Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła piąty stopień zagrożenia pandemią tzw. świńskiej grypy. To nakłada na kraje pełną gotowość do stawienia czoła niekontrolowanemu wybuchowi zachorowań. Sytuacja jest poważna. Wirus H1N1, który rozprzestrzenia się po całym świecie, dotarł już także do Europy. Unijny komisarz ds. zdrowia przyznał nawet, że z pewnością dojdzie do śmiertelnych przypadków na Starym Kontynencie.

Mamy zapasy leków

Od ubiegłego czwartku polski rząd gorączkowo przygotowywał się do ataku śmiertelnego wirusa.

– Piąty stopień oznacza pełną gotowość i my w takiej pełnej gotowości jesteśmy – zapewniała minister zdrowia Ewa Kopacz przed wylotem do Luksemburga na nadzwyczajne posiedzenie ministrów zdrowia UE.

– Trzeba mieć uruchomione laboratoria, które u nas pracują, trzeba mieć zapas leków, które posiadamy, trzeba mieć służby przygotowane do pracy nawet w tempie 24 godziny na dobę, i to również jest. Plus cała akcja informacyjna, która u nas trwa – wyliczała Ewa Kopacz.

Dodała, iż mimo ogłoszenia piątego stopnia zagrożenia w naszej sytuacji nic się nie zmienia.

– Działamy tak jak dotychczas z naszym państwowym planem pandemicznym, a więc informujemy społeczeństwo i oczywiście przygotowujemy służby medyczne oraz sanitarne – mówiła Ewa Kopacz.

Według kryteriów Światowej Organizacji Zdrowia piąty stopień zagrożenia oznacza, że wirus rozprzestrzenia się z człowieka na człowieka przynajmniej w dwóch państwach regionu i należy przygotować się do pandemii. W sześciostopniowej skali dopiero 6 stopień oznacza pandemię.

Gotowość laboratoriów potwierdza Paweł Trzciński, rzecznik Państwowego Zakładu Higieny.

– Podnosimy gotowość laboratoriów, wstrzymywane są programy badawcze, a pracownicy są przygotowywani do prowadzenia badań – powiedział.

Jak podkreśla Paweł Trzciński, w przypadku pandemii Państwowy Zakład Higieny będzie jednym z głównych ośrodków odpowiedzialnych za przeprowadzanie badań na obecność wirusa świńskiej grypy.

Biura podróży na razie spokojne

W Meksyku, gdzie jak dotąd wirus atakował najczęściej, sytuacja jest tak zła, że nawet wszystkie zaplanowane na weekend mecze, od ekstraklasy do trzeciej ligi, odbyły się bez udziału kibiców.

Na razie rosnąca liczba zachorowań na świńską grypę w Europie nie osłabiła polskich przedsiębiorstw. Przedstawiciele biur podróży bagatelizują nawet zagrożenie.

– Świńska grypa nie ma wpływu na turystykę w Polsce. Może też dlatego, że zwykle – tak jest na przykład w przypadku naszego biura – wyjazdy do Meksyku, gdzie jest największa zachorowalność, są organizowane w sezonie zimowym. Zatem problem nas jeszcze nie dotyczy – mówi Piotr Henicz, dyrektor ds. sprzedaży w Itace.

W podobnym tonie wypowiadają się przewoźnicy.

– Na szczęście świńska grypa nie wpływa na naszą działalność w Polsce. Nie obserwujemy paniki wśród klientów, co więcej nie mamy nawet sygnałów od naszych pasażerów, że się obawiają. Zatem na razie nie przekłada się to na sprzedaż i mamy nadzieję, że tak zostanie – mówi Ewa Chojecka z Norwegian Air Shuttle Polska.

Piotr Henicz przyznaje jednak, że sytuacja może się diametralnie zmienić, gdy epidemia grypy rozprzestrzeni się na Europę, a szczególnie, gdy dotrze w rejon Morza Śródziemnego.

– Wtedy może się to przełożyć na popyt. Z drugiej strony Polacy to naród odporny na czynniki zewnętrzne. Nie widzieliśmy specjalnego przełożenia na sprzedaż wycieczek do Turcji, gdy było tam trzęsienie ziemi, do Grecji, gdy panowały tam zamieszki, czy krajów arabskich, gdy były zamachy terrorystyczne. Myślę więc, że tym razem będzie podobnie – mówi Piotr Henicz.

Nasza wieprzowina na eksport

Z powodu paniki i niechęci konsumentów do wieprzowiny stracić mogą jednak polscy producenci, jeśli spadnie sprzedaż tego mięsa.

– Tak rzeczywiście może się stać – przyznaje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Jednak, jak zaraz dodaje, niesłuszne jest wiązanie zachorowań ze spożyciem wieprzowiny.

– Na terenach, gdzie pojawiły się zachorowania ludzi, nie odkryto przypadku zakażenia zwierząt. A więc nie ma powodu wprowadzania specjalnych środków zapobiegawczych w obszarze międzynarodowego handlu wieprzowiną i jej przetworami oraz podawania do wiadomości, że konsumpcja produktów wieprzowych wiąże się z ryzykiem zakażenia – tłumaczy Witold Choiński.

Mimo to Rosja, jeden z największych importerów mięsa w Europie, wprowadziła już zakaz sprowadzania amerykańskiej wieprzowiny, gdzie odnotowano najwięcej po Meksyku przypadków zachorowań.

Producenci mięsa liczą, że państwa, które zakazały sprowadzania wieprzowiny ze Stanów Zjednoczonych, będą ją kupować u nas. Pozwoliłoby to na złagodzenie spadku konsumpcji mięsa w naszym kraju.

ŚWIŃSKA GRYPA W KOMPUTERACH

Prawdziwa świńska grypa oszczędziła na razie większość krajów, ale poważnie zaczęła już zagrażać komputerom pod postacią wirusa komputerowego. Japoński narodowy instytut chorób zakaźnych ostrzegł, że internauci otrzymują pocztę elektroniczną pochodzącą rzekomo z instytutu, do której dołączono załącznik zatytułowany Informacja na temat świńskiej grypy. W rzeczywistości jest to wirus komputerowy – wyjaśniła wczoraj placówka, nie precyzując, jakie szkody może wyrządzić wirus, gdy załącznik zostanie otwarty.

OBJAWY ZACHOROWANIA

Świńska grypa objawia się podobne do objawów gryp sezonowych. Występuje gorączka, osłabienie, brak apetytu, kaszel, a u niektórych osób – katar, ból gardła, nudności, wymioty i biegunka. Jednak wirusy grypy zwierzęcej różnią się od wirusów grypy ludzkiej, dlatego szczepionki przeciwko grypie sezonowej mogą nie zapewnić pełnej ochrony przed zakażeniem wirusem grypy świńskiej.

Więcej: serwisy.forsal.pl

OPINIA

DARIUSZ WINEK

główny ekonomista BGŻ

Na razie nie widzę zagrożenia paraliżu instytucji i przedsiębiorstw z powodu zachorowań na świńską grypę. Z prostej przyczyny – w Polsce nie ma jeszcze tego wirusa. W naszym przypadku możemy mówić bardziej o panice, która dla gospodarki potrafi być równie groźna. Na przykład przestraszeni Polacy mogą zacząć odwoływać zaplanowane urlopy w krajach, gdzie odnotowano już przypadki śmiertelnych zachorowań. Jeżeli pojawią się one w Polsce, ucierpieć może więcej sektorów, bo teoretycznie wielu pracowników, chcąc uniknąć zagrożenia, może częściej brać zwolnienia lekarskie. W zależności od tego, w jakim kierunku pójdą restrykcje w handlu wieprzowiną, nasz sektor mięsny może stracić lub zyskać. Gdy Rosja utrzyma zakaz sprowadzania tego mięsa z USA, polscy producenci mogą odczuć zwiększony popyt kupujących zza wschodniej granicy. Pozwoli to co najmniej zrównoważyć redukcję popytu wewnętrznego na ten gatunek mięsa.