Autopromocja

Petru: Niepewność na rynku byka

Ryszard Petru
Ryszard PetruDGP
10 maja 2011

Od mniej więcej dwóch lat stale rosną ceny akcji. Nikt jednak nie jest skłonny nazwać tego wzrostu hossą. Jest to bez wątpienia odreagowanie po zbyt głębokich spadkach w okresie kryzysu. Wzrost cen akcji jest też reakcją na ożywienie globalne – pomimo różnego rodzaju obaw gospodarka światowa nieźle się rozwija. Ale hossa to nie jest. Za dużo jest niepewności, zbyt dużo nierozwiązanych problemów, zbyt wiele napięć i nierównowag na świecie.

Przyczynkiem do napisania tego felietonu był ostatni bardzo głęboki spadek cen ropy. Za spadkiem tym podążyły również inne surowce. Dużo o tym w ostatnich dniach pisano, skupię się więc na pozostałych wątkach. Przede wszystkim na tym, na ile bańka została przebita, i co to znaczy dla dalszych perspektyw zarówno rynku akcji, jak i surowców. Pytanie, jak wiadomo, nie należy do najłatwiejszych.

Nierównowaga na rynku finansowym jest efektem kilku czynników. Po pierwsze nierównego tempa rozwoju gospodarczego, bardzo szybkiego w krajach azjatyckich, dość szybkiego w innych krajach rozwijających się, powolnego w większości krajów rozwiniętych, oraz ujemnego w krajach tzw. unijnych peryferii. To zróżnicowanie wzrostu ma swoje konsekwencje dla globalnych nierównowag, szybko rozwijające się kraje azjatyckie generują inflację, która jest eksportowana na cały świat, w tym również do krajów wolno rozwijających się. Kraje szybko rozwijające się, w tym przede wszystkim Chiny, są więc zmuszone prowadzić coraz ostrzejszą politykę monetarną zarówno poprzez wzrost stóp procentowych, jak i umacnianie własnej waluty. Podobną politykę stosuje Polska, gdzie mamy do czynienia zarówno z podwyżkami stóp procentowych, jak i interwencjami na rynku walutowym w celu umocnienia złotego. Kolejnym sprawcą nierównowag jest luźna polityka pieniężna prowadzona przez główne banki centralne świata. Co prawda EBC rozpoczął już cykl podwyższania stóp procentowych, ale wciąż są one na rekordowo niskim poziomie i szanse na ich normalizację, jak to określił ostatnio nowy szef Bundesbanku, w najbliższym czasie są znikome. Czekają nas prawdopodobnie jedna lub dwie podwyżki stóp i na tym na razie koniec. Fed co prawda zapowiedział zakończenie drukowania pieniędzy, wciąż jednak nadmiar gotówki krąży w światowej gospodarce i musi być gdzieś inwestowany. Nie bez znaczenia jest też ogromny deficyt budżetowy Ameryki, co również oznacza dodatkowy pieniądz. I na razie, co najmniej do końca tego roku, nic nie zapowiada, aby do jakiegoś poważniejszego zacieśnienia, czy to monetarnego, czy to fiskalnego, miało dojść. Na rok przed wyborami Barack Obama będzie raczej skłonny pobudzać gospodarkę, a nie ją chłodzić. Co prawda to pobudzanie również odbija się czkawką w Ameryce, gdzie wzrost cen benzyny ogranicza możliwości zakupowe Amerykanów. Wiele wskazuje jednak na to, że obecna luźna polityka fiskalna i monetarna będzie kontynuowana.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.