Firma zostaje wystawiona na sprzedaż, zainteresowane podmioty składają oferty, wygrywa najlepsza – gdyby tak przebiegała prywatyzacja, byłyby już z niej dochody. Jednak rząd woli kombinować.
Nie jest to proste, ale spróbujmy. Prywatyzacja mogłaby wyglądać w sposób następujący: państwowa firma zostaje wystawiona na sprzedaż, oferty zakupu składają zainteresowane podmioty, najlepiej prywatne. Wygrywa oferta najbardziej atrakcyjna cenowo i najlepiej służąca rozwojowi spółki. W niektórych przypadkach bardziej efektywna może być sprzedaż pakietów akcji na giełdzie.
To nie jest wcale takie trudne. Właściwie mechanizm prywatyzacji, oczywiście przedstawiony szkicowo, wydaje się dosyć prosty. Tylko że zaskakująco rzadko stosowany. Jakoś utarło się, że kolejne rządy chcą przy okazji transakcji prywatyzacyjnych coś ugrać, zakombinować. Dwa najświeższe przykłady spółek energetycznych – Energi i Enei – tylko to potwierdzają. Z tym że w przypadku Enei kompletnie nie wiadomo, w co gra Ministerstwo Skarbu. Wieść gminna niesie tylko, że najmocniej brany w tej chwili pod uwagę kontrahent, państwowy francuski EDF, ma nam stawiać elektrownię atomową. Czyli być może nad tym kombinuje rząd, przedłużając tę prywatyzację.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.