Szacuje się, że w Polsce użytkuje się ponad 70 tys. ha stawów rybnych. Ich powierzchni jednak nie przybywa, bowiem hodowla ryb jest biznesem, który wymaga sporych nakładów finansowych. Do tego nie jest to zajęcie łatwe. Prowadzenie takiej działalności wymaga wiele pracy i czasu, a na oczekiwane zyski trzeba poczekać nawet kilka lat. Mimo to branża jest bardzo perspektywiczna. W Polsce na razie konsumuje się bowiem niemal trzy razy mniej ryb niż na zachodzie Europy.

Aby założyć gospodarstwo rybackie, warto wcześniej zdobyć niezbędną wiedzę teoretyczną.

– Na rynku jest wiele profesjonalnych poradników i specjalistycznych książek poświęconych tej tematyce. Zapoznanie się z nimi na pewno ułatwi wykonanie pierwszych kroków w tej branży – podpowiada Mateusz Jasiński z opolskiego gospodarstwa rybackiego.

Większą marżę uzyskamy w regionach, gdzie gospodarstw rybackich jest stosunkowo niewiele. Warto taką działalność uruchomić np. w Wielkopolsce lub na Dolnym Śląsku. Najtańsze ryby, z uwagi na dużą konkurencję, są na południowym wschodzie Polski. Tam też prowadzenie hodowli może okazać się najmniej opłacalne.

Kupno działki ze stawem to tylko jeden ze sposobów na rozpoczęcie działalności. Za grunt rolny o pow. 2,5 ara, z wykopanym i zarybionym stawem, posiadającym pełną dokumentację i warunki zabudowy, zapłacić trzeba 50–80 tys. zł. Wielu hodowców woli jednak stawy dzierżawić. W tym celu trzeba się zgłosić do Agencji Nieruchomości Rolnych.

Jeżeli chcemy staw hodowlany wybudować sami, czeka nas wiele wysiłku.

– Na jego wykopanie musimy uzyskać pozwolenie budowlane, sporządzić należy także operat wodnoprawny – wyjaśnia Mateusz Jasiński.

Staw najlepiej zlokalizować tak, by w jak największym stopniu pełnił rolę zlewni wód opadowych. Dobrze też, gdy znajduje się on na terenie podmokłym. Jeśli poziom wody gruntowej jest wysoki przez cały rok, można obyć się bez kosztownego wykładania stawu folią. Wielkość i głębokość stawu zależą od rodzaju ryb, które mamy zamiar hodować. Płytszy będzie w przypadku zarybienia go pstrągiem. Wymagać będzie on jednak stałego przepływu wody. Powinien zatem znajdować się blisko rzeki. Z kolei staw dla karpi musi być nie tylko głębszy, ale również większy. Pojedyncza sztuka potrzebuje aż 10 mkw. dna stawu wyłącznie dla siebie.

Problem z dofinansowaniem

Do wykopania stawu musimy wynająć specjalną koparkę linową. Na takie prace przy małym stawie (30x15 m) wydamy co najmniej 10–15 tys. zł. Kilkukrotnie większy staw kosztować nas może nawet ponad 100 tys. zł. Za taki o pow. 3 tys. mkw., wraz z urządzeniami napowietrzającymi, zapłacimy nawet około 1 mln zł.

Niestety, może być problem z finansowaniem takiej inwestycji. I nie chodzi tylko o trudności związane ze zdobyciem kredytów, z którymi w czasie obecnego spowolnienia gospodarczego problem mają praktycznie wszyscy przedsiębiorcy. Na razie nie przewidziano bowiem możliwości pozyskania funduszy na chów i hodowlę ryb z Unii Europejskiej. Ostatnie wnioski o dofinansowanie przyjmowane były w styczniu tego roku. W Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa poinformowano nas, że nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle w najbliższym czasie będą przyjmowane kolejne.

– Wnioski, które składano w styczniu, dotyczyły niewykorzystanych jeszcze funduszy z działań na lata 2004–2006. Jednak na razie w programie na lata 2007–2013 nie przewidziano dofinansowania projektów typu chów i hodowla ryb – wyjaśniają urzędnicy.

W projektach rozporządzeń Ministerstwa Rolnictwa nie uwzględniono na razie zakładania stawów.

Karp to najlepszy biznes

W Polsce hoduje się m.in. karpie, łososie, pstrągi, liny, sieje, sandacze, karasie, trocie, palie, jesiotry, ale także amury czy tołpygi. Za najmniej ryzykowne uznaje się inwestycje w hodowle trzech pierwszych gatunków.

– A na pewno warto mieć karpie – podkreśla Dariusz Sosnowski, hodowca z Dolnego Śląska. Według niego ich hodowla to gwarancja zysku. – W przypadku karpia, w odróżnieniu od innych gatunków ryb, mamy pewność sprzedaży – i to na dużą skalę – w okresie Bożego Narodzenia – podkreśla.

Od tych kilku dni w roku, poprzedzających Wigilię, zależy tak naprawdę wielkość całorocznego obrotu większości gospodarstw tego typu.

Rynek karpia w Polsce wart jest ok. 150–180 mln zł. Rocznie jego krajowa produkcja osiąga poziom ok. 15–18 tys. ton. Obok Czech i Niemiec należymy więc do grona największych producentów tej ryby w Europie. Niestety, coraz większą konkurencję na naszym rynku stanowią ryby importowane. Szacuje się, że nawet 10 proc. karpi sprzedawanych w Polsce pochodzi m.in. od naszych południowych sąsiadów.

Dziś hodowla ryb jest nieco bardziej opłacalna niż rok, dwa lata temu, kiedy to wysokie ceny zbóż wpływały na znaczny, nawet 60-proc. wzrost kosztów produkcji (zboża to podstawowy składnik paszy). Mimo to na pierwsze zyski hodowcy muszą czekać jednak nieraz od roku do nawet trzech lat. Potem, jeśli zapewnią sobie skup, mogą liczyć na zarobek nawet ponad 8 tys. zł miesięcznie.

Większość hodowców sprzedaje ryby do skupu. Szacuje się, że w hurcie za kilogram karpia czy pstrąga można dostać 8–9 zł netto. Właściciel gospodarstwa rybackiego zarabia na tym ok. 1 zł. Zyski mogą być jednak większe, gdy nawiążemy bezpośrednią współpracę z sieciami sklepów, najlepiej hiper- lub supermarketów (działa tak ok. 11 proc. gospodarstw), bądź sami będziemy sprzedawać w detalu.

UBEZPIECZENIE STAWU

Trzeba pamiętać o wykupieniu odpowiedniego ubezpieczenia. Specjalnie skonstruowaną dla hodowców ofertę ma m.in. PZU. Składka to 1,2 proc. sumy ubezpieczenia podanej przez ubezpieczającego. W ten sposób możemy zabezpieczyć nasze ryby, w poszczególnych stadiach ich rozwoju, przed zatruciem, uduszeniem, ucieczką bądź niedoborem wody.