Na rozwój wydarzeń czekają niemieckie koncerny gazowe. Jeśli bowiem Rosja zgodzi się na żądane przez Komisję Europejską zmiany w umowie, polski rynek gazu ziemnego niemal z dnia na dzień stanie dla nich otworem.

– A na to czekają europejscy giganci: E.On Ruhrgas, VNG, RWE oraz Wintershall – twierdzi Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert.

KE liberalizuje

Eksperci z kręgów rządowych, z którymi rozmawialiśmy, sugerują wręcz, że Bruksela przy okazji renegocjowania polsko-rosyjskiej umowy KE próbuje ugrać dostęp do naszego rynku dla innych operatorów niż Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. – Działania komisji, która dąży do liberalizacji naszego rynku, jeśli nie są efektem lobbingu zachodnioeuropejskich koncernów, to na pewno są im na rękę – tłumaczy nasz informator.

Podobnie uważa Andrzej Szczęśniak. – Unijną polityką energetyczną kierują Niemcy, którzy od dawna dobijają się o wejście do Polski – podkreśla.

Dziś firmy te nie mają jednak szansy konkurować z PGNiG, które ma w naszym kraju wyłączność na odbiór surowca dostarczanego przez Gazprom gazociągiem jamalskim.

Gdy w polsko-rosyjskim kontrakcie uwzględnione zostaną zastrzeżenia KE, dostęp do gazociągu jamalskiego, którym dziś wyłącznie Gazprom tłoczy gaz dla Europy Zachodniej, uzyskałyby również inne firmy. Mogłyby one kupować surowiec w Rosji po cenach atrakcyjniejszych niż PGNiG, jamalską rurą dostarczać go do Polski i dalej bezpośrednio do odbiorców. Monopol PGNiG zostałby gwałtownie złamany.

Gdyby teraz udało się zmienić polsko-rosyjskie porozumienie gazowe po myśli KE, nowi dystrybutorzy mogliby pojawić się w Polsce nawet w ciągu 2 – 3 lat. Na demonopolizacji zyskaliby zapewne klienci.

Niebezpieczna konkurencja

Ale analitycy ostrzegają, że na tak szybkie zmiany polski rynek nie jest gotowy. Ich zdaniem potrzebny jest okres przejściowy. Według Andrzej Szczęśniaka szybkie pojawienie się konkurencji to poważne zagrożenie dla krajowego monopolisty.

– Niekontrolowana demonopolizacja zazwyczaj źle się kończy. PGNiG nie jest przygotowane na tak gwałtowne zmiany – przyznaje Andrzej Szczęśniak.

Jak dodaje, spółka obarczana jest wysokimi kosztami dywersyfikacji i dofinansowuje import rosyjskiego surowca gazem z krajowego wydobycia, trudno byłoby zatem jej rywalizować z zagranicznymi koncernami.

Ruszają renegocjacje

Doprowadzenie do żądanych przez KE zmian w zapisach porozumienia nie będzie proste, bo nie są one na rękę Moskwie. Kreml nie chce oddać kontroli nad gazociągiem tranzytowym. Polscy negocjatorzy poprosili więc o wsparcie Unię Europejską. Moskwie trudniej będzie bowiem odmówić Brukseli. Analitycy twierdzą, że Rosja, w zamian za zgodę na zmiany, będzie chciała uzyskać od nas coś w zamian.

– Nie liczmy, że na zmianach zyskamy więcej niż Moskwa. Nasza pozycja negocjacyjna bardzo osłabła. Mamy nóż na gardle i jeśli nie podpiszemy nowego kontraktu w ciągu kilku tygodni, w Polsce po prostu będzie brakować gazu – tłumaczy Andrzej Szczęśniak.