółek partnerskich, komandytowych, komandytowo-akcyjnych i z ograniczoną odpowiedzialnością przed notariuszem. Czy to rozsądne?

ANDRZEJ KIDYBA

To jest nieprzemyślane. Przykład spółki z o.o. pokazuje, że nie wolno tego zrobić, ponieważ w ten sposób otwiera się pole do nadużyć. Z chwilą zawarcia umowy spółki z o.o. powstaje spółka w organizacji. Niektórzy mówią, że będzie ona funkcjonowała tylko sześć miesięcy. Tymczasem prawdopodobnie w ogóle nie będzie funkcjonowała dłużej, bo przy braku kontroli, a tym grozi zawieranie umów spółek w zwykłej formie pisemnej, wspólnicy ją zlikwidują albo przed zgłoszeniem wniosku do KRS, albo nawet później, gdy termin minie. Zniesienie wymogu zawierania umowy w formie aktu notarialnego oznacza, że bez kontroli będzie funkcjonował podmiot ze zdolnością prawną i zdolnością do czynności prawnych, którego kontrahenci nie będą mogli nigdzie sprawdzić.

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

I o nielimitowalnych rozmiarach.

ANDRZEJ KIDYBA

Argument, że umowy zbada sąd, jest nieprawdziwy. Może nie dojść do żadnego badania. Po drugie, przy spółce komandytowej - gdyby do zmiany doszło, chętnie doradzałbym, jak uciekać od odpowiedzialności, gdy mamy sumę komandytową, wkład, możliwość obniżenia sumy komandytowej i obniżenia wkładu.Ta propozycja abstrahuje od rynku. Koncentruje się na spółkach, a właściwie na wspólnikach. Ma im być dobrze, natomiast zapomina się o otoczeniu biznesowym. Pewien nadzór notariuszy nad treścią umów powinien być.

ZIEMISŁAW GINTOWT

Wielu przedsiębiorców nie odczuwa oporów przed antydatowaniem czynności prawnych. Dlatego wprowadzenie tak daleko idącej dowolności w kształtowaniu i zmienianiu umów spółek likwiduje praktycznie pewność obrotu. Skąd będziemy wiedzieli, że przedstawiona kontrahentowi umowa nie ma 15 tys. aneksów? A może wspólnicy podpisali ją nie będąc nigdy razem, ponieważ doszli do wniosku, że dogadają się przez telefon, a kiedy się spotkają to podpiszą?Uważam, że kształtowanie postaw polegających na przestrzeganiu reguł i poszanowaniu procedur to ważna rola prawa. Dlatego nie odchodziłbym od stanu obowiązującego. Jeżeli ktoś nie chce żadnych formalności, to prowadzi działalność wpisaną do gminnej ewidencji i ponosi za to nieograniczoną odpowiedzialność całym majątkiem. A jeśli pewne czynności są za drogie, to nie trzeba zmieniać kodeksu, można pomyśleć o taksie notarialnej, czy - jak przewidziano w projekcie - obniżyć opłaty za wpis do KRS.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Nie mam wątpliwości, że propozycja dotycząca spółki z o.o. jest nietrafna. Spółka komandytowo-akcyjna może emitować akcje i inne papiery wartościowe, wprowadzać akcje do obrotu giełdowego. To powoduje, że zniesienie wymagania aktu notarialnego przy jej zawiązywaniu jest wyrazem głębokiego niezrozumienia tej instytucji. Jeżeli jednak chodzi o spółkę partnerską i komandytową, to mam wątpliwości. Nie widzę ważnych argumentów, które kazałyby ocenić tę zmianę jako nieprawidłową.

Przekształcanie spółki cywilnej w jawną

Jak należy ocenić zniesienie obowiązku przekształcania spółki cywilnej w jawną po przekroczeniu limitu obrotów, który zmusza do prowadzenia pełnej rachunkowości?

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

To krok w odwrotnym kierunku. Należy przywrócić system, który działał pod rządami kodeksu handlowego, gdzie mieliśmy do czynienia z automatycznym przekształceniem spółki cywilnej w jawną w momencie przekroczenia granicy dużych obrotów. Próba dopuszczenia spółek cywilnych ponownie do działalności gospodarczej na wielką skalę jest kompletnym nieporozumieniem. To zagrożenie dla rynku. I w ogóle pomysł wzięty z księżyca.

ANDRZEJ KIDYBA

Analizując wszystkie propozycje zmian uważam tę za najgorszą i najbardziej niebezpieczną. Propozycja ta wywraca logikę stanowienia przepisów dotyczących spółek. Ci, którzy to proponują, zapomnieli chyba, że dziś spółka cywilna jest tylko stosunkiem obligacyjnym, nie przedsiębiorcą. I choć jestem w stanie wyobrazić ją sobie jako podmiot, to przecież nie tak się to robi. Spółka cywilna nie powinna się odradzać jako podmiot nieformalnie, bocznymi drzwiami.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Spółki cywilne nawet dziś czują się uczestnikami obrotu. Zasługują przynajmniej na opcję podmiotowości, jeżeli tak wspólnicy sobie życzą. Natomiast jeżeli chodzi o proponowaną zmianę, to mam mieszane uczucia. Z punktu widzenia systemu oceniam ją negatywnie, ale gdy miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy spowoduje zagrożenie dla bezpieczeństwa obrotu, to mam problem. Przepis zmuszający do przekształcenia spółki cywilnej w jawną praktycznie nie funkcjonuje. A jeśli tak, to obrót jest już zagrożony od dawna.

ZIEMISŁAW GINTOWT

Uważam, że należy przekształcać spółki cywilne w handlowe, kiedy osiągają próg obrotów przymuszających do prowadzenia ksiąg rachunkowych.

Poświadczanie podpisów w spółkach

Co da kolejna zmiana wynikająca z projektu rządowego, polegająca na tym, że nie trzeba będzie poświadczać przed notariuszem podpisów przy dokonywaniu czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu w jednoosobowych spółkach kapitałowych?

ZIEMISŁAW GINTOWT

Jest rzeczą niebezpieczną dla pewności obrotu, kiedy w spółce jest tylko jedna osoba i zawsze może poczynić zmiany w umowach bez kontroli. Tak rozumiem sens obecnego przepisu. I jeśli ktoś się decyduje na formułę spółki jednoosobowej, bez wewnętrznej kontroli, to powinien godzić się z ograniczeniami.

ANDRZEJ KIDYBA

Zgadzam się, że w polskich warunkach taki luz w przypadku jednoosobowych spółek kapitałowych jest niewskazany.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Nie uważam, żeby to była zła zmiana. Ona się wpisuje w tendencje polskie. Komisja kodyfikacyjna dąży do odformalizowania obrotu. Poświadczanie podpisu to jest fatyga i koszt. Wiem, że to może być niepoważny argument, ale taka jest praktyka. Dla mnie wizyta u notariusza jest fatygą, chyba że mi za to płacą, to wtedy to jest mój zawód.

ANDRZEJ KIDYBA

Znowu mamy przepis w interesie wspólnika, a zamykamy oczy na całe otoczenie i mówimy o fatydze, a przemilczamy negatywne konsekwencje tego, że podpis nie jest pewny.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Jeżeli mówimy o swobodzie działalności gospodarczej i sami nie jesteśmy pewni, czy wprowadzać ograniczenie, bo są argumenty za i przeciw, to nie należy wprowadzać ograniczeń.

ANDRZEJ KIDYBA

W innych sytuacjach tak. Ale jednoosobowa spółka kapitałowa to specyficzna konstrukcja, predestynowana do nadużyć.

Doprecyzowanie terminu wypłaty dywidendy

A jak panowie oceniają propozycję doprecyzowania dnia wypłaty dywidendy?

ANDRZEJ KIDYBA

Ktoś nie zrozumiał przepisów dotyczących wypłaty dywidendy i regulacji kodeksowej, mówiąc, że one są niejasne, odwołując się to tzw. dnia dywidendy. Tymczasem tu nie ma problemu, choć rzeczywiście orzecznictwo było niejednolite w sprawie, czy spóźniona wypłata dywidendy powoduje opodatkowanie spółki czy nie.

ANDRZEJ W. WIŚNIEWSKI

To jest kolejny przykład, gdzie na siłę zmienia się niesystemowo konstrukcje cywilistyczne, dlatego że przepisy podatkowe ich nie szanują.

MICHAŁ ROMANOWSKI

Nie musimy wprowadzać wyłącznie zmian systemowych. Jeżeli spółka ma do wypłaty 1,5 mln euro dywidendy, to często nie ma na to pieniędzy. Musi więc analizować, czy opłaca się jej np. zaciągnąć kredyt w banku na wypłatę dywidendy. Urzędy skarbowe stoją na stanowisku, że od daty podjęcia uchwały o podziale zysku środki przeznaczone na dywidendę nie należą do spółki, więc mają charakter pożyczki i niewypłacanie ich to nieodpłatne korzystanie z cudzego kapitału. Siedmiu sędziów NSA zajęło podobne stanowisko. Ich uchwała ma moc zasady prawnej, a niestety wynika z niej, że należy się podatek. To jest realny problem.

Kuchnia legislacyjna jest natomiast taka, że jeśli nawet lepiej byłoby poczynić zmiany gdzie indziej, np. w ustawach podatkowych, to czasem się tak nie da. To życie wymusza niedoskonałe rozwiązania.

Ograniczenie odpowiedzialności wspólników

Poselska propozycja ograniczenia odpowiedzialności wspólników spółki jawnej - za zobowiązania wnoszonego aportem przedsiębiorstwa przedsiębiorcy wpisanego do ewidencji - do wartości tego przedsiębiorstwa jest chyba bezsporna?

MICHAŁ ROMANOWSKI

Zmiana będzie spójna z tym, co jest zapisane w art. 554 kodeksu cywilnego. Nie ma powodu, żeby k.s.h. zawierał inne rozwiązane.

Pozostałe projektowane zmiany w k.s.h.

Pozostale zmiany też można zaakceptować bez większego sprzeciwu?

ZIEMISŁAW GINTOWT

Są rozsądne.

ANDRZEJ KIDYBA

Pewne zmiany wymusza życie, inne prawodawstwo unijne. Ale chyba jesteśmy zgodni co do tego, że trzeba rozpocząć prace systemowe. Zastanowić się nad koncepcją funkcjonowania prawa spółek. Różnimy się. Ja nie jestem bardzo krytycznie nastawiony do k.s.h., ale czas biegnie i zmiany są koniecznie. To, że za granicą zachodzą pewne procesy, to prawda, ale ja wolę zmiany bardziej uporządkowane niż te, które zostały zaproponowane w obu projektach nowelizacji.