Od 2010 roku każdy będzie mógł wykupić polisę zdrowotną, korzystając z ulgi podatkowej. Takie są plany Ministerstwa Zdrowia. Część ekspertów ma jednak wątpliwości, czy uda się wprowadzić dodatkowe ubezpieczenia ze względu na kryzys gospodarczy, brak lekarzy i słabą bazę lokalową szpitali.
Publikacja: 23 czerwca 2009, 03:00
Jakub Szulc
wiceminister zdrowia
Resort zdrowia przygotował założenia do wprowadzenia systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych już od 2010 roku. Nie proponujemy jednak systemu, który likwiduje dotychczas obowiązujący. Możliwość ubezpieczania się na podstawie obecnego systemu prawnego już istnieje. Kłopotem natomiast jest to, że suma składek pobieranych z tytułu ubezpieczeń dodatkowych jest wciąż niewielka. Nam zależy na tym, żeby to zmienić. Aby tak się jednak stało, trzeba mieć, po pierwsze, możliwość stosowania specjalnych zachęt, żeby pacjenci się ubezpieczali. Dlatego powstała idea wprowadzenia ulgi podatkowej. Po drugie, trzeba to obudować odpowiednimi przepisami prawnymi, czyli określić, na jakich zasadach świadczenia komercyjne mają być wykonywane. Jedną z propozycji jest wprowadzenie możliwości, ale nie obowiązku, żeby minister zdrowia mógł określać maksymalny poziom cen oferowanych przez prywatnych ubezpieczycieli. To jest taki bezpiecznik, który moim zdaniem, może być istotny w perspektywie 20–30 lat. Na pewno nie będzie miał znaczenia obecnie.
Paweł Kalbarczyk
przewodniczący Komisji ds. Ubezpieczeń Zdrowotnych Polskiej Izby Ubezpieczeń
Jak powiedział pan minister, dzisiejsze warunki prawne pozwalają na oferowanie i sprzedawanie ubezpieczeń zdrowotnych przez firmy ubezpieczeniowe działające na podstawie obowiązującej ustawy o działalności ubezpieczeniowej. Są one jednak niedostatecznie sprecyzowane. I to nie tylko w tej ustawie, ale również w kodeksie cywilnym. Polisy, które są już oferowane, to w zasadzie ubezpieczenia od złego funkcjonowania systemu publicznego. Ludzie są gotowi płacić dodatkowo za szybszy dostęp do tych specjalistów, do których są najdłuższe kolejki. Niedawno na rynku pojawiły się nowe produkty oferujące dostęp do zabiegów operacyjnych. Są to jednak ograniczone listy procedur. Pojawia się jednak pytanie, jak dużo osób jest gotowych w obecnej sytuacji publicznej służby zdrowia płacić dwa razy za to samo, czyli do niewydolnego NFZ i do prywatnego ubezpieczyciela. Wydaje się, że niewiele. Obecnie z takiej możliwości korzysta, wliczając w to klientów tzw. firm abonamentowych prowadzących działalność ubezpieczeniową bez licencji, około 2 mln osób. Dlatego pewnym sposobem na zwiększenie tego zainteresowania jest wprowadzenie ulgi podatkowej dla osób, które dodatkowo doubezpieczą się. Pytanie tylko, na ile w obecnej sytuacji gospodarczej możliwe jest jej wprowadzenie?
Adam Kozierkiewicz
ekspert ds. ochrony zdrowia
Przede wszystkim należy zastanowić się, co chcemy osiągnąć dzięki wprowadzeniu systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Czy chcemy zwiększyć ogólną pulę pieniędzy w systemie, czy też mamy inny cel, np. wykreowanie nowych płatników. I tutaj pojawia się problem. Towarzystwa ubezpieczeniowe przeznaczają na tzw. likwidację szkód w przypadku polis około 38–39 proc. wysokości składki. Pozostałe pieniądze zużywają np. na działalność lokacyjną (lokaty bankowe, kupno obligacji czy innych aktywów). Jest to około 27 proc., które zasilają aktywa firmy.
Prywatne wydatki na ochronę zdrowia wynoszą około 25 mld zł. Z tego na usługi zdrowotne wydawane jest 17–18 mld zł. Mówiąc potocznie, gdyby te pieniądze zostały przepuszczone przez sito towarzystw ubezpieczeniowych, to ile trafi do systemu dostawców.
źródło:
GP

1: Cel określiła Sawicka z IP: 91.208.150.* (2009-06-23 07:44)
Oddajcie nam nasze składki. Sami poradzimy sobie z odpłatnością za usługi zdrowotne!
Prywatyzacja nie rozwiąże problemu. Już obecnie prywatne kliniki/przychodnie w pogoni za forsą opóźniają przyjęcie pacjentów abonamentowych przyjmując w pierwszej kolejności płacących gotówką za usługę. I taki będzie i tak koniec tej reformy Tuskowej.
2: Kargul z IP: 213.25.195.* (2009-06-23 13:21)
Balagan w finansach publicznych jest coraz większy ,kraj jak i nasza gospodarka chyli się ku upadkowi.Cofamy się do czasów niewolnictwa, aż do czasu ... .
3: Alina z IP: 79.191.137.* (2009-06-23 15:06)
Oni w d...mają to jak się tu wypowiadamy! Niechby tylko oddali nam nasze składki do dyspozycji prywatnych ubezpieczycieli. Ale Rząd się boi, że ich darmozjady z NFZ nie dostaną darmochy, którą teraz płacimy w ramach składek zdrowotnych. A drugie to, że jakbyśmy zarabiali 2500 netto to dużo większy wskaźnik składek byłby.
4: marek z IP: 90.141.111.* (2009-06-23 20:51)
Za polisę klient będzie oczekiwał szybkiej porady wybranego specjalisty a zwłaszcza krótkiego oczekiwania na zabieg operacyjny wykonany przez profesjonalistę. Jeżeli takie polisy wykupi 1% pacjentów obecny system temu podoła.Jeżeli jednak ich będzie 10% to nie wchłoną ich ani NZOZ-y ani SPZOZ ze względu na brak przygotowania (lokal, sprzęt,lekarze) do szybkiego zaopatrzenia tak dużej liczby osób. Obecnie na mały/sredni zabieg oczekuje się 3 miesiace, na duży około roku. Zapłacenie za polisę nawet 500 zł celem przyszpiezsenia dużego zabiegu może okazać się możliwe dla chorych. I niewiele to da.

Główny ekonomista niemieckiego Deutsche Banku Thomas Mayer ocenił we wtorek w rozmowie z telewizją ARD, że w pogrążonej w kryzysie Grecji pojawi się druga równoległa do euro waluta, którą eksperci banku nazwali "geuro".

Akcje Facebooka tracą na wartości. Drugiego dnia handlu cena spadła poniżej ceny emisyjnej. »




