Przyspieszenie dynamiki spadku produkcji to przede wszystkim skutek mniejszej liczby dni roboczych niż w kwietniu 2008 r. Efekt związany z przesunięciem Wielkanocy zadziałał na niekorzyść, w marcu był wsparciem dla wyników.

– Spadek był prawdopodobnie głębszy niż w marcu. Producenci ograniczali produkcję, wykorzystując święta jako pretekst. Stąd nasza pesymistyczna prognoza – mówi Piotr Kalisz z Citi Handlowego.

– Jeśli mimo świąt udało się utrzymać jednocyfrowy spadek produkcji, byłby to sygnał, że najgorsze za nami – mówi Marta Petka z Raiffeisen Banku.

Zdaniem Arkadiusza Krześniaka z Deutsche Banku od kwietnia powinniśmy obserwować stabilizację produkcji.

– W maju będzie podobnie jak w kwietniu. W II połowie roku spadki powinny być mniejsze, rzędu 5–7 proc. – mówi Arkadiusz Krześniak.

Dodaje, że czynnikiem stabilizującym może być kurs złotego, dzięki któremu będzie odbudowywał się eksport.

– Dla części producentów słaby złoty oznacza większą szansę na znalezienie odbiorców za granicą. Firmy wyzbywają się zapasów i jeśli będą zamówienia, powinno się to przekładać na wzrost produkcji – ocenia Marta Petka z Raiffeisen Banku.

Jej zdaniem w ciągu całego roku produkcja spadnie o około 9 proc.

Gospodarka zwalnia, co widać po opublikowanych wczoraj przez GUS danych z rynku pracy. Płace w kwietniu wzrosły rok do roku o 4,8 proc. – ale jeśli to przyłożyć do 4-proc. inflacji, realny wzrost wyniósł 0,8 proc. Zatrudnienie spadło w skali roku o 1,4 proc.

– Będzie mniej pracy, dochody będą rosły wolniej. A to dopiero początek procesu – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.