Jeśli gospodarka ma się rozwijać, to import gazu będzie musiał rosnąć. Podstawowe znaczenie ma więc kwestia, co należy zrobić, aby powiększyć możliwości importowe naszego kraju. Jednak zacznijmy może od tego, czy można dostarczyć do Polski więcej gazu?

SŁAWOMIR HINC

wiceprezes PGNiG ds. finansowych

Z handlowego punktu widzenia pozyskanie większych ilości gazu nie musi być problemem i biorąc tylko pod uwagę kwestię zawarcia kontraktów zwiększających import do Polski, PGNiG może kupować więcej gazu. Jednak pozyskanie gazu w kontraktach jest czymś zupełnie innym niż możliwość jego fizycznego dostarczenia na obszar Polski. Obecnie nie ma możliwości technicznych znaczącego zwiększenia importu gazu. Istniejące gazociągi są prawie maksymalnie wykorzystane, więc zwiększenie dostaw będzie możliwe dopiero po tym, jak zostanie rozbudowana sieć. Konieczna jest budowa nowych rurociągów, łączących Polskę z sąsiednimi systemami gazowymi, zwłaszcza z zachodu i południa, ale również ze wschodu. Inaczej sprawa wygląda w przypadku gazu skroplonego, czyli LNG. Tu oczywiście potrzebny jest terminal przeładunkowy, czyli znowu brakuje infrastruktury. Trzeba jednak pamiętać, że na rynku LNG warunki dyktują producenci. Obecnie sytuacja jest taka, że można rozmawiać albo o dostawach za kilka lat, albo kupować gaz skroplony bardzo drogo.

BOGDAN PILCH

wiceprezes zarządu Electrabel Polska, dyrektor ds. rozwoju rynku gazu

Obecnie nie widzę specjalnych szans na to, żeby firmy zagraniczne mogły sprzedawać gaz w Polsce na warunkach rynkowych. Jest to uwarunkowane m.in. istnieniem tzw. pętli regulacyjnej, która jest pochodną tego, że ceny zatwierdzane przez regulatora na polskim rynku są zbyt niskie (efekt tzw. miksu cenowego) i przez to podmioty zagraniczne nie mogą konkurować cenowo z PGNiG, a więc nie są zainteresowane sprowadzaniem gazu do Polski. Dodatkowo dochodzą do tego inne obostrzenia, jak np. prawo o obowiązkowych zapasach, które każdy sprzedawca gazu w Polsce musi utrzymywać. Ten przepis zablokował wejście na polski rynek zagranicznej konkurencji (węgierski Emfesz), która mimo niekorzystnych uwarunkowań rynkowych była zainteresowana sprzedażą swojego surowca w Polsce. To pochodna polityki, jaka była i jest prowadzona w Polsce na rynku gazu, a którą najwyraźniej sformułowała poprzednia ekipa rządowa. Według niej, musimy najpierw zdywersyfikować dostawy, a potem dopiero możemy myśleć o liberalizacji rynku. Priorytetem było pozyskanie dostaw z innych kierunków niż wschodnich, a liberalizacja zeszła na dalszy plan. Jednak moim zdaniem to liberalizacja cenowa jest kluczem do wzrostu konkurencji, bo wtedy opłacałoby się zabiegać o sprzedaż gazu w Polsce.

Czyli warunkiem zwiększenia dostaw do Polski jest rozbudowa gazociągów łączących polski system z ukraińskim, niemieckim czy czeskim, ale też wzrost cen gazu. Skoro tak, to jaki wzrost cen gazu zachęcałby do konkurencji z PGNiG i skąd realnie ten surowiec miałby być sprowadzany?

MAREK WOSZCZYK

wiceprezes Urzędu Regulacji Energetyki

Nie stawiłabym tezy, że jak ceny gazu będą wyższe, to będziemy mieli konkurencję, a jak nie, to będzie monopol. No bo co by się stało w obecnych warunkach, gdyby podnieść ceny, czyli dokonać ruchu, który miałby likwidować tę pętlę regulacyjną, o której mówił prezes Bogdan Pilch, a która ma polegać na tym, że gaz importowany jest subsydiowany tańszym paliwem krajowym i w efekcie uzyskujemy średnie ceny niższe od cen surowca importowanego? Otóż ta renta z podwyżki cen gazu krajowego odkładałaby się tylko w kieszeni PGNiG i byłaby zbierana tylko z rynku krajowego, bo PGNiG nie ma zasadniczo możliwości eksportu tego surowca. Najpierw powinno się więc stworzyć warunki, w których inni gracze będą mogli funkcjonować na rynku. Należałoby przy tym rozwinąć odpowiednio infrastrukturę przesyłową i dystrybucyjną. To o tyle istotne, że dziś niektórzy z odbiorców płacą za gaz więcej, niż bierze PGNiG. Dotyczy to tych obszarów kraju, do których nie docierają sieci dystrybucyjne Grupy Kapitałowej PGNiG. Przykładowo, ceny zatwierdzane dla firm, które oferują LNG, są wyższe od cen z taryfy PGNiG, a mimo to (wobec braku alternatywy) sprzedaż się rozwija. Przy tym przepisy nakazujące importerom utrzymywanie w Polsce zapasów gazu okazują się stanowić barierę dla rozwoju rynku. Dyrektywa unijna nie zabrania co prawda stosowania tego rodzaju rozwiązań i chociaż Polska nie jest tu wyjątkiem, to jednak pojawia się pytanie, czy słuszne jest, aby ten obowiązek mógł być realizowany tylko na terenie kraju.

MICHAŁ SWÓŁ

ekspert KPMG

Trzy główne elementy decydują o tym, że polski rynek gazu nie jest konkurencyjny i jeszcze przez jakiś czas nie będzie. Pierwszoplanowa kwestia to brak wystarczających połączeń transgranicznych, łączących polski system z innymi, ale samo rozwiązanie tego problemu niewiele da. Nawet jeśli możliwości techniczne zwiększenia dostaw gazu do Polski pojawią się, to bez wzrostu cen gazu w Polsce - i to jest kwestia druga - raczej nie będzie wielu zainteresowanych dostawami. Po prostu gdzie indziej będzie się bardziej opłacało sprzedawać gaz. Trzecia sprawa hamująca konkurencję to wspominany obowiązek posiadania obowiązkowych zapasów gazu przez importerów, którzy ze względu na niedobór powierzchni magazynowych w Polsce nie są w stanie spełnić wymogu tworzenia zapasów obowiązkowych. W tej sytuacji jeśli w Polsce ma powstać konkurencyjny rynek gazu, to jednak najpierw należy zwiększyć możliwości dywersyfikacji dostaw, zapewnić odpowiednie warunki regulacyjne dla opłacalności inwestycji w magazyny gazu, a potem uwolnić ceny. Jeśli stanie się odwrotnie, to może być jak na Węgrzech, gdzie rynek został uwolniony, ale ponieważ 80 proc. gazu pochodziło ze wschodu, to konkurencja nie wzrosła, a rynek hurtowy jest zdominowany przez jeden podmiot, czyli E.ON.

BOGDAN PILCH

Moim zdaniem nie ma widoków na szybką dywersyfikację dostaw gazu do Polski. Obydwa projekty, które były rozwijane przez PGNiG, czyli budowa terminalu LNG i dostawy gazu ze Skandynawii, nie rokują dobrze. Budowa terminalu jest teraz w rękach Gaz-Systemu i moim zdaniem do 2015 roku terminal nie powstanie, bo ciągle w polityce gazowej za dużo jest polityki międzynarodowej, a za mało komercji i racjonalnego myślenia. Do dzisiaj jasno nie zdefiniowano, czy budowa terminalu jest projektem komercyjnym czy strategicznym, czy projekt LNG ogranicza się do budowy terminalu, czy też obejmuje cały łańcuch - od zakupu gazu, poprzez jego transport i regazyfikację. To są kluczowe pytania, dotyczące tego projektu, a dotychczas cały wysiłek skupiono na wyborze lokalizacji i optymalizacji koncepcji technicznej. W moim odczuciu, dużym błędem była decyzja o samodzielnej realizacji tego projektu przez PGNiG, odrzucająca możliwość współpracy z jakimkolwiek z potencjalnych doświadczonych partnerów. O projekcie dostaw z Norwegii i Danii powiem tylko tyle, że gdyby polskie władze nie storpedowały go w 2001 roku, to pewnie niedługo gaz by stamtąd popłynął. Stało się inaczej i w rezultacie dzisiaj nadal jesteśmy skazani na import z Rosji. Obecne uwarunkowania rynkowe całkowicie zmieniły na naszą niekorzyść racjonalność dostaw z kierunku skandynawskiego i moim zdaniem, przekreślają sens ich realizacji.

SŁAWOMIR HINC

Nie mamy obecnie problemu z dostawami. Utrzymujemy równowagę między popytem oraz podażą i nie zdarza się, że musimy odmawiać dostaw. Natomiast przyszłość do końca nie jest znana. Zakładamy pewien wzrost rynku gazu i mamy różne scenariusze jego rozwoju, ale każdy z nich uzależniony jest w dużej części od tempa zużycia gazu w elektroenergetyce. To oznacza, że przy stałym wydobyciu krajowym będzie potrzeba dostarczenia większych ilości gazu z importu, ale jak powiedziałem, żeby je dostarczyć, trzeba mieć możliwości. Dlatego konieczna jest rozbudowa wejść do polskiego systemu gazowego, zarówno ze wschodu, jak i z zachodu. A jak sądzę, regulator zadbałby, aby nie były one wykorzystane wyłącznie przez PGNiG, któremu konkurencja by się przydała. Konkurencja jest w interesie PGNiG, bo bez konkurencji organizacja usypia.

Wszystko wskazuje na to, że bez rozwoju infrastruktury rynkowi gazu grozi stagnacja. Jak z tego wybrnąć? Jak zapewnić gaz dla elektroenergetyki? Kto ma zadbać o rozwój infrastruktury?

BOGDAN PILCH

Jeśli mówimy o projektach gazowych w energetyce, to chodzi o takie, które zostaną zrealizowane najwcześniej w latach 2013-2014, niezależnie od uwarunkowań związanych z pakietem energetycznym, cenami gazu, węgla, energii elektrycznej itd. Czy wówczas PGNiG lub ktokolwiek inny będzie w stanie zapewnić energetyce dostawy gazu? Jeśli nie zaczniemy rozwijać infrastruktury, to nie będzie to możliwe. Zaniechanie przez PGNiG budowy połączeń z sieciami innych krajów było dużym błędem. Teraz PGNiG i Gaz-System deklarują chęć naprawienia tych błędów. To spóźnione z powodów politycznych działanie, ale zarazem też najszybszy sposób, żeby poprawić konkurencyjność na rynku. Rozbudowa infrastruktury będzie opłacalna jednak tylko wtedy, gdy będzie realizowana na warunkach komercyjnych. Dlatego będę się upierał, żeby kluczem do konkurencyjnego rynku było uwolnienie cen, czyli w praktyce uwolnienie cen gazu krajowego. Teraz jest dobry moment. Można założyć, że ceny ropy utrzymają się w najbliższym okresie na poziomie 50-70 dol. za baryłkę, co zrekompensowałby podwyżki cen gazu dla klientów, które byłyby pochodną urynkowienia cen surowca krajowego i dzięki temu problem otwarcia rynku i konkurencji byśmy rozwiązali raz na zawsze. Bez tego zapomnijmy o rynku. Uważam również, że w takich uwarunkowaniach znacząco wzrosłoby bezpieczeństwo dostaw gazu do Polski.

MAREK WOSZCZYK

Trzeba zacząć od określenia modelu rynku gazu w Polsce. W tej chwili trwają prace nad takim modelem. Zakładamy, że na początku kwietnia przedstawimy wyniki. W obszarze infrastruktury celem URE jest stabilna polityka regulacyjna, bo mamy świadomość, że możliwość liberalizacji rynku zależy od stanu infrastruktury. Nie ma wątpliwości, że trzeba inwestować w dystrybucję, bo w innych krajach ona się rozwija, a w Polsce nie, co na dłuższą metę nie będzie służyło konkurencji. Taka sytuacja, czyli w praktyce ochrona pozycji PGNiG, w dłuższym okresie może się obrócić przeciwko tej firmie. Wszystkie regulacje unijne idą w stronę budowania jednolitego, konkurencyjnego rynku gazu. Jeśli sami takiego rynku w Polsce nie zbudujemy, wymusi to na nas Unia. Państwo musi mieć tego świadomość.

SŁAWOMIR HINC

Na rachunku klienta 20-50 procent ceny finalnej to cena dostawy gazu, a rozbudowa infrastruktury będzie podwyższała jej koszty. Rozwinięta infrastruktura to jednak warunek konkurencji, a jeśli taka zaistnieje, być może będzie wpływała na utrzymanie w ryzach ceny gazu. Natomiast jeśli infrastruktura nie zostanie rozwinięta, to konkurencja nie pojawi się. Dlatego potrzebne są przepisy prawne stwarzające stabilne warunki inwestowania, bo główne ryzyko w tym biznesie to ryzyko regulacyjne. Regulator stara się takie warunki zapewnić. Natomiast jeśli chodzi o dostawy gazu dla energetyki, o możliwości ich zapewnienia oraz ich poziomie nie chciałbym się na razie wypowiadać.

MICHAŁ SWÓŁ

W naszej części Europy Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie wszystkie elementy systemu gazowego są pod kontrolą państwa. Być może najlepszy sposób na zwiększenie stabilności firm z sektora oraz na przygotowanie ich do konkurencji to prywatyzacja. To jej brak powoduje, że inwestycje idą tak wolno i są opóźniane. Prywatyzacja to byłby też przyczynek do wzrostu efektywności, bo pewnie PGNiG ma jeszcze różne rezerwy. Naturalnie można zmieniać sektor również w ramach struktur państwowych, ale akurat w Polsce w państwowych strukturach wszystko się rozmywa.

Wniosek z debaty

Spadające ceny ropy naftowej, które za kilka miesięcy powinny pociągnąć za sobą spadek cen gazu z importu, stwarzają niepowtarzalną okazję wprowadzenia konkurencji na polskim rynku gazu. Jeśli nie dokonamy teraz odpowiednich działań, to przez kilka kolejnych lat nic się nie zmieni.

3 proc. prądu produkuje się w Polsce z gazu

62 proc. gazu zużywa w Polsce przemysł

15 mln m sześc. całkowita konsumpcja gazu w Polsce

30 proc. gazu zużywanego w Polsce zapewnia wydobycie krajowe