Oczekiwania inflacyjne rosną, ludzie spodziewają się też drożyzny. A tak nie musi być.
Sklepowe półki zapełniły się, ludzie wreszcie mogą kupić jedzenie, a nawet zaczęli mieć jakieś oszczędności. Ceny są już mniej więcej stałe, kilkuprocentowa deflacja przeplata się z kilkuprocentową inflacją.
Tak mniej więcej wygląda rzeczywistość kraju, który jeszcze niedawno był przywoływany jako światowe kuriozum ze względu na inflację – Zimbabwe. W czerwcu 2008 roku inflacja skoczyła tam do 11 milionów procent z 2,2 miliona w maju. Rekordowy poziom osiągnęła parę miesięcy później – 231 milionów procent. Dla porównania w szczytowym okresie inflacji w Polsce nieco ponad 20 lat temu dobiliśmy do 1395-procentowego wzrostu cen.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.