35,4 mld zł z 470 mld zł kredytów zaciągniętych przez klientów indywidualnych nie jest spłacanych w terminie (dane za styczeń). To o niemal 1,4 mld zł więcej niż w grudniu 2010 r. W efekcie odsetek złych kredytów zwiększył się o 0,2 pkt proc. – do 7,5 proc. – wynika z analizy OpenFinance.pl.

Najszybciej psują się kredyty konsumpcyjne. Dlatego też banki udzielają ich coraz mniej chętnie. – W styczniu zadłużenie z tytułu kredytów konsumpcyjnych stopniało w porównaniu z grudniem o 1,2 mld zł – do 132,8 mld zł, w tym czasie kwota nieoddanych na czas pieniędzy wyniosła 1,1 mld zł, rosnąc w sumie do 24,4 mld zł – wylicza Halina Kochalska, analityk Open Finance.

W efekcie na koniec stycznia odsetek niespłacanych kredytów konsumpcyjnych wyniósł 18,3 proc. i był wyższy o 4,5 pkt proc. niż przed rokiem. – Brakuje nam rozumu w podejmowaniu decyzji finansowych. Chcemy mieć wszystko naraz – wycieczkę zagraniczną, duży telewizor, najnowszy model telefonu. Wszystko kupujemy na kredyt. Nie potrafimy policzyć, że suma małych rat daje dużą miesięczną kwotę – tłumaczy Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor.

Po części za wzrost niespłacanego zadłużenia odpowiadają też instytucje finansowe, które pomimo rosnącego bezrobocia i słabnącego tempa wzrostu wynagrodzeń w ubiegłym roku nadal aktywnie oferowały kredyty konsumpcyjne. Wśród nich najsłabiej spłacane są pożyczki gotówkowe i debety na kontach – wzrost złych długów wyniósł przez rok 6,5 pkt proc. i osiągnął poziom 20,5 proc. To oznacza, że na każde 100 zł kredytu do banku nie wraca 20,50 zł.

Na drugim miejscu jest zadłużenie w kartach kredytowych. Polacy nie spłacają 18,80 zł z każdych zaciągniętych stu złotych. – Termin i wysokość spłat tych kredytów klienci ustalają sobie sami. Dlatego częściej niż w przypadku kredytów ratalnych czy hipotecznych zapominają o płatności, albo po prostu liczą, że bank nie zauważy braku jednej raty – uważa Hildebrand. W dodatku kredyt na koncie czy karcie często traktowany jest jak portmonetka bez dna. Klienci sięgają do niej, gdy brakuje im na spłatę innych rat, nakręcając spiralę swojego zadłużenia.

Banki zdecydowanie skuteczniej ściągają kredyty ratalne, przede wszystkim samochodowe. To dlatego, że rata musi wpłynąć konkretnego dnia i często jest potrącana z konta. Jeśli nie ma wpływu, bank e-mailem, telefonem, SMS-em, listem przypomina o niej dłużnikowi. Odsetek niespłacanych kredytów samochodowych wynosił w styczniu 12,9 proc. i był wyższy niż przed rokiem o 2,3 pkt proc. Pozostałych ratalnych – na sprzęt RTV/AGD oraz meble zwiększył się w tym czasie o niespełna 2 pkt proc. – do 16,1 proc. – Samochód, nowy telewizor to u nas ciągle dobro świadczące o powodzeniu właściciela. Jego utrata to wstyd. Dlatego rzetelniej oddawane są kredyty z zabezpieczeniem, finansujące konkretny cel – wyjaśnia Kochalska.

A ponieważ dla Polaka najwyższym dobrem jest mieszkanie, dlatego najwolniej psują się kredyty hipoteczne. Odsetek niespłacanych wynosi tylko 2 proc., choć także przez rok wzrósł – o 0,5 pkt proc.