Biegły i rzeczoznawca współpracujący z Fundację Multi-Expert policzył specjalnie dla GP przykładowe koszty naprawy przednich drzwi do fiata pandy. Używał do tego stosowanego standardowo w takich przypadkach, zarówno przez ubezpieczycieli, jak i warsztaty samochodowe oprogramowania Eutotax-Glass’s. Przyjął też jednolite koszty pracy: napraw blacharskich – 90 zł/h i lakierniczych – 100 zł/h.

Różnice pojawiają się w wyborze technologii naprawy, kalkulacji kosztów naprawy i materiałów lakierniczych, ewentualnym uznaniu, czy należy zmniejszyć wyceny części zamiennych o współczynnik amortyzacji itp.

Podstawową różnicą w analizowanym przykładzie jest możliwość zakwalifikowania uszkodzonych drzwi albo do wymiany, albo naprawy. Jeśli rzeczoznawca ubezpieczyciela uzna, że można je naprawiać, to w najtańszym wariancie będzie to koszt 907 zł.

– Wartość kosztorysu będzie najniższa, gdy dodatkowo obniży do 67 proc. uznawaną wartość materiałów lakierniczych, przyjmie uproszczoną formę lakierowania, czyli bez tzw. rozbrojenia, np. zdemontowania szyb, lakierowania wstępnego samych drzwi oraz cieniowania elementów znajdujących się obok nich i na koniec bez wykonania konserwacji – mówi Rafał Pogorzelski, z Fundacji Multi-Expert.

Dodaje, że częstym zabiegiem jest też nieuwzględnienie tzw. normaliów, czyli drobnych elementów, na które trudno przedstawić faktury, a są potrzebne do naprawy, np. śruby, podkładki, drobne smary.

Taki sposób wyceny jest stosowany najczęściej przy tzw. wypłatach na kosztorys, kiedy klient dostaje wycenę szkód i może odebrać gotówkę do ręki. Jak widać z przygotowanego przez niego zestawienia, jeśli naprawa ma być przeprowadzona w pełni zgodnie ze sztuką, to jej koszty – nawet bez wymiany drzwi – będą nawet dwukrotnie wyższe.

Rzeczoznawca może też uznać, że drzwi należy wymienić. Ale wtedy niektóre towarzystwa, szczególnie przy szkodach z OC komunikacyjnego, mogą potrącać z ich ceny tzw. amortyzację np. o 25 proc. Motywują to tym, że skoro uszkodzone drzwi były już zużyte, to nie będą pokrywać kosztów nowych.

Toczy się dyskusja nad pomysłem rzecznika ubezpieczonych, który chce, żeby klient miał prawo – po otrzymaniu wyceny szkody od towarzystwa – poprosić o wycenę niezależnego rzeczoznawcę. Jeśli druga będzie różniła się od pierwszej o więcej niż 10 proc., ubezpieczyciel będzie ją mógł podważyć tylko na drodze sądowej. Obecnie mamy odwrotną sytuację, towarzystwo nie musi uwzględniać wyceny powołanego przez klienta rzeczoznawcy i to on musi dochodzić swoich praw przed sądem.