Inwestujesz tam, gdzie możesz zarobić przy ryzyku, na które cię stać. Bez niezależnych sądów próba pomnażania pieniędzy w Polsce będzie grą dla zuchwałych.
ikona lupy />
Magazyn DGP 14.07 / Dziennik Gazeta Prawna
Jest człowiek na świecie, który o pomnażaniu pieniędzy wie prawie wszystko – i dzięki temu zyskał przydomek „Wyroczni z Omaha”. To Warren Buffett. Słynie nie tylko z tego, że wie, gdzie ulokować kapitał, aby na tym zarobić, lecz także z chwytliwych bon motów. Można z nich ułożyć długą i ciekawą historię o tym jaka busola najlepiej sprawdza się w inwestowaniu i co pomaga omijać rafy, które biznes może napotkać na swojej drodze. Dużo miejsca poświęca też wartościom. Kiedyś powiedział, że „płaci się bardzo wysoką cenę za pogodną jednomyślność”.
Czy w takim kraju jak Polska Buffett zainwestowałby pieniądze? Pewnie tak. Jedna z jego spółek myśli zresztą o rozgoszczeniu się nad Wisłą. Chyba że Wyrocznia przypomni sobie swoje słowa o tym, że „20 lat trwa budowanie reputacji, a 5 minut jej zrujnowanie. Gdy o tym pomyślisz, będziesz postępował inaczej”. Bo „pogodna jednomyślność” PiS właśnie rozmywa w Polsce trójpodział władzy i stawia pod znakiem niezależność sądów. Jeden z najważniejszych mostów, po którym przeszliśmy drogę ze Wschodu na Zachód Europy. Dzieje się rzecz bez precedensu z trudnymi do przewidzenia skutkami – a to dobra okazja, by zadać pytanie: czy inwestorzy zwrócą na to uwagę, a przedsiębiorcy wkalkulują w biznesowe decyzje?
Pierwsze potyczki na froncie walki w wymiarem sprawiedliwości mieliśmy już w ubiegłym roku przy okazji przejmowania przez obecną ekipę rządzącą TK. Jak to się odbiło na atrakcyjności inwestycyjnej Polski? Źle, ale tylko przejściowo. Jedna z agencji ratingowych obniżyła wiarygodność naszego kraju na rynkach finansowych, wypunktowała rząd za osłabianie kluczowych instytucji państwa, jak TK czy media publiczne. Jednak inwestorzy szybko przeszli z podejrzliwego nastawienia wobec nowej ekipy rządzącej do „business as usual”. Zaś firma konsultingowa EY umieściła Polskę – po raz pierwszy od 2008 r. – w pierwszej piątce najpopularniejszych europejskich kierunków dla inwestorów zagranicznych. Fabryki zdecydowały się wybudować u nas międzynarodowe koncerny, a rząd nie ma najmniejszych problemów z pożyczaniem pieniędzy na świecie. W tym roku sytuacja jest jeszcze lepsza, a inwestorzy mogą wreszcie oprzeć się na tym, co daje im stabilną perspektywę zarabiania i robienia interesów – wzrost gospodarczy odbił, nastroje społeczne są rekordowo optymistyczne, a portfele Polaków szeroko otwarte na konsumpcję.
– Wydaje mi się, że dla przedsiębiorców sytuacja w TK czy za chwilę w Sądzie Najwyższym nie jest jedyną sprawą, jaką biorą pod uwagę. W działalności sprzyja im dobra koniunktura w Polsce czy na świecie – mówi Marek Tatała, wiceprezes Fundacji Obywatelskiego Rozwoju. Przychodzi jednak taki moment, w których sąd jest jedynym miejscem, gdzie pracownik i jego szef mogą szukać ochrony przed państwem.
Bezpiecznik, jakim dla demokracji i rządów prawa są niezawisłe sądy, staje się istotny, gdy przychodzi dekoniunktura, spadają wpływy budżetowe, a administracja podatkowa zaczyna dokręcać śrubę. Wówczas rośnie napięcie na linii biznes – państwo. Jeśli zaś administracja publiczna poczuje, że interesy rządu są dla sądów ważniejsze niż prawo, nie będzie miała oporów, żeby z tego przywileju korzystać. – Urzędnicy muszą widzieć sąd jako instytucję, która może ich zastopować. To szczególnie istotne teraz w kontekście planów uszczelnienia systemu podatkowego – uważa Marek Tatała.
Naruszając fundamenty trójpodziału władzy, psujemy też reputację Polski na arenie międzynarodowej. Dużym sukcesem przejścia z gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej była również transformacja polityczna. Jednym z jej najistotniejszych wymiarów była budowa niezależnego sądownictwa. To były podwaliny, na których budowaliśmy zaufanie inwestorów z Nowego Jorku, Londynu czy Tokio. Tych samych inwestorów, którzy umorzyli gros naszych długów w wierze, że przyjmiemy standardy świata Zachodu.
W raportach „Doing Business” Banku Światowego, które w uproszczony sposób porównują łatwość prowadzenia działalności gospodarczej w 190 krajach na świecie, w kategorii związanej z sądami (egzekwowanie kontraktów) zajmujemy dopiero 55. miejsce. Nastąpiła duża poprawa w ostatnich latach, ale nadal relacje z sądami są dla biznesu drogą przez mękę. Daleko idących wniosków nie ma co z tego wyciągać, bo wyprzedzają nas Białoruś (7. miejsce), Azerbejdżan (8.) czy Rosja (18.). – Te kraje nie powinny stanowić wzorców reform wymiaru sprawiedliwości dla PiS, nawet jeśli sprawy sądowe trwają tam znacznie krócej – podkreśla ekonomista FOR.
Wagę wymiaru sprawiedliwości dla rozwoju od lat podnosi Komisja Europejska. Dzisiaj nasze relacje z nią nie są najlepsze, m.in. ze względu na różnice, jakie Warszawa i Bruksela prezentują, jeśli chodzi o definicję poszanowania prawa. Ostatni unijny ranking wymiarów sprawiedliwości pokazuje, że niezależność sędziowską w europejskiej rodzinie wciąż jest wyzwaniem. Badanie bazowało na danych za 2015 r. i wykazało, że ingerencja lub presja ze strony rządu i polityków jest głównym powodem postrzeganego braku niezależności. Problem dotyczy wszystkich państw UE, choć ma różne natężenie. Zdaniem unijnej komisarz ds. sprawiedliwości Věry Jourovej „efektywny wymiar sprawiedliwości jest kluczowy, aby podtrzymać rządy prawa, gwarantować, że obywatele i przedsiębiorcy mogą w pełni korzystać ze swoich praw, wzmacniać wzajemne zaufanie i budować środowisko przyjazne biznesowi i inwestycjom”. Najlepiej sytuacja wygląda w Danii. Tam blisko 90 proc. społeczeństwa ocenia dobrze lub bardzo dobrze niezależność sądów. Na przeciwległym biegunie jest Słowacja, gdzie prawie 80 proc. ankietowanych oceniło niezależność tamtejszego wymiaru sprawiedliwości źle lub bardzo źle. Polska znalazła się na 17. miejscu. – połowa badanych wskazała, że z niezależnością naszego sądownictwa jest dobrze lub bardzo dobrze, a niespełna 40 proc. – że jest źle lub bardzo źle. Trudno oczekiwać, aby projekty, które trafiły właśnie do parlamentu, ten obraz poprawiły.
Były prezydent Niemiec Joachim Gauck już w połowie ubiegłego roku mówił podczas zaprzysiężenia jednego z sędziów Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, że „nie możemy milcząco godzić się z tym, że na świecie – niezależnie od tego, czy blisko, czy daleko – rola wymiaru sprawiedliwości jako strażnika jest podważana i że władze wykonawcza i ustawodawcza chcą uniknąć kontroli sądów”. Próba obezwładnienia straży właśnie zaczyna się u nas. Pytanie, czy w takich warunkach ktoś będzie chciał nad Wisłą budować, inwestować, zarabiać, czyli ryzykować, pozostaje otwarte.
Sukcesem przejścia z gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej była również transformacja polityczna. Jednym z jej najistotniejszych wymiarów stała się budowa niezależnego sądownictwa