GPW zwróciła uwagę swoich rywali, którzy najchętniej oskubaliby ją ze spółek i wyssali dużą część obrotów. Największym zagrożeniem nie są jednak inne giełdy, lecz alternatywne platformy obrotu
Mówi się, że giełda to zbiorowe przewidywanie przyszłości. Skoro tak, to posiadacze akcji GPW mocno wierzą w jej szybki rozwój, wysokie zyski i obfite dywidendy. Niestety, warszawska giełda może się stać ofiarą własnego sukcesu. Przede wszystkim dlatego, że zwróciła uwagę rywali, którzy najchętniej oskubaliby ją ze spółek i wyssali dużą część obrotu. Największym zagrożeniem nie są jednak inne giełdy, z którymi od lat rywalizujemy, jak Wiedeń, ale podbijające Europę tzw. alternatywne platformy obrotu.
Na razie trudno dziwić się triumfalizmowi. Sukces oferty zadziwił nawet starych analityków. GPW nie tylko dała zarobić na dzień dobry 18 proc., to jeszcze jej notowania wciąż utrzymują się na poziomie o 10 proc. wyższym niż w chwili debiutu. W dodatku tylko nieliczni inwestorzy pozbyli się akcji, korzystając z ich wysokiej ceny. Zyskali wszyscy, i inwestorzy, i domy maklerskie, i politycy, którzy nie omieszkali nieco ogrzać się przy tym ognisku. Kiedy jednak prezes giełdy Ludwik Sobolewski zapowiada, że po debiucie będzie się rozwijała jeszcze szybciej, a wokół słychać deklaracje, że może nawet wejdziemy do pierwszej piątki parkietów w Europie, zapala się czerwona lampka. Rozwój sytuacji nie musi być bowiem taki korzystny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.