Autopromocja

Rybiński: Czy środki unijne niszczą innowacyjność?

Krzysztof Rybiński
Krzysztof RybińskiNewspix / JACEK HEROK
14 lutego 2013

W zeszłym tygodniu była wielka feta, na szczycie unijnym zatwierdzono limity wydatków w kolejnej perspektywie finansowej.

Jeśli te limity zostaną zrealizowane, to Polska otrzyma w ramach polityki spójności ponad 300 mld zł. Przez kilka dni trwała w mediach zażarta dyskusja, czy to jest sukces, czy nie. Rząd twierdzi, że to jego sukces negocjacyjny, opozycja, że Polska dostała minimalne środki wymagane prawem unijnym, a należy nam się tak dużo, bo po prostu jesteśmy tacy biedni.

Tymczasem znacznie ważniejsza dyskusja o środkach unijnych zupełnie nie może się przebić w mediach i przez to nie trafia do świadomości społecznej. Bo przecież wcale nie jest tak, że im więcej dostaniemy pieniędzy z Unii, tym lepiej. Bo jeżeli te pieniądze szkodzą polskiej gospodarce, wówczas im więcej ich dostaniemy, tym bardziej zaszkodzą. Jak to szkodzą, może ktoś się zdziwić. Czy nadmiar pieniędzy może przeszkadzać? Otóż może, czego przykładem są problemy rozwojowe krajów, które mają łatwe pieniądze z ropy naftowej, czy dramatyczna porażka polityki rozwojowej w południowych Włoszech i byłej NRD, gdzie utopiono biliony euro i marek, bez efektów. Powiększające się różnice rozwojowe między wiodącymi gospodarczo województwami mazowieckim i dolnośląskim a resztą kraju to też przykład na szkodliwość nadmiaru pieniędzy. Ale najbardziej jaskrawym przykładem pokazującym szkodliwy wpływ środków unijnych na gospodarkę polską jest spadek innowacyjności, który dokonał się w latach 2006–2012, czyli w czasie działania obecnej perspektywy finansowej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.