Taktyka Holendrów jest prosta: najpierw ruszą z promocją elektrycznych samochodów w polskich firmach. Potem, w 2012 roku, wyleasingują 100 aut; to dwa razy więcej, niż obecnie jeździ ich po polskich drogach. Do oferty leasingu dołączą opcję zamiany auta elektrycznego na klasyczne, jeżeli na trasie nie da się go doładować. Będzie też możliwość przesiadki do PKP.

– Negocjujemy z polskim przewoźnikiem – mówi Eric van Vliet, prezes Athlon Car Lease Polska. Opłaty: rata leasingowa za 2 tys. zł. Cena jest porównywalna do leasingu samochodu klasy mini cooper, czy 60-miesięcznej raty aut z wyższego segmentu takich jak Volkswagen Passat.

Van Vliet jest pewny, że firmy kupią jego pomysł. – Chodzi nie tylko o komfort jazdy czy zmniejszenie poziomu emisji zanieczyszczeń, ale też o oszczędności – uważa. Przejechanie 100 km samochodem elektrycznym kosztuje tylko 6 zł.

Rynek przyszłości

Holendrzy wchodzą z impetem na polski rynek samochodów elektrycznych, bo spodziewają się, że lada chwila ruszy on z kopyta. Chcą być pierwsi i zanim na dobre się rozkręci, zdobyć już na nim mocną pozycję. Na razie auta elektryczne to nisza nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Nic dziwnego, ponieważ samochodów na prąd jest na razie mało.

Jednak w przyszłym roku koncerny motoryzacyjne zamierzają wypuścić na rynek kilka nowych modeli.

Czy ofensywa Holendrów ma szanse powodzenia w Polsce? Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Samar, twierdzi, że brakuje punktów szybkiego doładowania samochodów, gwarantujących napełnienie baterii w ciągu pół godziny. Ale van Vliet zapewnia, że dzięki porozumieniu Athlon ze spółką e+, założoną przez Polenergię Jana Kulczyka i Alva Technologies, takich punktów będzie przybywało w szybkim tempie.

Już dziś auta można ładować w największych galeriach handlowych w Warszawie, a w 2013 r. ich liczba zwiększy się do 300 w 14 miastach. Będą powstawały nie tylko w centrach handlowych, lecz także na tradycyjnych stacjach paliw, a także w centrach biurowych. Możliwe jest nawet ładowanie elektrycznego samochodu w domu, chociaż trwa to nawet całą noc.

Na dłuższą trasę

– Kolejny problem to krótki zasięg aut na prąd – uważa Drzewiecki. Rzeczywiście, Mitsubishi i-MiEV czy Peugeot iOn mogą przejechać na jednym ładowaniu baterii od 100 do 130 km. A to powoduje, że takie auta są traktowane przez firmy raczej w kategoriach promocyjnych. Jednak może się to zmienić po wejściu na rynek Opla Ampery. Tym autem elektrycznym wspomaganym klasycznym silnikiem będzie można przejechać do 500 km.

– W ciągu 2 – 3 miesięcy ruszą zapisy. Auto trafi do sprzedaży w Polsce w połowie 2012 r. – zapowiada Przemysław Byszewski, rzecznik prasowy GM Poland.

Na razie jednak koncern nie liczy na wielką sprzedaż. – Jeśli zainteresujemy autem kilku klientów, czy to flotowych, czy indywidualnych, będzie to dobry początek – mówi Przemysław Byszewski.

Van Vliet twierdzi, że sytuacja za dwa lata będzie zupełnie inna. Popyt na auta elektryczne rozkręci się na dobre, a na rynku – kiedy swoje modele wypuszczą Opel i Nissan – będzie można do woli przebierać w ofercie.