Tylko w bazie danych agencji Metrohouse znajduje się obecnie ponad 6 tys. domów, czyli o prawie 50 proc. więcej niż w 2008 roku. Podobnie jest w innych agencjach.

Na rekordowy wzrost podaży wpływ mają przede wszystkim deweloperzy, którzy w tym roku oddają do użytku osiedla zaczęte jeszcze w czasach boomu budowlanego. Z danych GUS wynika, że w tym roku, w okresie styczeń – maj, przekazali ponad 15 tys. nieruchomości – z tego co najmniej 20 proc. to domy.

Chętnych na nie brakuje, mimo że większość sprzedających obniżyła ceny średnio o 5 – 10 proc. Np. wykończony dom o powierzchni 140 metrów w Skrzeszecie pod Legionowem można dziś kupić za niespełna 350 tys. zł, podczas gdy rok temu kosztował 400 tys. zł. Podobne przeceny można spotkać w okolicach Karkowa, Gdańska, Wrocławia, Białegostoku czy Poznania. Skala przecen zależy od powierzchni i lokalizacji. Najtrudniej znaleźć dziś chętnych na domy powyżej 150 metrów kwadratowych, ze słabym połączeniem z centrum miasta – mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Malejący popyt to przede wszystkim efekt mniejszej dostępności kredytów hipotecznych: ostanie podwyżki stóp procentowych, a także bardziej restrykcyjne sprawdzanie zdolności kredytowej sprawiają, że coraz mniej klientów może sobie pozwolić na kredyt wystarczający na zakup domu. Wciąż niepewna jest także sytuacja w gospodarce i na rynku pracy.

– Z grupy potencjalnych kupców odpadli przede wszystkim ci, którzy jeszcze niedawno zdecydowaliby się na dom, bo budowa wychodziła taniej niż zakup mieszkania w bloku – tłumaczy Bartosz Turek z Home Broker.

W latach 2007 – 2008 za równowartość nowego M4 w Wilanowie czy na Żoliborzu można było kupić dom oddalony o 20 – 30 km od Pałacu Kultury. Dziś, gdy ceny mieszkań w mieście spadły, mniej zamożni wybierają tanie mieszkania np. w wielkiej płycie. Można je kupić już za 6 tys. zł za metr kwadratowy, co oznacza, że 50-metrowy lokal kosztuje ok. 300 tys. zł. Do tego oszczędzają też na dojazdach, bo ceny benzyny stale rosną.

Specjaliści od rynku nieruchomości obserwują też powrót do miasta osób zamożnych, które kilka lat temu pobudowały domy na peryferiach. – Wracają ludzie z dziećmi w wieku szkolnym, które nie chcą godzinami tkwić w korkach – mówi Marta Kosińska z Szybko.pl. Rośnie też grupa osób, które 4 – 5 lat temu wyprowadziły się za miasto, ale przekonały się, że życie na wsi nie leży w ich naturze: nie znoszą odśnieżania, strzyżenia trawy czy prac konserwacyjnych.

Jednak mimo to, jak wynika z badań Expandera i Szybko.pl, ponad 70 proc. Polaków marzy wciąż o własnym domu z ogródkiem.