W ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku nasz eksport wyniósł 57 mld euro. Był o 2,2 proc. wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – podał GUS. To dobra wiadomość, biorąc pod uwagę hamujący wzrost gospodarczy. Tyle że eksportowy sukces udało nam się osiągnąć właściwie wyłącznie dzięki krajom rozwijającym się. Wysłaliśmy do nich towary za kwotę o ponad 16 proc. wyższą (4,5 mld euro) niż w ciągu pięciu miesięcy zeszłego roku. Dzięki temu udział tej grupy w naszym eksporcie wzrósł z 6,9 proc. do 7,9 proc. Jeśli spojrzymy tylko na Europę Centralną i Wschodnią, to wzrost jest jeszcze wyższy – 20 proc., przy czym z Rosją np. o 27 proc., a z Ukrainą o 24 proc.

Coraz więcej firm szuka partnerów, a przez nich rynków zbytu właśnie w naszym regionie. Na strefę euro już nie możemy liczyć. – Nawet stosunkowo słaby złoty nie jest w stanie zneutralizować spadku popytu – mówi Piotr Piękoś, ekonomista Pekao SA.

W efekcie eksport do krajów strefy spadł w porównaniu z zeszłym rokiem o 1,8 proc. – do 30,2 mld zł. Nadal kraje rozwinięte to nasz główny rynek zbytu. Wysyłamy tam 53 proc. towarów, ale przed rokiem 55 proc. Coraz gorzej handluje nam się z Francuzami i Włochami. Eksport do Niemiec, naszego głównego partnera, przestał rosnąć. – A to dopiero początek. Sądzę, że w najbliższych miesiącach będziemy mieli przejściowo do czynienia z ujemną dynamiką eksportu. To efekt spowolnienia w strefie euro – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista grupy Nordea w Polsce.

Eksperci są zdania, że nawet obniżka stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny może nie wpłynąć na pobudzenie gospodarek strefy euro. – Takie działania szybko przekładają się na wzrost akcji kredytowej w normalnej sytuacji. Jednak teraz, gdy banki obawiają się finansowania klientów, ten mechanizm może nie zadziałać – uważa Piotr Piękoś.

Co ciekawe, ratunek może nadejść z Azji. Oprócz EBC stopy procentowe w ostatnim czasie obniżyły także banki centralne Korei i Chin. Nie ukrywały, że chcą pobudzić hamujący wzrost gospodarczy. Azja, a szczególnie Chiny, to jeden z głównych partnerów Niemiec.

– I to jest bardzo dobra wiadomość dla eksporterów produkujących dla firm niemieckich. Może wyhamować nasz spadek eksportu przynajmniej do tego kraju – twierdzi Piotr Bujak.

Do odmiany nasz import z krajów strefy euro mógłby pobudzić tylko mocniejszy złoty (ale wpłynąłby bardzo negatywnie na eksport). Choć w ciągu pięciu miesięcy tego roku sprowadziliśmy towary za tę samą kwotę co w ubiegłym – 62 mld euro – to jest to zasługa większych zakupów w naszym regionie Europy – wzrost wyniósł 25,9 proc. W tym czasie z Eurolandu przywieźliśmy o 4,3 proc. mniej. Z czego wniosek, że polskie gospodarstwa także zaciskają pasa i szukają tańszych produktów.