● Czy w czasie kryzysu należy kontynuować prywatyzację?

- Odpowiedź jest tylko jedna - tak. Nie można procesu prywatyzacji wstrzymywać. Należy natomiast zachować jeszcze większą staranność przy jej prowadzeniu. Obecnie trzeba prywatyzację traktować również jako sposób na zachowanie miejsc pracy, a także jako czynnik umożliwiający tym firmom dalszy rozwój. Należy w większym stopniu ukierunkować się na rzecz inwestorów branżowych po to, by uzyskać lepsze ceny. Wiadomo, że inwestor strategiczny traktuje inwestycje długoterminowo i nie kieruje się doraźną sytuacją panującą na rynkach finansowych.

● Na których projektach resort skarbu się koncentruje?

- Każdy projekt jest ważny. Natomiast siłą rzeczy koncentrujemy się na tych, od realizacji których zależeć będzie w dużym stopniu funkcjonowanie całych branż. Sektor energetyczny z pewnością jest tu niezmiernie istotny. Choćby dlatego, że w krótkim czasie będzie potrzebował bardzo dużo kapitału na realizację niezbędnych inwestycji. W związku z tym musi ten kapitał ściągnąć z rynku, czy to poprzez giełdę, czy też od inwestorów branżowych. Istotne są również czekające nas przekształcenia w sektorze chemicznym. Ale najważniejszym przedsięwzięciem, które przyjdzie nam przeprowadzić w 2009 roku, jest prywatyzacja warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Decyzja o prywatyzacji giełdy na rzecz inwestora branżowego i sprzedaży blisko 74 proc. udziałów została już podjęta. Teraz najważniejszy jest wybór najlepszego partnera i wynegocjowanie jak najlepszych warunków. Takich, które dadzą nam 100-procentową gwarancję, że warszawska giełda pozostanie autonomiczna i będzie się mogła dynamicznie rozwijać. Chodzi o to, aby była ona kluczową instytucją finansową w tej części Europy.

● Czego się pan najbardziej obawia, jeśli chodzi o dalszą prywatyzację?

- Obawiam się tego, czy inwestorzy będą mieć źródła finansowania zaplanowanych inwestycji. Tym bardziej musimy zwracać uwagę na to, kto kupuje i jaka jest jego sytuacja. Do tej pory due dilligence było prowadzone w spółkach, które szły na sprzedaż. Obecnie musimy zdobywać dane na temat tych podmiotów, które chcą nabyć od nas jakąś spółkę. Niektóre firmy dziś są, a już za pół roku nie ma po nich śladu. Ostrożność jest więc wskazana.

● Czy dostrzega pan spadek zainteresowania polskimi firmami u potencjalnych inwestorów z zagranicy?

- Na pewno mamy teraz okres wyczekiwania. Choć z drugiej strony byłem mocno zbudowany spotkaniami z różnymi inwestorami, które odbyłem w Davos. Widać ogromne zainteresowanie polską gospodarką ze strony funduszy private equity. I dobrze, bo teraz wiele z nich zastanawia się, gdzie warto będzie ulokować swe środki. A Polska całkiem nieźle wypada na tle innych państw.

● Były minister skarbu Jacek Socha wielokrotnie podkreślał, że najgroźniejszy jest brak decyzji i że lepsza jest nawet błędna decyzja podjęta pod presją czasu od decyzyjnej niemocy. Zgadza się pan z tym?

- Zgadzam się, choć wiem, jakie konsekwencje spotykały często moich poprzedników za podejmowanie decyzji. Najlepiej oceniano tych ministrów, którzy unikali podejmowania decyzji. Ci ministrowie, którzy wstrzymywali decyzje prywatyzacyjne, nie mieli żadnych problemów. Niech eksperci policzą, ile polską gospodarkę kosztowało zaniechanie prywatyzacji w latach 2006-2007, kiedy mieliśmy do czynienia z dobrą koniunkturą. Uważam, że niepodejmowanie decyzji jest najgorszą rzeczą dla spółek Skarbu Państwa. Jeżeli nie podejmiemy teraz wielu decyzji prywatyzacyjnych, to ministra skarbu zastąpi syndyk. I to będzie najgorsze rozwiązanie.

● Aleksander Grad

w latach 1997-1999 był wojewodą tarnowskim, a od 2004 do 2006 roku pełnił funkcję przewodniczącego Platformy Obywatelskiej w Małopolsce