Powołanie eksczłonka RPP do władz banku centralnego to wstęp do objęcia przez niego funkcji prezesa
Wejście do zarządu ma spowodować płynną zmianę u steru Narodowego Banku Polskiego w czerwcu, gdy dobiegnie końca kadencja obecnego prezesa Marka Belki.
Reklama
– Już wcześniej większość komentatorów wskazywała prof. Adama Glapińskiego jako następcę prof. Belki – zwraca uwagę Jakub Rybacki, ekonomista Banku ING.

Reklama
Spekulacje o powołaniu prof. Glapińskiego na stanowisko prezesa NBP mają mocne podstawy. Pierwsza to zaufany człowiek prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Wspólnie działali w Porozumieniu Centrum. Adam Glapiński był ministrem w rządach, które współtworzyło PC – w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego kierował budownictwem, w rządzie Jana Olszewskiego resortem współpracy gospodarczej z zagranicą. Przez ostatnie 6 lat prof. Glapiński był tzw. prezydenckim członkiem RPP, a desygnował go na to stanowisko Lech Kaczyński.
Kolejna przesłanka to właśnie wejście Glapińskiego do zarządu banku centralnego już teraz. Z jednej strony ma to przygotować profesora do pełnienia funkcji prezesa NBP, z drugiej zabezpieczać go na wypadek jakichś nieprzewidzianych okoliczności, które mogą uniemożliwić jego wybór w połowie tego roku. O tym, że jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem na szefa NBP, mówił zresztą sam zainteresowany w styczniowym wywiadzie dla agencji Bloomberg.
Powołanie prof. Glapińskiego do zarządu NBP już teraz można też traktować jako gest dobrej woli ze strony prezesa NBP Marka Belki. Bo to na jego formalny wniosek prezydent Andrzej Duda dokonał wczoraj tego powołania. Według przedstawicieli NBP, z którymi rozmawialiśmy, obaj panowie są zresztą w dobrych relacjach. Wczoraj pisaliśmy, że Belka uzyskał właśnie oficjalne poparcie rządu w ubieganiu się o fotel prezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (mówi o tym w wywiadzie dla DGP premier Beata Szydło). Ministerstwo Finansów, które formalnie ma zgłosić kandydaturę Belki, ma na to czas do 11 marca.
Adam Glapiński jako członek RPP dał się poznać jako zwolennik konserwatywnej polityki pieniężnej. W czasie ostatniego cyklu obniżek stóp niemal zawsze głosował przeciw obniżkom (za zagłosował ostatnio w lutym 2013 r.).
– Wydaje się, że na stanowisku prezesa też może reprezentować konserwatywne podejście w sprawie stóp, czyli opowiadać się za ich utrzymaniem bez zmian. Sygnalizował to zresztą w wywiadach. Co może być ryzykowne w dłuższym czasie, czyli wtedy gdy RPP będzie musiała zdecydować o podwyższaniu. Ale to raczej nie nastąpi szybko – uważa Jakub Rybacki.
Profesor Glapiński rzeczywiście kilkukrotnie wypowiadał się w sprawie braku potrzeby kolejnych obniżek. Ale podkreślał też niezależność banku centralnego. To ważny sygnał, bo program wyborczy PiS zakładał duży udział NBP w realizowaniu planów partii na rozruszanie gospodarki (miało się to odbywać za pomocą preferencyjnych kredytów dla banków, z których finansowane byłyby pożyczki dla firm). Od tego, jak będzie traktowany bank centralny, agencje ratingowe (m.in. Standard & Poor’s) uzależniają swoje dalsze decyzje w sprawie ocen wiarygodności kredytowej Polski. Rząd na razie zarzucił pomysł „polskiego LTRO”, w tzw. planie Morawieckiego nie ma o nim mowy, a sam wicepremier uznał je za niepotrzebne, skoro banki komercyjne i tak mają dużą nadpłynność. Adam Glapiński sugerował, że nie jest entuzjastą takich niestandardowych działań NBP i woli prowadzić politykę przy użyciu tradycyjnych instrumentów – czyli stóp procentowych. I z tego punktu widzenia teraz, gdy gospodarka się rozwija, nie widzi potrzeby ich zmiany mimo deflacji.
Piotr Kalisz, ekonomista banku Citi Handlowy, dodaje, że niezależnie od tego, kto będzie nowym szefem NBP, prawdopodobieństwo gwałtownych zmian w polityce pieniężnej jest niewielkie. A to dlatego, że pozostali nowo wybrani członkowie RPP wypowiadają się z dużą rezerwą o potrzebie zmian stóp.
– Jeśli już będą następowały zmiany, to raczej będą to minimalne dostosowania w poziomie stopy procentowej albo rezerwy obowiązkowej, nic niestandardowego. My zresztą obstawiamy, że stopy nie spadną w tym roku – mówi Piotr Kalisz.