Sytuacja makroekonomiczna nadal jest poważna, ale w ciagu ostatnich kilku miesięcy uległa poprawie. Udało się uniknąć szerokiej nacjonalizacji sektora finansowego, a prawdopodobieństwo powtórki Wielkiej Depresji w Europie i Stanach Zjednoczonych praktycznie zanikło.

To właśnie konkluzja, że nie nadchodzi koniec świata, napędziła ostatnie wzrosty na europejskich rynkach akcji. Najbardziej wzrosły sektory zależne od wzrostu gospodarczego. Inwestorzy szybko przerzucili środki do tych sektorów, które najbardziej ucierpiały w trakcie bessy. Bardzo mocno wzrosły akcje sektora finansowego podobnie jak przemysłowego i materiałowego.

Inwestorzy mogli założyć, że zyski spółek cyklicznych wrócą do poziomów z 2007 roku. Wtedy były one niezwykle wysokie z uwagi na szybki wzrost gospodarczy i łatwy dostęp do kredytu. Chociaż zyski zaczną chyba rosnąć w ciągu kilku kwartałów, ich projekcje powinny być jednak bardziej konserwatywne (co oznacza, że znaczna część wzrostów jest przesadzona).

Moim zdaniem ostatnie wzrosty, jedne z najszybszych w historii, nie były chyba jednak wynikiem zmiany podejścia rynku i oczekiwania szybkiego wzrostu gospodarczego w drugiej części roku. Hossa sektorów cyklicznych była spowodowana raczej redukowaniem pozycji niedoważonych niż radykalną poprawą sytuacji fundamentalnej w spółkach. W sektorze finansowym uniknęliśmy nacjonalizacji, ale cykl pogorszenia ratingu kredytowego klientów jest nadal we wczesnym stadium (trudno będzie podnieść zyski). Podobnie sektor materiałowy generuje stopę zwrotu z kapitału powyżej historycznych średnich i daleko im jeszcze do poziomów, które zwykle spotyka się w recesyjnym środowisku.