W obawie przed kryzysem importerzy zamówili za mało samochodów. Gdyby nie byli tacy ostrożni, mogliby znaleźć w tym roku chętnych na tyle pojazdów ile przed rokiem. Teraz mówią o 10-proc. spadku popytu.
To nie zmniejszenie popytu jest winne dwucyfrowym spadkom sprzedaży nowych aut w końcówce roku, lecz planiści z firm importerskich – mówią analitycy. Liczba nowo rejestrowanych samochodów siada, bo place magazynowe są puste. Standardem stało się 7–10-tygodniowe oczekiwanie na auto.
Styczeń czy kwiecień?
Klienci salonów przecierają oczy ze zdumienia. W czasach kryzysu, gdy sprzedawcy i producenci narzekają na spadek popytu, dilerzy wcale nie witają ich z otwartymi ramionami. Na najbardziej wzięte modele trzeba czekać. O szybkiej dostawie mogą zapomnieć fani niemal wszystkich marek, nawet amatorzy rumuńskiej Dacii Duster. Odbiór modelu firmy kontrolowanej przez francuskie Renault jest możliwy dopiero za cztery miesiące. Ale i na najbardziej popularne wersje silnikowe i wyposażeniowe skód czy volkswagenów trzeba czekać kilka miesięcy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.