W 2005 roku liczba otworzonych kont emerytalnych wyniosła 363 tysiące. Trzy lata później było to 89 tysięcy. Dysproporcja ogromna, choć wydawałoby się, że w miarę wzrostu świadomości ekonomicznej społeczeństwa powinno być ich coraz więcej. W ostatnich tygodniach pojawiły się teksty o tytułach „IKE – zapaść się pogłębia”, „Odwrót od IKE”. Główna teza: zwiększenie limitu wpłat na IKE w 2009 roku nic nie dało w popularyzacji tej formy zabezpieczenia emerytalnego, mimo rozczarowania co do możliwych wyników II filaru (OFE).

Warto zajrzeć do danych dotyczących III filaru, IKE, bo widać tam ciekawe zjawisko: wygląda na to, że istnieje segment tego rynku o tendencji wzrostowej. Zastanawiam się, czy wiąże się to z faktem większej świadomości tego rodzaju klientów, czy może jest inna odpowiedź.

Na koniec 2008 roku 74,2 proc. wszystkich otwartych IKE prowadzonych było przez zakłady ubezpieczeniowe. 20,4 proc. przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych, 4,3 proc. przez banki. Najmniejszy udział miały biura maklerskie (1,2 proc.). Ten najmniejszy segment zwrócił moją uwagę. Różni się on od pozostałych podstawową cechą – klient nie kupuje gotowego produktu, tylko sam w pełni ponosi konsekwencje swoich wyborów akcji, jakie mają stanowić składnik portfela.

Mimo tego najmniejszego udziału to właśnie ten segment bije rekordy. W 2008 roku otwarto w biurach maklerskich ponad 1600 kont IKE, o 35 proc. więcej niż w 2007 roku. I choć pozostałych nominalnie powstało więcej, to w każdym z przypadków było mniej niż przed rokiem. Interesująco prezentuje się również przeciętny stan konta IKE. Na koniec 2008 roku największy był na rachunkach maklerskich i wynosił 12 124 zł (10 949 zł rok wcześniej). Na kolejnym miejscu znalazły się banki – 5816 zł (4687 zł), potem TFI – 3247 zł (4404 zł).

Mimo ograniczeń związanych z wykorzystywaniem wartości średnich zastanawia, że średnia wpłata na konta ubezpieczycieli wynosi więcej niż średnia wartość tego konta. Czyżby koszty dawały o sobie znać?

Z raportu KNF wynika, że w zakładach ubezpieczeń tylko 30,4 proc. kont było aktywnych (zasilonych wpłatami) w 2008 roku. Imponująco na tym tle wyglądają i banki (46,9 proc. aktywnych), i TFI (65,9 proc.), i przede wszystkim rachunki maklerskie (91,2 proc.). Czyżby potwierdzało to roboczą tezę o większej świadomości ekonomicznej inwestorów, którzy wybrali tę opcję?