Pierwsze dwa miesiące tego roku nie były dobre dla giełdowych graczy. Indeks największych spółek WIG20 po wzrostach na początku stycznia tylko spadał i spadał, by luty zakończyć na poziomach zbliżonych do tych z końca ubiegłego roku.

Tymczasem większość giełd na zachodzie Europy, w USA, a nawet w naszym regionie urosła w tym czasie o 3 – 7 proc. – Te wzrosty, zwłaszcza w USA, są, moim zdaniem, spowodowane przeświadczeniem inwestorów, że drożejąca ropa nie będzie miała na tamtejszą gospodarkę dużego wpływu – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Do niedawna jednak nasza giełda nie reagowała na wzrosty notowane na innych rynkach. – Słabe zachowanie naszego rynku akcji było spowodowane czynnikami wewnętrznymi. Giełdzie nie sprzyjało zamieszanie wokół OFE, rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych czy słabsze dane makro o inflacji i sprzedaży detalicznej – uważa Wojciech Zych, zarządzający funduszami w Quercus TFI.

Miniony tydzień był więc swojego rodzaju odreagowaniem, a po korekcie sprzed dwóch tygodni, gdy indeks blue chipów spadł do poziomu ok. 2600 pkt, nie ma już śladu. – Z impetem przebiliśmy 2700 punktów i doszliśmy do 2800 przy wysokich obrotach, co świadczy o tym, że byki mają się dobrze – mówi Paweł Cymcyk, analityk AZ Finanse.

Skończywszy tydzień w dobrych nastrojach, inwestorzy zadają sobie pytanie: co będzie dalej. Wśród analityków przeważa opinia, że ceny akcji powinny nadal rosnąć. – Według mnie kolejne wzrosty indeksów nawet o kilkanaście procent nikogo nie powinny dziwić – optymistycznie prognozuje Paweł Cymcyk. Podkreśla jednak, że ważna będzie dzisiejsza sesja. Jeżeli uda się wybić powyżej 2800 punktów na WIG20, następnym punktem oporu będzie poziom 2850, a później już 3000 pkt.

Nad takim pozytywnym scenariuszem wiszą jednak pewne zagrożenia. – WIG20 dotarł do ważnego oporu ze stycznia w granicach 2800 pkt. Do jego wyraźnego przełamania potrzebne są nowe impulsy, zwłaszcza z kraju. Tymczasem wskaźnik PMI dla Polski w lutym spadł, a prezes NBP przyznał, że obawia się, że konieczne działania rządu w sferze fiskalnej mogą spowolnić wzrost gospodarczy w latach 2012 – 2013 – przestrzega przed nadmiernym optymizmem Marek Rogalski. Do tego dochodzą obawy o rozwój sytuacji w Afryce i na Bliskim Wschodzie. – Jednak jeżeli tam sytuacja się uspokoi, a ceny ropy i innych surowców zaczną spadać, powinniśmy zyskać pole do dalszych wzrostów. Scenariusz taki wydaje się najbardziej prawdopodobny – mówi Wojciech Zych.