Poszkodowani w dużych karambolach czy na skutek powodzi lub huraganu ubezpieczeni w PZU będą mogli liczyć na decyzje o wypłacie niemal od ręki. Będzie to możliwe dzięki mobilnemu biuru PZU ulokowanemu w specjalnie przygotowanym autobusie.

– Ma on siedem stanowisk do obsługi klientów i satelitarny system łączności umożliwiający bezpośrednią łączność z systemami informatycznymi PZU – mówi Adam Fulneczek, dyrektor ds. organizacji likwidacji szkód w grupie PZU i pomysłodawca utworzenia biura.

Dodaje, że dzięki temu na miejscu zdarzenia poszkodowani będą mogli zgłosić szkodę, która będzie od razu rejestrowana w systemie. Pozwoli to na podjęcie decyzji o wypłacie odszkodowania niemal od ręki, bo pracę biura będą wspierali lotni rzeczoznawcy. Biuro nie będzie jednak wypłacało pieniędzy do ręki tylko przelewało na konta. Będą one jednak docierały szybciej niż dotąd, bo na przykład po przejściu trąby powietrznej w okolicy Częstochowy dwa lata temu wypłaty były realizowane w ciągu około siedmiu dni. Teraz firma szacuje, że przy wsparciu mobilnego biura byłoby to około dwóch, trzech dni.

Nie należy się spodziewać, że którykolwiek z zakładów pójdzie śladem PZU.

– Według naszej wiedzy nie ma w Europie towarzystwa, które ma stałe tego typu mobilne biuro. My możemy sobie na nie pozwolić ze względu na skalę działalności, która powoduje, że przy większych szkodach przeciętnie 40–50 proc. poszkodowanych jest ubezpieczonych u nas – mówi Rafał Stankiewicz, członek zarządu PZU.

Nie oznacza to jednak, że konkurenci nie mogą szybko wypłacać odszkodowań. Niemal wszyscy więksi operatorzy mają już swoich lotnych likwidatorów, którzy udają się na miejsce szkody i oceniają jej wysokość. Coraz częściej też wdrażają systemy, które pozwalają na szybkie wypłaty nie tylko przy spektakularnych wydarzeniach, ale codziennych – głównie małych szkodach. Te można likwidować nawet na telefon, bez oględzin uszkodzeń, jeśli koszty naprawy uszkodzeń auta czy mieszkania nie przekraczają 1–2 tys. zł.