Kryzys nie uderzył bezpośrednio w sektor ubezpieczeniowy tak jak w banki, ale wprowadził nowe elementy ryzyka do naszej działalności – mówi Michael Theilmeier, wiceprezes Gen Re.

– Walka z kryzysem oparta na drukowaniu pieniędzy i zwiększaniu deficytów może doprowadzić do globalnej inflacji – mówi Krzysztof Rybiński, partner w Ernst & Young.

Byłby to spory problem, szczególnie dla sprzedających polisy OC, bo towarzystwa muszą z nich wypłacać poszkodowanym waloryzowane świadczenia przez wiele lat.

Na naszym rynku kryzys spowodował wzrost kosztów wypłat już teraz, m.in. dlatego, że część roszczeń jest płacona w euro. Z powodu słabego złotego zdrożały też części samochodowe.

Wyższe wypłaty mogą oznaczać dla klientów wzrost składek za ubezpieczenia majątkowe czy finansowe, tym bardziej że coraz coraz trudniej o kapitał, m.in. dlatego, że kapitały ubezpieczycieli stopniały ze względu na dekoniunkturę. Trzeba oferować inwestorom wysoką, przynajmniej 12-proc. stopę zwrotu, żeby pozyskać kapitał.

Spada zysk z inwestycji

Jest to coraz trudniejsze, bo ubezpieczyciele osiągają mniejsze zyski z inwestowania składek.

– W tej sytuacji rośnie znaczenie zysków z podstawowej działalności – mówi Michael Theilmeier.

Z jego wyliczeń wynika, że tzw. wskaźnik combined ratio (pokazujący, jaką część pobranych składek stanowią wypłacone odszkodowania i koszty) powinien oscylować w okolicach 85–89 proc., żeby dać odpowiedni zwrot z zainwestowanego kapitału. W poprzednich okresach ubezpieczyciele mogli sobie pozwolić na akceptowanie strat ze sprzedaży polis (szczególnie w połowie lat 80.), bo zarabiali na inwestycjach. Teraz dodatkowo muszą się liczyć nawet ze spadkiem przychodów ze składek, co powoduje, że trudniej osiągnąć dobry wskaźnik combined ratio.

Problem widać z opóźnieniem

– Zwykle upływa 12–18 miesięcy, zanim problemy w gospodarce zaczynają być widoczne w ubezpieczeniach – mówi Lothar Meyer z rady nadzorczej grupy Ergo w Niemczech.

Spodziewa się on znacznego zmniejszenia dynamiki przychodów ze składek, a nawet ich spadku z związku z rosnącym bezrobociem, mniejszymi inwestycjami i poziomem produkcji.

– Trzeba też być przygotowanym na wzrost liczby likwidowanych polis, szczególnie na życie – mówi Lothar Meyer.

Dodaje, że przydatne dla klientów byłoby wprowadzenie polis na życie ze zmienną wysokością składki, co dałoby większą elastyczność.

Wygląda jednak na to, że po latach, kiedy ceny polis były stosunkowo niskie, trzeba będzie płacić wyższe składki.

– Składki wzrosną szczególnie tam, gdzie widzimy wzrost wypłat, np. z ubezpieczeń D&O, kredytu kupieckiego czy innych linii ubezpieczeń finansowych – mówi Lothar Meyer.

Tekst oparty na wystąpieniach w trakcie Sopot Summer Insurance and Reinsurance Days, którego patronem medialnym była Gazeta Prawna