Aby otworzyć szkołę tańca, nie trzeba być międzynarodowym mistrzem. Wystarczy trochę na tańcu się znać.

– Filmy i telewizja stworzyły modę na taniec. Nowe szkoły tańca – szczególnie w większych miastach – powstają jedna po drugiej. Zapotrzebowanie jest bardzo duże – mówi Joanna Bednarska, która od trzech miesięcy prowadzi własną szkołę tańca w dwóch podwarszawskich gminach.

W największych miastach wybór szkół jest ogromny – od w pełni profesjonalnych studiów po niewielkie szkoły, tworzone przy klubach fitness czy domach kultury. Firma Joanny Bednarskiej zalicza się do tej ostatniej kategorii.

Na szkole tańca można dobrze zarobić. Niewielka szkoła może mieć zysk sięgający nawet 10 tys. zł miesięcznie. To możliwe dzięki temu, że ten biznes nie wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. Są dwa podstawowe wydatki: wynajem sal oraz koszt wynagrodzenia instruktorów.

– Gdy zdecydowałam się na utworzenie własnego studium tańca, po kilku latach pracy jako instruktor wiedziałam, że najważniejsza jest lokalizacja. Ze względu na niewielkie koszty zdecydowałam się wynająć sale w gminnych ośrodkach kultury. Ze względu na lokalizację ośrodków w samym centrum miejscowości, był to strzał w dziesiątkę – mówi Joanna Bednarska.

Oprócz centrum miasta, które jest idealnym miejscem na szkołę tańca, w grę wchodzą także inne dobre lokalizacje. Na przykład w Warszawie liczne studia istnieją w dzielnicy Ursynów. Dzięki lokalizacji w centrum dużego osiedla klienci korzystają z nich głównie w godzinach popołudniowych. Innym ciekawym wyborem jest zlokalizowanie szkoły w okolicy zdominowanej przez biurowce. Dzięki temu naszym naturalnym klientem będą kończący pracę pracownicy.

Sala musi mieć dobry parkiet oraz odpowiednią wentylację. Powinna być dostosowana do zajęć tanecznych. Minimum są lustra, w których tańczący mogą obserwować swoje ruchy. Obowiązkowo należy zadbać także o szatnie. Dobrym dodatkiem będzie niewielki barek.

Najpopularniejsze obecnie kursy tańca to salsa, style latynoamerykańskie, hip-hop, taniec nowoczesny oraz taniec klasyczny. Warto jednak rozszerzyć ofertę, sięgając po nowe style oraz rodzaje zajęć. Wszystko po to, by utrzymać przy sobie klientów, tak by po zakończeniu jednego kursu zapisali się na następny.

– Taniec wciąga. Jeśli szkoła będzie odpowiadała klientom, to po skończeniu pierwszego kursu zapiszą się na następny – mówi Joanna Bednarska.

Lista stylów, o które można rozszerzyć ofertę szkoły, jest bardzo szeroka. Począwszy od włączenia mniej popularnych tańców (np. styl Bollywood, taniec brzucha, funky, dancehall czy flamenco), a skończywszy na zajęciach fitness, łączących w sobie taniec z ruchem. Do tego dochodzą możliwość organizacji wieczorów tanecznych czy też konkursów tańca. Uczniowie w tego typu imprezach z chęcią biorą udział.

Oprócz sali trzeba mieć instruktorów. Można ich pozyskać przez ogłoszenie w specjalistycznych serwisach, poszukać wśród znajomych, a jeśli to się nie powiedzie – podkupić konkurencji.

Nikt nie przyciągnie do szkoły bardziej nowych klientów niż popularny i rozpoznawalny instruktor.

Należy pamiętać, że w stałe koszty naszej działalności – oprócz sali, instruktorów i kosztów administracyjnych – wliczają się także opłaty dla ZAiKS-u. Nie są one wysokie, ale ponieważ wykorzystujemy muzykę podczas zajęć publicznych – należy zapłacić.