Rada Ministrów dziś zajmie się założeniami. Ministerstwo Finansów, które przygotowuje wstępny plan budżetu na przyszły rok, ma już w tym roku duży kłopot: ciągle nie jest bowiem znany projekt nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. A tzw. planowane wykonanie to zazwyczaj punkt wyjścia do przygotowania założeń na rok następny.

– Ustawa nie określa jasno, co powinny zawierać założenia. Teoretycznie możliwe jest więc przedstawienie samych prognoz makroekonomicznych. Ale nie potwierdzam informacji, że tak właśnie będzie – mówi wiceminister finansów Ludwik Kotecki.

Zdaniem Remigiusza Grudnia z PKO BP założenia do przyszłorocznego budżetu miałyby mocne podstawy, gdyby uwzględniały – przynajmniej w części – sytuację budżetu w tym roku.

– Wśród założeń do ustawy na przyszły rok powinny być prognozy wzrostu PKB na rok 2009 i 2010 oraz szacowane przewidywane wykonanie budżetu tegorocznego. Rządowi będzie trudno uniknąć kwestii tego roku przy konstruowaniu planu na rok przyszły – mówi ekonomista.

– Można się spodziewać, że pewne wielkości zostaną podane przedziałowo lub warunkowo. Mamy zbyt duży poziom niepewności – dodaje.

Według Andrzeja Halesiaka, szefa Departamentu Analiz Banku BPH, założenia należy traktować jako wstępną przymiarkę do projektu budżetu.

– Choć mamy połowę roku, nie wiemy nawet w przybliżeniu, jaki będzie tegoroczny wzrost. Różnice w prognozach są dość duże. Prognozowanie wielkości makro na przyszły rok to jeszcze większe wyzwanie. I dlatego nie zdziwię się, gdy we wrześniu, przyjmując już projekt ustawy budżetowej, rząd oprze go na prognozach, które będą znacznie odbiegać od tego, co MF obecnie zaprezentuje – mówi Andrzej Halesiak.

Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że resort finansów przede wszystkim zaproponuje rządowi przyjęcie bardzo konserwatywnej prognozy wzrostu gospodarczego w przyszłym roku. To oznacza oszacowanie wzrostu PKB na poziomie zbliżonym do 0,5 proc. w przyszłym roku. We wstępnej wersji założeń przedstawionej w maju MF prognozowało wzrost w przedziale 0,5–1,3 proc.

– Podanie prognozy przedziałowo było dobrym pomysłem. Pierwszy raz od dłuższego czasu MF zdecydowało się na opublikowanie przedziału, który był bardzo ostrożny. To podejście powinno zostać utrzymane. Przy tak dużej niepewności lepiej jest startować przy założeniu niskiego wzrostu, a potem, jeśli sytuacja się poprawi, korygować to w górę – mówi Marcin Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

– Założenia będą konserwatywne, co oznacza, że ministerstwu nie będzie łatwo złożyć budżet na ich podstawie. Tym bardziej że niektóre składowe wzrostu będzie niezwykle trudno oszacować, np. dynamikę konsumpcji – mówi Andrzej Halesiak.

Marcin Mazurek z BRE Banku nie spodziewa się, że założenia będą zawierać podstawowe wielkości budżetowe, jak dochody, wydatki i deficyt. Jego zdaniem rząd ograniczy się w nich tylko do prognoz makro.

– Można jednak przyjąć, że intencją rządu będzie przynajmniej utrzymanie przyszłorocznego deficytu na poziomie zbliżonym do tegorocznego. Inaczej byłoby to sprzeczne z dotychczasowymi deklaracjami rządu o konieczności utrzymywania niskiego deficytu – mówi Marcin Mazurek.

– Dobrze byłoby założyć deficyt nie wyższy niż w tym roku. Symboliczne ograniczenie choćby o 1 mld zł powinno być dobrze odebrane – dodaje Remigiusz Grudzień z PKO BP.

0,5 proc. przewidywana przez ekonomistów prognoza wzrostu PKB w 2010 roku w założeniach budżetowych

1,5 proc. prawdopodobna prognoza inflacji w założeniach do budżetu na 2010 rok

LUDWIK KOTECKI, wiceminister finansów, mówi, że nie ma jasnych zasad precyzujących, co ma się znaleźć w założeniach do budżetu