Woblink to pierwszy polski e-sklep z książkami na iPada. Należy do Znaku i Wydawnictwa Otwartego. Za jego pośrednictwem właściciele tabletów Apple’a mogą kupować i czytać książki. Teraz taką samą możliwość dostaną właściciele komórek i tabletów konkurencyjnych dla koncernu Apple.

– W ciągu dwóch tygodni oferta książek licząca 300 tytułów wzrośnie dziesięciokrotnie. Planujemy też wprowadzenie Woblinku na kolejne urządzenia – zapowiada Paweł Polański odpowiedzialny w Woblinku za kontakty z klientami biznesowymi.

Książki w telefonie

Woblink już testuje wersję, która pozwoli kupować i czytać książki użytkownikom telefonów i tabletów działających na systemie operacyjnym Android, stworzonym przez koncern Google. Powstaje też wersja dla użytkowników tradycyjnych komputerów oraz dla właścicieli e-czytników, takich jak Sony Reader, Oyo czy Nook. Oprócz książek w sklepie w najbliższych tygodniach poszerzy się też oferta komiksów.

By ułatwić podpisywanie umów z wydawcami, aplikacja zostanie też wydzielona ze struktur Wydawnictwa Otwartego i stanie się osobną spółką.

Odkąd Woblink pojawił się w AppStorze w listopadzie ub. roku, na swoich iPadach aplikację zainstalowało ponad 20 tys. osób. Sprzedano około 3 tys. książek. Na starcie swoje tytuły wprowadziło do oferty dziewięciu wydawców. Dziś jest ich już 20, a wśród nich takie firmy, jak: Albatros, Czarna Owca, Muza, Świat Książki, W.A.B czy Zysk i S-ka.

Twórcy Woblinku podkreślają, że w stosunku do tradycyjnego rynku książki 3 tys. sprzedanych egzemplarzy to niewiele. Ale jak na będący dopiero we wczesnej fazie rozwoju polski rynek to niezły wynik.

Wśród barier, które wciąż hamują rozwój rynku, są m.in. ceny książek, w wielu przypadkach nieodbiegające znacząco od wydań papierowych. Wydawcy nie chcą ich zdecydowanie obniżyć, bo cyfrowy rynek traktują wciąż eksperymentalnie.

– Trzeba pamiętać też o tym, że książka cyfrowa jest obłożona wyższym, 23-proc. VAT – dodaje Mateusz Tobiczyk, szef projektu Woblink.

Podkreśla, że wydawcy w Woblinku sprzedają część książek nawet 30 – 40 proc. taniej niż w wersji papierowej.

Nie tylko tekst

By przekonać czytelnika, że warto sięgnąć po cyfrową książkę, Woblink chce oferować coś więcej niż sam tekst. – Taka forma nie odpowiada na potrzeby odbiorców i nie wykorzystuje zalet tabletów – mówi Tobiczyk.

Woblink już oferuje książkę Tomasza Michniewicza „Samsara”, zapis podróży do Azji, w której można też obejrzeć zdjęcia, mapy i filmy nagrane przez autora oraz posłuchać dźwięków z wyprawy. – W takim kierunku będzie się rozwijał rynek cyfrowych książek – dodaje Tobiczyk.

Robi się to już w USA. Evan Ratliff i Nicholas Thompson stworzyli aplikację The Atavist, za pomocą której sprzedają opowieści reporterskie rozbudowane o zdjęcia, multimedia, grafiki, mapy. – Sprzedaż liczona jest już w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy – mówi „DGP” Evan Ratliff.

Tobiczyk i Polański uważają, że dynamiczny rozwój rynku w Polsce jest w zasięgu wzroku. – Wydawcy coraz odważniej eksperymentują. W Stanach Zjednoczonych ten rynek już pędzi – podkreślają.

Według firmy Futuresource Consulting globalny rynek e-booków wzrósł w ubiegłym roku o 200 proc., a wydawcy sprzedali 90 mln cyfrowych książek. – To daje rynek wart 900 mln dol., z czego 80 proc. przypada na USA – dodaje Fiona Hoy, analityk Futuresource Consulting.

Twórcy Woblinka liczą na to, że rynek przyspieszy dzięki większej liczbie tabletów. GfK Polonia szacuje, że w tym roku klienci kupią w Polsce nawet 100 tys. dotykowych komputerów.