Obecnie co piąty używany samochód sprowadzany z zagranicy to właśnie VW. Ze statystyk Centralnej Ewidencji Pojazdów wynika, że tylko w tym roku wjechało do naszego kraju 45 tys. aut tej marki.

Jan Krynicki, rzecznik prasowy Iberia Motor Company, szacuje, że chodzi nawet o pół miliona samochodów. Twierdzi, że program ma być dla właścicieli alternatywą wobec korzystania z nieautoryzowanych warsztatów. – Zminimalizuje ryzyko finansowe napraw – mówi Krynicki. W zamian za roczną opłatę przejmie je na siebie Iberia.

Ubezpieczenie będzie tym tańsze, im samochód młodszy i mniejsza pojemność silnika. Za auto młodsze niż 3-letnie o pojemności silnika poniżej 1,4 l roczna opłata wyniesie 499 zł. Ale już w przypadku tego samego auta starszego o dwa lata koszt wzrośnie do 649 zł, a gdy wiek auta przekroczy siedem lat, opłata podskoczy do 749 zł. Najdroższe będzie ubezpieczenie samochodów o pojemności powyżej 2 l oraz terenówek – cena przekroczy 1 tys. zł.

Andrzej Halarewicz, szef polskiego oddziału JATO Dynamics, firmy, która monitoruje światowy rynek motoryzacyjny, uważa, że program Iberia Motor Company to przede wszystkim próba aktywizacji dilerów Seata na rynku wtórnym. – Importer chce im zwrócić uwagę, że to nie tylko dobry zarobek, lecz także kanał ściągający potencjalnych kupców nowych aut – mówi. Halarewicz przypomina, że Iberia nie odkrywa niczego nowego. Kilka lat temu pionierem gwarancji na używane auta był Fiat. Za nim poszli inni. Tyle że programy nie przekonały wielu kierowców. Starsze auta są zwykle naprawiane w tańszych warsztatach spoza firmowej sieci. Klientów odstraszają też najeżone kruczkami umowy, które ograniczają zakres i koszty napraw.

Jan Krynicki zapewnia, że Iberia nie popełni tego błędu: wartość napraw w trakcie trwania programu stanowi równowartość samochodu określoną na dzień podpisania umowy. Naprawić zaś będzie można wszystkie części, które serwis obejmie programem po wstępnym badaniu.