statystyki

Świąteczny jelonek i martwa przepióreczka. Wielkanoc to święto mięsożerców

autor: Mira Suchodolska16.04.2017, 19:00
Czasy szlachetnego łowiectwa, kiedy romantyk z flintą na ramieniu szedł do lasu, żeby zmierzyć się na chytrość i szybkość ze zwierzyną, która miała w tym pojedynku w miarę równe szanse, już dawno są tylko bajką opowiadaną niemądrym dzieciom i jeszcze mniej bystrym konsumentom

Czasy szlachetnego łowiectwa, kiedy romantyk z flintą na ramieniu szedł do lasu, żeby zmierzyć się na chytrość i szybkość ze zwierzyną, która miała w tym pojedynku w miarę równe szanse, już dawno są tylko bajką opowiadaną niemądrym dzieciom i jeszcze mniej bystrym konsumentomźródło: ShutterStock

Myśliwy jest zły, bo zabija zwierzęta. Rzeźnik nie lepszy. A co powiedzieć o łowczym, który najpierw hoduje dzikie gatunki w zagrodzie, a później kładzie je pokotem?

Reklama


Wielkanoc to święto mięsożerców. Te wszystkie szyneczki, mięsa pieczone, pęta pachnących, tłustych kiełbas. Coraz też częściej na stołach pojawia się dziczyzna. Nie dlatego, że nagle zaczęliśmy polować – po prostu w sklepach można znaleźć więcej tego rodzaju mięsa. I to nie w delikatesach, w śladowych ilościach, dla smakoszy, ale w zwyczajnych dyskontach dla masowego klienta. Na święta, które w naszym wydaniu są wciąż orgią obżarstwa, każde białko się sprzeda. Pieczone przepiórki czy gulasz z sarniny w menu brzmią bardziej wykwintnie niż zwyczajny żurek z białą kiełbasą czy nadziewany kurczak. Aspirujemy. I nie ma w tym nic złego – przeciwnie, ciekawość kulinarna pozwala otwierać się na inne kultury i ludzi, często prowadzi do poszerzenia ogólnej wiedzy. I stąd ten tekst – abyście państwo wiedzieli, skąd się wzięło to mięso na waszych stołach.

To dość zabawne, ale mimo mody na wegetarianizm i bycie fit jemy tego mięsa coraz więcej. Jeśli w 2005 r. na głowę przeciętnego Kowalskiego (a więc także tego ssącego pierś matki niemowlaka oraz ideowego wegetarianina po osiemdziesiątce) przypadało spożycie 71,2 kg mięsa i podrobów rocznie, to w 2015 r. (najnowsze informacje bilansowe GUS) było to już 75 kg. Zjadamy o 4,1 kg więcej wieprzowiny, 3,7 kg drobiu, za to mniej kupujemy wołowiny (jej spożycie spadło z 3,9 do 1,2 kg). Jaka jest w diecie ludzkich drapieżników rola dziczyzny? Otóż konia z rzędem, kto do tego dojdzie, po prostu nie sposób dobić się do takich danych. Jeśli są, to zostały dobrze schowane. GUS liczy nie mięso, ale sztuki odstrzelonej zwierzyny, których liczba gwałtownie rośnie. Porównując sezony myśliwskie (liczone od 1 kwietnia danego roku do 31 marca następnego roku) z lat 2005–2006 i 2015–2016, okaże się, że w tym ostatnim jeleni zabito ponad dwa razy więcej (wzrost z 41 tys. do 83 tys. sztuk), danieli niemal trzy razy więcej (3,3 tys. do 9,3 tys. sztuk), liczba zastrzelonych saren zwiększyła się o 38 proc. (147 tys. do 203 tys.), a dzików o 148 proc., by osiągnąć rekordową liczbę 341 tys. sztuk.

Zamordowano także więcej bażantów – 26 tys. sztuk więcej – to te same ptaki, do których na początku lutego z dużym sukcesem strzelał minister środowiska Jan Szyszko ze swoim kolegą, szefem Polskiego Związku Łowieckiego Lechem Blochem: we dwóch utłukli za jednym razem 400 sztuk.

Tyle że trudno w tym wypadku mówić o dziczyźnie. Ptaki te wykluły się w inkubatorze i nigdy wcześniej nie opuszczały klatek. Drzwiczki do nich otworzono dopiero wówczas, kiedy prominentni myśliwi zapragnęli sobie postrzelać. To jest właśnie jeden ze wstydliwych problemów – że czasy szlachetnego łowiectwa, kiedy romantyk z flintą na ramieniu szedł do lasu, żeby zmierzyć się na chytrość i szybkość ze zwierzyną, która miała w tym pojedynku w miarę równe szanse, już dawno są tylko bajką opowiadaną niemądrym dzieciom i jeszcze mniej bystrym konsumentom. Pozyskiwanie zwierzyny – jak w oficjalnym języku określa się strzelanie do niej – coraz mniej przypomina polowanie, a coraz bardziej zwyczajną rolniczą hodowlę zakończoną masowym ubojem. Dlatego o ilości tego niby-dzikiego mięsa nie chcą mówić ani Ministerstwo Środowiska (odesłało mnie z pytaniami do Polskiego Związku Łowieckiego), ani myśliwi – rzeczniczka PZŁ obiecała odpowiedzieć na pytania, a potem zamilkła. Pytam więc o ilość sprzedawanej dziczyzny sieci sklepów, które to mięso wprowadzają do sprzedaży. Biedronka ignoruje pytanie. Lidl przyznaje, że „w czasowych promocjach dostępne są trzy rodzaje dziczyzny: sarna, jeleń oraz dzik”. Ilości nie chce podać, za to zapewnia, że pochodzi ona od kół łowieckich funkcjonujących w oparciu o przepisy oraz etykę łowiecką. W jaki sposób sprawdzają, czy etyka jest przestrzegana? Milczenie. Jednak Aleksandra Robaszkiewicz, PR manager w Lidl Polska, przyznaje, że „z naszych obserwacji wynika, iż popyt na dziczyznę jest znaczny. Klienci poszukują alternatywy dla mięsa hodowlanego, a właśnie dziczyzna to doskonałe i całkowicie naturalne mięso od wieków obecne w polskiej kuchni”.

– Obawiam się, że nie uda się pani odpowiedzieć na to pytanie o ilość dziczyzny na polskich stołach – śmieje się prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Ona sama kilkukrotnie robiła podchody, żeby uzyskać takie dane, i też odbijała się od ściany. Dlaczego? Można tylko snuć przypuszczenia: PZŁ i koła łowieckie nie są zainteresowane ich udostępnieniem, gdyż w grę może wchodzić całkiem spora szara strefa. I mogłoby się na przykład okazać, że ilość sprzedawanej dziczyzny nijak się ma do oficjalnych planów „pozyskania” zwierzyny łownej. A wtedy można by się narazić nie tylko skarbówce, ekologom czy – w ogóle – ludziom, którzy lubią zwierzęta i cenią przyrodę, będącym klientami, lecz także naczelnemu weterynarzowi kraju. Bo dziczyzna nie jest zawsze tak do końca zdrowa i bezpieczna, jak chcieliby to przedstawiać PR-owcy odpowiedzialni za wizerunek firm, a więc również sprzedaż. Na przykład takie dziki, one roznoszą po kraju afrykański pomór świń. Oraz włośnicę zwaną też trychinozą. Lepiej więc nie ruszać tego tematu. Bo jeśli hodowle rolnicze są obłożone wieloma restrykcjami, jeśli ich funkcjonowanie reguluje surowe i coraz bardziej rygorystycznie egzekwowane prawo, to w „dzikim” temacie jest wiele miejsca na – nazwijmy to łagodnie – dowolność.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Komentarze (6)

  • Jzs(2017-04-16 20:55) Zgłoś naruszenie 85

    Boże, co za dziennikarskie beztalencie.

    Odpowiedz
  • Czucz(2017-04-17 07:52) Zgłoś naruszenie 51

    Rozumiem, że autorka jest przeciwniczką polowań, ale rozpowszechnianie bzdur pod tytułem, że dziczyzna nie zawsze "jest zdrowa i bezpieczna" to lekka manipulacja. jedynym zwierzęciem łownym trafiającym na stoły a mogącym być nosicielem groźnych dla człowieka chrób jest dzik. Wymóg nakłada na punkty skupu skrupulatne badania mięsa tego gatunku przed wprowadzeniem go do obrotu zatem o niebezpieczeństwie zarażenia się mięsem zakupionym w sklepie nie ma mowy. Po drugie co ma bycie fit z jedzeniem mięsa i wegetarianizmem? Szkoda, że tak poważna i obiektywna gazeta pozwala sobie na takie słabe artykuły

    Odpowiedz
  • ANNA(2017-04-16 19:27) Zgłoś naruszenie 41

    POCO KRYN DZINNIKARZYNA PISZE 3 RAZY REKLAMA W TEKSCIE

    Odpowiedz
  • Olek(2017-04-17 13:52) Zgłoś naruszenie 01

    Eh... jak to jest, że w krajach rozwiniętych takich jak Finladia, Szwecja czy Szwajcaria myślistwo znajduje znacznie szersze poparcie społeczne. Nie wiem, może to zależy od poziomu rozwoju społecznego i posługiwania się argumentami, a nie emocjami w debacie. Taki przykład - nie ma bardziej ekologicznego mięsa niż to pochodzące z natury. To fakt. Więc czy w jakimś kraju wymyślono środek zastępujący polowanie, który z jednej strony da dobre, niemodyfikowane mięso i z drugiej pozwoli na ograniczenie zwierzyny? W Niemczech, Francji, Anglii również się poluje, a dziczyzna trafia do lokalnych restauracji. Więc w czym kłopot? Przecież ktoś te 200 mln zł odszkodowań zapłacić musi.. Greenpeace chyba nie jest tym zainteresowany? ;)

    Odpowiedz
  • Vic(2017-04-17 07:30) Zgłoś naruszenie 04

    Boże , co za durni i niegramotni komentujący !

    Odpowiedz
  • cynaderkipomysliwsku(2017-04-17 10:25) Zgłoś naruszenie 00

    Szczescie,ze homo sapiens jest niejadalny dla homo sapiens,ale...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama