Według ARI Litwa będzie w stanie pozyskać z nich nawet 113,3 mld m sześc. niekonwencjonalnego gazu. Przy obecnym poziomie zapotrzebowania na ten surowiec, które waha się między 2,7 a 3,2 mld m sześc., wystarczyłoby go na blisko 40 lat.

– Biorąc dodatkowo pod uwagę plany litewskiego rządu związane z budową terminalu LNG w porcie w Kłajpedzie, można spodziewać się, że kraj ten całkowicie nie tylko uniezależni się od dostaw surowca z Rosji, lecz także nie będzie potrzebował go z Polski – mówi nam ekspert znający szczegóły projektu polsko-litewskiej magistrali.

Po co gazowy łącznik

Budowa gazociągu łączącego oba kraje to jeden ze strategicznych projektów Gaz-Systemu, operatora sieci polskich gazociągów. Projekt dotąd przez Polskę i Litwę uważany był za ważny, ponieważ z jednej strony ma stanowić dla Wilna alternatywę dla gazu rosyjskiego, od którego Litwa jest uzależniona, z drugiej zaś byłby korzystny dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa.

Nie jest tajemnicą, że PGNiG mógłby za jego pośrednictwem w perspektywie kilku lat sprzedawać gaz importowany poprzez terminal LNG w Świnoujściu, a w przyszłości także gaz łupkowy, którego gigantyczne złoża prawdopodobnie znajdują się na terytorium Polski (szacuje się je na 5,3 bln m sześc.).

Gazociągiem, do którego Gaz-System przymierza się wspólnie ze swoim litewskim odpowiednikiem – spółką Lietuvos Dujos, mogłoby popłynąć nawet 3 mld m sześc. To ponad 20 procent tego, co dziś PGNiG sprzedaje w kraju.

Gaz-System i Lietuvos Dujos nie przystąpiły jeszcze do inwestycji i nie wiadomo, czy w ogóle przystąpią. W środę spółki zawarły umowę w sprawie wykonania analizy uwarunkowań realizacji projektu gazowego łącznika. Wykona ją Ernst & Young.

– Analiza będzie zawierać informacje na temat rynku gazu w Polsce i krajach bałtyckich, w tym dotyczące aktualnego i przewidywanego zapotrzebowania na gaz ziemny w regionie, źródeł dostaw gazu, cen na rynkach energii – informuje Małgorzata Polkowska, rzeczniczka Gaz-Systemu.

Wyniki analizy będą znane w lipcu. Jak tłumaczy Polkowska, dopiero na ich podstawie strony podejmą decyzję o dalszych działaniach.

Wsparcie z Brukseli

Budowę rurociągu o długości 465 km, która miałaby ruszyć w 2016 roku, wspiera Komisja Europejska. Niewykluczone, że partycypowałaby ona w kosztach inwestycji. Polski odcinek rurociągu wycenia się na prawie 1 mld zł. Na razie UE prawdopodobnie dofinansuje analizę projektu. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w maju.