Sieci chcą zniesienia zakazu sprzedaży w ostatni dzień tygodnia. Personel nie bardzo.
Reklama
Wprowadzenie handlowych niedziel to jedna z propozycji zgłoszona przez firmy z branży do projektu tarczy antykryzysowej. Inną jest przesunięcie wejścia o rok podatku handlowego. Miał on zacząć obowiązywać od początku 2021 r.
– Nie jest prawdą, że handel jest beneficjentem tej sytuacji. Traci tak jak inne branże. Gdy klienci ruszyli do sklepów i wykupili zapasy, sieci spożywcze postanowiły się lepiej zaopatrzyć, by zagwarantować stały dostęp do towarów. Okazało się, że ruch w placówkach bardzo zmalał, a sklepy zostały z niesprzedanym towarem. Trwa szacowanie strat – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Wyjaśnia, że dlatego organizacja proponuje, by zrezygnować z zakazu handlu w niedziele – sieci mogłyby odrobić to, co utraciły przez koronawirusa. Skorzystałyby też sklepy odzieżowe, obuwnicze, RTV/AGD czy z wyposażeniem dla domu, które są zamknięte przez to, że nie działają galerie handlowe.

Stymulować gospodarkę

Reklama
W pierwotnym pakiecie antykryzysowym rząd zakładał, że handel we wszystkie niedziele zostanie przywrócony okresowo. Później informacje te zdementowała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz wskazując, że na razie dopuszczone jest jedynie niedzielne zaopatrywanie w towar sklepów.
– Nie należy teraz myśleć o zawieszeniu zakaz handlu. Ze względu na zalecenia, aby Polacy zostali w domach na dobrowolnej kwarantannie, popyt i tak jest mniejszy. Kiedy sytuacja epidemiczna się poprawi, trzeba będzie mocniej stymulować gospodarkę i wtedy czasowo zakaz handlu powinien zostać zlikwidowany – mówi informator z kręgów rządowych.
Inny rozmówca DGP przyznaje, że oficjalnej decyzji jeszcze nie ma. – Okresowe odejście od zakazu handlu, np. do końca roku, jest poważnie brane pod uwagę i pewnie do tego prędzej czy później dojdzie – podkreśla.
– Nie chcemy odwieszania zakazu handlu teraz, gdy trwa epidemia. To niewskazane, bo sieci cierpią na braki kadrowe. Naszym celem jest, by do tego doszło po jej ustaniu, na przykład od 1 lipca. Postulujemy zupełne zniesienie zakazu albo powrót do pierwotnej propozycji: sklepy otwarte we wszystkie niedziele, ale z gwarancją dwóch wolnych w miesiącu dla pracowników – mówi Juszkiewicz.
Sieci przyznają, że możliwość zatowarowania sklepów w niedzielę była krokiem w dobrą stronę, bo pozwoliła na uzupełnienie braków, na co nie było czasu w tygodniu.
– Widzimy unormowanie sytuacji, jeśli chodzi o zapotrzebowanie klientów na produkty z długim terminem ważności. Obecnie naszym nadrzędnym celem jest zapewnienie dostępności towarów – mówi Agata Biernacka, kierownik działu komunikacji i PR w spółce Aldi.
Podobne opinie słychać od innych sieci. – Skupiamy się na płynnej i bezpiecznej obsłudze klientów. Temat zakazu handlu pozostaje istotną kwestią na przyszłość, ale dziś nie jest priorytetem – mówi Patrycja Sienkiewicz-Nowak, dyrektor handlowy E.Leclerc.
Odwieszenie zaopatrzenia w niedzielę było proste. Na taki krok pozwala ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę, święta oraz niektóre inne dni. Ale przywrócenie sprzedaży wymagałoby już nowelizacji przepisów. Zielone światło musiałoby dać Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
MRPiPS w odpowiedzi DGP na pytanie, czy rozważa liberalizację przepisów, odpowiedziało, że na bieżąco monitoruje na sytuację. – Na razie, w okresie trwania epidemii, nie przewidujemy odwieszenia zakazu. To nie wchodzi w grę, stwarzałoby dodatkowe zagrożenie dla pracowników. Możemy wrócić do rozmów, gdy sytuacja wróci do normy i kiedy poznamy faktyczny wpływ koronawirusa na polski handel. Wówczas będziemy zastanawiali się na tym, jakie rozwiązania będą najbardziej korzystne do tego, by ożywić sprzedaż – tłumaczy Stanisław Szwed, wiceminister w resorcie rodziny i pracy.

Klienci się przyzwyczaili

Zniesienia zakazu ani teraz, ani w przyszłości nie chcą pracownicy.
– Nie wyobrażam sobie powrotu do handlowych niedziel. Oznaczałoby to znowu niewidywanie się z rodziną, brak wspólnych obiadów, wyjść do parku czy kina. Nie wierzę też w powodzenie rozwiązania „dwie niedziele wolne dla pracownika”. Wszystko wskazuje na to, że po zakończeniu epidemii problem deficytu rąk do pracy pogłębi się. Wśród moich znajomych wielu chce odejść z branży. Ułożenie grafików, w sytuacji gdy zatrudnienie jeszcze spadnie, będzie niemożliwe – uważa kasjerka jednej z dużych sieci handlowych.
Alfred Bujara, przewodniczący handlowej Solidarności dodaje, że związki zawodowe będą walczyć wraz z pracownikami o pozostawienie wolnych niedziel w handlu.
– Nie ma naszego przyzwolenia na zmianę regulacji. Byłoby to kosztem pracowników, którym również należy się możliwość spędzenia weekendu z rodziną – zaznacza Bujara. Dodaje, że nie ma żadnych wiarygodnych danych potwierdzających, że Polacy zaczną nagle kupować więcej tylko dlatego, że wróci sprzedaż w ostatni dzień tygodnia. Klienci przyzwyczaili się już, że mogą robić zakupy od poniedziałku do soboty i w wybrane niedziele. Efektem tego jest większy ruch w placówkach w dni poprzedzające dzień wolny. – Przez okres obowiązywania ustawy sprzedaż nie spadła, nie ma więc uzasadnienia przywracania handlu w niedziele – podkreśla Bujara.
Przeciwko wolnej niedzieli oponują też związki zawodowe działające w poszczególnych sieciach. – Taka jest wola pracowników, a naszą rolą jest walka o ich prawa. Dlatego zrobimy wszystko, by przekonać rząd do tego, by utrzymał zakazu handlu w mocy – podkreśla Piotr Adamczak z NSZZ „Solidarność” w Biedronce.
DGP