Nawet o 33 proc. może się różnić wycena samochodu sprzed szkody, w zależności od tego, kto i jak będzie jej dokonywał – wynika z symulacji przygotowanej dla GP przez Fundację Multi-Expert. Podany przykład dotyczy dwóch ekstremalnych sytuacji.

W pierwszej, wyceniając Fiata Pandę Fresh 1.1 z 2008 roku, rzeczoznawca, pracując w pośpiechu, wprowadza do systemu tylko podstawowe dane – co prowadzi zwykle do zaniżenia wartości.

W drugiej, działa starannie, ustala wszelkie szczegóły wyceny, uwzględnia wszelkie elementy, które nie były częścią bogatego wyposażenia standardowego wersji Fresh. W efekcie różnica w wycenie auta sięga aż 33 proc.!

Teoretycznie błędy popełnione przez pierwszego rzeczoznawcę można wyłapać, ale dla przeciętnego klienta to trudne, tym bardziej że rzadko dostaje on arkusz ze szczegółową wyceną. Zwykle ubezpieczyciele w swoich pismach podają tylko ustaloną już wartość.

To problem, bo przy dużych uszkodzeniach niska wartość pojazdu sprzed szkody oznacza, że towarzystwom łatwiej orzec tzw. szkodę całkowitą. Jest to dla nich opłacalne, bo nie muszą pokrywać pełnych kosztów naprawy. Wyceniają tylko wartość pozostałości, odejmują ją od wartości auta sprzed szkody i różnicę wypłacają w formie odszkodowania. Jeśli przyjmiemy, że w naszym przykładzie koszty naprawy wynoszą 19 tys. zł, to przy likwidacji szkody z OC komunikacyjnego, gdzie towarzystwo musi pokrywać koszty naprawy pojazdu do 100 proc. wartości pojazdu sprzed szkody, przy wycenie sporządzonej przez pierwszego rzeczoznawcę towarzystwo orzeknie szkodę całkowitą. Załóżmy, że wartość rozbitego auta zostanie wyceniona na internetowej aukcji na 8 tys. zł, towarzystwo odejmie tę kwotę od wartości samochodu sprzed szkody (czyli 18 tys. zł) i wypłaci 10 tys. zł odszkodowania. Jeśli przyjmiemy wyższą wycenę, szkody całkowitej nie będzie i ubezpieczyciel będzie musiał pokrywać całkowite koszty naprawy, czyli 19 tys. zł.

Oczywiście klient może poprosić o nową opinię niezależnego rzeczoznawcę, ale obecnie towarzystwo nie musi jej uznawać. Klientowi pozostaje więc droga sądowa. Rzecznik Ubezpieczonych chce to zmienić. Jeśli rzeczoznawca wynajęty przez klienta wyceniłby wartość samochodu sprzed szkody na kwotę ponad 10 proc. wyższą niż wycena ubezpieczyciela (czyli w naszym wypadku 19,8 tys. zł), to ten ostatni będzie musiał ją uznać albo zakwestionować na drodze sądowej i wykazać błąd w pracy niezależnego rzeczoznawcy.