Niemal 5 proc. zysku robi wrażenie w porównaniu z kiepskim oprocentowaniem lokat bankowych czy obligacji. Ale na dużo więcej i tu nie ma co liczyć. Kupując lokal na wynajem w największych miastach, można liczyć średnio na 4,84 proc. zysku netto w skali roku. Jeszcze rok temu było to 4,39 proc., a przed dwoma laty 3,96 proc. – wylicza agencja Home Broker.
Opłacalność najmu mieszkań / Dziennik Gazeta Prawna
– Z roku na rok rośnie liczba Polaków wynajmujących mieszkania, bo odchodzą od myślenia, że każdy musi mieć własne – tłumaczy Marcin Krasoń, analityk Home Broker. Podobnie sytuację na rynku widzi Małgorzata Janucewicz, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami: – Ludzie migrują za pracą, szkołą, dlatego mieszkania na wynajem mają wzięcie. Nie mówiąc już o tym, że rośnie pokolenie osób, które nie chcą mieć nic na własność.
Do tradycyjnych grup napędzających najem, jak np. studenci, dochodzą nowe. Popyt podbijają Ukraińcy. – Do pracy zatrudniani są fachowcy z innych krajów. Ostatnio słyszałam o poszukiwaniu mieszkań na trzy miesiące dla 50 Duńczyków pracujących w przemyśle stoczniowym – informuje Małgorzata Janucewicz. Coraz więcej lokali trafia też na rynek najmu krótkoterminowego, gdzie ludzie szukają mieszkania zamiast hotelu.
Reklama
Na zyskowność najmu wpływ mają też rosnące stawki czynszów i stabilne ceny mieszkań. Z wyliczeń HB wynika, że w lutym tego roku średnia cena za wynajem, w przeliczeniu na mkw., w siedmiu największych miastach (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) wynosiła 34,50 zł. To o 17 proc. więcej niż przed dwoma laty. – Stawki najmu urosły, ale zmienia się struktura mieszkań. Coraz mniej jest starych i zaniedbanych, a coraz więcej nowych, o wysokim standardzie – wskazuje analityk HB.

Reklama
Dariusz Mitrowski, pośrednik w ogólnopolskiej agencji Metrohouse, zauważa, że o ile 4–5 proc. zwrotu z najmu długoterminowego to norma, trudno przekroczyć pułap 6 proc. – Dlatego na popularności zyskuje najem hotelowy, krótkoterminowy. Tu stopy zwrotu zależą od położenia i wykończenia lokali oraz stopnia zaangażowania właściciela, ale przekraczają 8 proc. – stwierdza.
Rosnące zyski z najmu przyciągają chętnych do tego typu inwestycji. Deweloperzy działający w największych miastach szacują, że w ciągu ostatniego roku w realizowanych przez nich projektach z myślą o najmie kupowanych może być od kilku do nawet 20 proc. lokali. – Mieszkania inwestycyjne są często w całości kupowane za gotówkę lub przy dużym jej udziale. Charakterystyczne, że osoby je kupujące dość często decydują się na dwa lub więcej – wskazuje Mateusz Juroszek, wiceprezes Atalu.
Zainteresowanie najmem widać też u pośredników. Chodzi głównie o dobrze zlokalizowane lokale jedno- i dwupokojowe, a przy dobrej cenie większe, gdzie można wynajmować pojedyncze pokoje. – Inwestorzy szukają okazji, a o takie jest trudno – tłumaczy Dariusz Mitrowski.
Do wejścia w najem skłania też mały wybór, jeśli chodzi o alternatywne inwestycje. Rekordowo niskie stopy procentowe przekładają się na spadek oprocentowania lokat. Trudno zarabia się też na giełdzie. Najważniejsze indeksy na GPW, WIG i WIG 20 w ciągu ostatniego roku spadły odpowiednio o 13 i 21 proc.
Rozmówcy DGP z rynku nieruchomości nie spodziewają się, aby w najbliższym czasie, mimo wzmożonych zakupów inwestycyjnych, rentowność najmu miała spadać. Jak zauważa Paweł Sztejter, partner w firmie doradczej Reas, podaż jest wciąż mniejsza od popytu. – Rocznie w Warszawie do wynajmu trafiało od 2 do 4 tys. nowo budowanych mieszkań. To kropla w morzu potrzeb. Miasto rozwijałoby się szybciej, gdyby zasób czynszowy był większy – uważa.
Wciąż niewiele mieszkań na wynajem jest w rękach inwestorów. Duża część należy do osób indywidualnych. Niechętnie zawierają długoterminowe umowy. Na rynku co prawda zaczynają pojawiać się profesjonalni inwestorzy, jak państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem, ale ich działalność jest jeszcze za mała, aby mogła wpłynąć na rentowność. Fundusz do tej pory zakontraktował 2430 mieszkań, z czego dostępnych jest 425. Dla porównania z wynajmu mieszkań rozlicza się z fiskusem ponad 400 tys. osób, a do tego jeszcze dochodzi wynajem w szarej strefie. – Na razie nie widzę żadnego wpływu działalności funduszu na rynek. Jeśli takowy ma nawet miejsce, to bardzo lokalnie – ocenia Dariusz Mitrowski.
Większy wpływ na ceny może mieć przygotowywany właśnie przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa program, który ma dać nowy impuls do rozwoju budownictwa mieszkaniowego. MIB zapewnia, że zaprezentuje go jeszcze w I półroczu.