Euro w Polsce? Redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita” Bogusław Chrabota i szef działu ekonomicznego Krzysztof Adam Kowalczyk nawołują do przyjęcia unijnej waluty, tej czerwonej płachty dla eurosceptycznego byka. Ale to jeszcze nic.
Nawołują, aby poważnie i merytorycznie dyskutowali o tym zagadnieniu politycy. No, akurat ten postulat przypomina anegdotę, której autorstwo przypisywano Jackowi Kuroniowi: „Są dwie drogi upadku komunizmu. Pierwsza, racjonalna – przyjdzie z nieba archanioł i ognistym mieczem wypędzi komunistów, wśród wichrów i ryku trąb. A druga? Cud. Komuniści sobie po prostu pójdą”.
Donald Tusk, w początkach premierostwa, chlapnął coś o szybkim (podał nawet datę) przyjęciu euro. Już nigdy nie dowiemy się, czy mówił serio. W każdym razie powiedział tak na fali podwójnej koniunktury, gospodarczej i emocjonalnej – Unia była wówczas bardzo pewna siebie. Niedługo potem przyszła dekoniunktura. To, że nad Wisłą przeszliśmy przez krach w miarę suchą nogą, zawdzięczamy złotemu. Dziś mamy, jak czytamy w prasie wartościowej, początki schłodzenia gospodarki. I choć euro nie zostałoby wprowadzone zbyt szybko, a więc kolejne spowolnienie i tak zdążylibyśmy „przejechać” na starej walucie, to proponowanie dziś przejścia na unijny pieniądz kładzie ten pomysł na kolejną dekadę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.