Gdyby patrzeć tylko na statystyki, wydawałoby się, że dla światowej gospodarki ten rok był świetny.
Na przekór zagrożeniu rozpadem strefy euro, przygnieceniem państw długami i cięciom wydatków światowa gospodarka kręci się na coraz wyższych obrotach. Mijający rok był dla niej zadziwiająco dobry z globalnym wzrostem PKB na poziomie 5 proc., podczas gdy w 2009 roku skurczyła się się o 2,2 proc. Pędzimy jednak po kruchym lodzie, który w każdej chwili może pęknąć.
Na razie liczby oszałamiają. I nie chodzi tylko o Chiny czy Indie, które przyzwyczaiły nas do wzrostu rzędu 10 proc. w skali roku. Niemcy notują najwyższe tempo rozwoju od czasów zjednoczenia, a stateczna Szwecja okazała się tygrysem, dodając w tym roku do swego PKB ponad 6 proc. Nie było drugiego dna recesji, Chiny nie zaliczyły twardego lądowania, żaden kraj nie zbankrutował. Analitycy, jeden po drugim, podnoszą prognozy. Nawet osławiony pesymista profesor Nouriel Roubini, zwany Mr Zagłada, trochę jakby ucichł, rzadziej występuje w mediach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.