W tym roku obligacje detaliczne oferowane przez Ministerstwo Finansów wyjątkowo przypadły Polakom do gustu. Na koniec listopada ich sprzedaż przekroczyła już 6 mld zł i jest bliska rekordowi z 2008 r., który najpewniej zostanie pobity w grudniu. Nasi rodacy pożyczyli resortowi finansów już o ponad jedną trzecią więcej niż w całym ubiegłym roku. To wciąż niewiele w porównaniu z pieniędzmi, jakie MF pożycza od inwestorów polskich i zagranicznych. Tylko w tym roku potrzeby pożyczkowe sięgają blisko 145 mld zł, a więc sprzedaż detalicznych obligacji pokrywa nieco ponad 4 proc. tej kwoty. Z informacji DGP wynika jednak, że na fali popularności tej formy oszczędzania MF zamierza zaoferować nieznany jeszcze u nas produkt.

– Wprowadzenie obligacji premiowych do sprzedaży planowane jest w pierwszej połowie 2018 r. Obecnie analizowane są różne warianty ich konstrukcji – informuje nas MF. Z naszych informacji wynika, że do oferty mogą trafić już w marcu albo kwietniu. Na początek Ministerstwo Finansów planuje program pilotażowy, w którym będzie oferowało obligacje 10-miesięczne. Musi rozstrzygnąć, czy będą one sprzedawane tak jak standardowe papiery codziennie, czy też tylko przez pewien okres, np. miesiąc, i później po ich wykupie odbędzie się losowanie premii pieniężnej.

Polskie obligacje premiowe mają przypominać te sprzedawane z dużym powodzeniem od 1956 r. przez brytyjski państwowy bank National Savings and Investments. Nie mają one wyznaczonego terminu zapadalności: można je kupić za 100 funtów i co miesiąc brać udział w losowaniu nagród. Ich posiadacze nie dostają odsetek. Wprawdzie obligacje mają wyznaczone oprocentowanie (obecnie 1,4 proc.), ale cała pula odsetek jest przeznaczana na nagrody. Obecnie łączna ich pula przekracza 83 mln funtów. Klienci, którzy mieli szczęście w losowaniu, mogą liczyć na nagrody: dwie po milion funtów, trzy po 100 tys. funtów, pięć po 50 tys., 12 po 25 tys. i tak dalej aż do ponad 2 mln nagród po 25 funtów. Minimalna wartość inwestycji to 100 funtów, maksymalna to 50 tys.

Im więcej obligacji kupisz, tym większa szansa na wygraną. Dwie kobiety, które w grudniu wylosowały dwie główne nagrody, zainwestowały w premium bonds tysiące funtów. Pierwsza ponad 34 tys., druga 20 tys. Ale obligacje premiowe Brytyjczycy często kupują też dla swoich dzieci, bo im dłużej obligacja będzie w czyimś portfelu, w tym większej liczbie losowań będzie brać udział i tym wyższe ma szanse na wygraną. Wszystkie wygrane są zwolnione z podatku.

Choć to brytyjskie obligacje loteryjne są najbardziej znane, to inne kraje również stosują podobne rozwiązanie. Irlandia oferuje podobne papiery inwestorom zaledwie rok krócej niż Zjednoczone Królestwo. Swoje obligacje premiowe mają Szwedzi. To papiery 5-letnie. Można nimi handlować, bo są notowane na giełdzie. Podobny papier o zapadalności 5 lub 10 lat jest w Danii.

Jest już pewne, że między polskimi a brytyjskimi papierami będzie istotna różnica. Nasze, oprócz możliwości wylosowania premii pieniężnej, będą dawać pewien gwarantowany zysk.

– Możliwość uzyskania premii w postaci wygranej w losowaniu oraz jednocześnie gwarantowanej stopy dochodu w postaci odsetek od obligacji stanowić może dodatkową zachętę – wyjaśnia MF.

Stawiając na początek na 10-miesięczne obligacje premiowe, MF odpowiada na preferencje oszczędzających. Na naszym rynku najlepiej sprzedają się papiery 3-miesięczne i 2-letnie. W listopadzie MF sprzedał te pierwsze za 179,1 mln zł, a drugie za 235 mln zł, co łącznie odpowiadało za ponad połowę sprzedaży wszystkich typów obligacji od 3-miesięcznych po 12-letnie rodzinne.

Na świecie papiery premiowe z zasady są instrumentem długoterminowego oszczędzania. W Polsce przynajmniej na początku nie będą, chociaż profil osób je kupujących to najczęściej osoby w średnim wieku, które cenią sobie stały i pewny dochód z inwestycji. W Wielkiej Brytanii sprzedający papiery loteryjne jasno określają, kto nie powinien ich kupować: właśnie ci, którzy szukają stałego dochodu z inwestycji lub dochodu gwarantowanego.