Rynek zweryfikował oczekiwania wobec banków notowanych na GPW. Jeszcze na przełomie roku analitycy zapewniali, że na ich papierach będzie można w tym roku zarobić najwięcej. Rzeczywiście, w drugiej połowie 2010 r. zyskiwały one tyle samo co WIG 20, czyli blisko 20 proc. Ale w pierwszych miesiącach 2011 r. banki straciły impet. Od początku stycznia do 1 czerwca WIG20 wzrósł o 5,7 proc., a indeks skupiający największe banki, czyli WIGBanki, tylko o 2,7 proc.

Biura maklerskie coraz rzadziej wskazują na banki jako na spółki, które warto kupować. Wyjątkiem jest PKO BP, którego relacja ceny akcji do wartości księgowej jest wciąż atrakcyjna. W ostatnich tygodniach najczęściej analitycy zmieniali rekomendacje „kupuj” na „trzymaj” w przypadku Getin Noble Banku i Banku Millennium, w mniejszym stopniu również BRE Banku.

– Ich kurs wzrósł na tyle, że zbliżył się do ceny, jaką wyznaczyliśmy jako docelową. Dlatego uważamy, że akcje Getinu i BRE Banku na razie nie będą wiele zyskiwać – mówi Marek Juraś z UniCredit CAIB. W swoim raporcie nie rekomenduje zakupu żadnego z polskich banków. – Do końca roku akcje spółek tego sektora powinny zyskać przeciętnie tylko 5 – 10 proc. – mówi Juraś.

Zdaniem analityków spadek zainteresowania akcjami banków to efekt wielu czynników, których nie przewidywano pół roku temu. Rozczarowały wyniki za I kwartał. Po ich publikacji eksperci obniżyli prognozy zysku netto całego sektora w 2011 r. z 14 – 15 mld zł o ok. 0,7 mld zł.

– Jednak spadek wyników zrekompensuje sprzedaż Open Finance. W prognozach nikt nie uwzględniał, jaki zysk z tego będzie miał Getin – mówi Juraś. Kwota, którą Getin uzyskał ze sprzedaży Opena w kwietniu (ponad 600 mln zł), to aż 5 proc. tego, co zarobiły wszystkie banki w 2010 r. Zostanie ona dopisana do zysku netto spółki w II kwartale.

Bankom nie pomaga też RPP. – Wszyscy spodziewali się podwyżek, ale nie aż tylu – mówi Krzysztof Stępień z Opera TFI. Jego zdaniem już niedługo banki będą musiały płacić więcej za depozyty, a to spowoduje słabszy, niż się spodziewano, wynik z tytułu odsetek.

– Inwestorzy z niepokojem patrzą na rosnący kurs franka – dodaje Stępień. Na razie nie zapowiada się, by klienci nagle przestali spłacać raty hipotek. Ale jeśli wysoki kurs utrzyma się dłużej, mogą pojawić się problemy; jeśli tak się stanie, banki znów będą musiały zawiązywać wyższe rezerwy na złe kredyty.