WOJCIECH ROWIŃSKI

prof., krajowy konsultant ds. transplantologii, wiceprezes Zarządu Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej

MAGDALENA DURLIK

prof., kierownik Kliniki Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Instytutu Transplantologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

KRZYSZTOF PIJAROWSKI

prezes Stowarzyszenia Życie Po Przeszczepie

JANUSZ WAŁASZEWSKI

prof., dyrektor Poltransplantu

JACEK PASZKIEWICZ

prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Transplantologia musi się rozwijać

PROF. JANUSZ WAŁASZEWSKI

Tuż przed naszą debatą usłyszałem pytanie: czy w Polsce potrzebna jest transplantologia. Wiem, że była to przewrotna prowokacja. Nie budzi przecież wątpliwości skuteczność tego sposobu leczenia. Ponadto rośnie liczba osób, które potrzebują transplantacji, co wynika m.in. z tego, że ludzie coraz dłużej żyją. Natomiast maleje liczba narządów do przeszczepów. Nie wiadomo jednak, ile ich trzeba ogółem w konkretnym kraju. Często nieporównywalne są bowiem warunki, jak np. liczebność populacji, możliwości medycyny, budżetu, liczba wskazań do przeszczepu, jego rodzaj. Stosunkowo najwięcej wiadomo na temat transplantacji nerek, bo dane, którymi dysponujemy, pochodzą z konkretnych analiz prowadzonych w poszczególnych krajach. Po to, by wiedzieć jak najwięcej o wszystkich przeprowadzonych przeszczepach, dalszych potrzebach w tej dziedzinie, oczekiwaniach lekarzy i pacjentów WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) w 2004 roku przyjęła rezolucję zobowiązującą kraje członkowskie do zbierania danych i przesyłania raportów na ten temat. Na ich podstawie szacuje się, że w krajach takich jak Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania na przeszczep czeka 60-70 osób na każdy milion mieszkańców. W Polsce 42 osoby na milion. Czy to oznacza, że u nas jest lepiej? Raczej nie. Prawdopodobnie polski pacjent mniej wie o tej metodzie leczenia, a lekarz zbyt rzadko ją zaleca. Jest to także skutek złej atmosfery, która przez wypowiedzi polityków i niektórych mediów wytworzyła się w wokół transplantacji. Skutek: w bardzo złym dla niej 2007 roku wykonano tylko 32 zabiegi przeszczepiania na 1 mln mieszkańców. W wymienianych już starych krajach Unii Europejskiej było ich średnio o 50 proc. więcej. Natomiast w USA i Kanadzie o 2/3 więcej. Obecnie przyjmuje się, że w każdym kraju powinna być możliwość wykonania 100 przeszczepów na każdy milion jego obywateli. Uważam, że jest to możliwe, realne i korzystne finansowo. Posłużę się przykładem transplantacji nerki. Przeszczepienie jest mniej kosztowne niż dializy, a przede wszystkim bardziej skuteczne. Pacjent po tym zabiegu może normalnie żyć i funkcjonować. Problemem są więc rozwiązania organizacyjne, przede wszystkim te, które sprawią, że zwiększy się liczba narządów do transplantacji. Obecnie nie tylko u nas, jest ich za mało. W Anglii i Holandii coraz częstsze są transplantacje od osób żywych - rodziny, przyjaciół. Nie sądzę jednak, że jest to sposób na kryzys.

Za mało narządów

PROF. WOJCIECH ROWIŃSKI

Nie zgadzam się ze słowem kryzys. Mamy po prostu ogólnoświatowy niedobór organów do przeszczepów. Dlatego WHO i Komisja Europejska rozpoczęły prace, których celem jest zmiana tej sytuacji. W komunikacie z 8 grudnia 2008 r. KE postuluje, by w każdym kraju powstał pięcioletni plan rozwoju transplantologii. My mamy już wiele zaplanowanych i wdrożonych procedur w tym zakresie, ale to jeszcze za mało. Natomiast brak organów do transplantacji moim zdaniem ma dwie główne przyczyny. Pierwsza, w sumie pozytywna, to coraz większe faktyczne potrzeby, bo przybywa pacjentów i lekarzy, którzy wiedzą, że ten sposób leczenia jest lepszy od zachowawczego i chcą z niego korzystać. Druga, fatalna w skutkach, to pojawiające się co jakiś czas nieodpowiedzialne publikacje. Udało się wprawdzie wyjaśnić zamieszanie wywołane przez pewną konferencję prasową w 2007 roku oraz artykuły o nieodpowiedzialnych tytułach i uspokoić pacjentów, ich rodziny, a także lekarzy, podejrzewanych o niecne praktyki, wręcz handel organami. Jednak nie wolno zapominać, że w tym feralnym roku nastąpił spadek przeszczepów o 47 proc. w porównaniu z 2005 rokiem.

W 2008 roku było już ich więcej o 20 proc. Wydawało się, że generalnie atmosfera wokół transplantologii się oczyściła i jest coraz lepiej. Niestety, zaczął się nowy atak - prasowy. Artykuły o łowcach nerek, którzy rzekomo jeżdżą furgonetką po kraju, wciągają do niej ofiarę, wycinają nerki, a zwłoki wyrzucają do rowu itp. Interweniowałem w tej sprawie w redakcji zamieszczającej takie teksty, zawiadomiłem Ministerstwo Zdrowia, aby z pomocą CBŚ wyjaśnić tę sprawę. Do tej pory bez skutku. Co więcej ja jako zwykły obywatel mogę zrobić? Mogę oczywiście tłumaczyć, że to nieprawda. W przypadku opisywania komplikacji mogę wyjaśniać, że przy najprostszym zabiegi chirurgicznym istnieje pewne ryzyko. I jeszcze tłumaczyć obrazowo, że transplantacja jest bezpieczniejsza niż przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle, choć mniej bezpieczna niż przechodzenie przy zielonym. Jednak na wrażliwość społeczną mają wpływ te różne nieodpowiedzialne publikacje. Budzą one niewiarę w czystość intencji lekarza, gdy rozmawia z rodziną zmarłego na temat pobrania narządów do transplantacji.

PROF. MAGDALENA DURLIK

Istotnie, w Polsce wykonujemy mniej przeszczepów niż średnio w Unii Europejskiej. Ale sytuacja wcale nie jest jednolita. Mamy placówki, które pod względem liczby transplantacji nie ustępują unijnym standardom i generalnie utrzymują wysoki poziom. Upraszczając, można powiedzieć, że na zachodzie naszego kraju jest pod tym względem zdecydowanie lepiej niż na wschodzie. Są przecież takie województwa, np. podkarpackie lub małopolskie, gdzie prawie w ogóle nie pobiera się narządów do przeszczepów. Ale mamy też przykłady ośrodków, w których mimo medialnych burz liczba przeszczepów ciągle utrzymywała się na tym samym poziomie, np. w woj. zachodniopomorskim. Nie zmieniło się też nic na gorsze w Poznaniu, w Gdańsku. Możliwe, że tam nie doszło do aż takich jak w Warszawie zawirowań opinii. Akceptacja społeczna jest bowiem rzeczywiście bardzo ważna. Jednak dużo zależy też od lekarzy. To oni zgłaszają lub nie zgłaszają możliwość pobrania narządów. Aby takich sygnałów było więcej, konieczne jest wyraźne określenie trybu postępowania. Wiadomo, że w Katalonii w Hiszpanii bardzo dobrze sprawdził się system wprowadzający koordynatorów transplantacyjnych. Sadzę, że sprawdzą się także przygotowywane u nas rozwiązania wprowadzające do szpitalnej praktyki takich koordynatorów. Warto te działania przyśpieszyć. Lepiej bowiem pobierać narządy od zmarłych niż, tak jak dzieje się to obecnie coraz częściej, korzystać z dawców żywych. Tym bardziej że praktyka ta z oczywistych względów jest przydatna tylko przy kilku rodzajach przeszczepów.