Większość analityków spodziewa się w przyszłym roku wzrostu cen nieruchomości, jednak – ich zdaniem – rynek bardzo powoli będzie wychodził z zapaści. Nie mają też wątpliwości, że w 2010 roku do sprzedaży trafi znacznie mniej nowych mieszkań niż w tym roku. O ile w tym roku deweloperzy oddadzą do użytku ok. 160 tys. lokali, to z powodu mniejszej liczby rozpoczętych inwestycji przyszły rok na pewno będzie oznaczał spadek liczby nowych mieszkań nawet o kilkadziesiąt procent.

– Jak popatrzymy na dane GUS-u o sytuacji w budownictwie, to wyraźnie widać, że mniej rozpoczęto budów i mniej wydano pozwoleń – prognozuje prof. Witold Werner z Instytutu Rozwoju Miast.

Kurczą się zapasy deweloperów

Według niego mniejsza podaż lokali spowoduje, że ceny nieruchomości nie będą już spadać, a niewykluczony jest ich wzrost o 3–5 proc. w skali całego roku. Zdaniem większości analityków, wzrosty cen nieruchomości rzeczywiście są możliwe, ale będą one miały miejsce dopiero w drugiej połowie roku.

– Od wiosny ceny nieruchomości zaczną iść w górę i te wzrosty, w zależności od regionu, wyniosą od 5 do 30 proc. – uważa Zbigniew Bachman, prezes Fundacji Wszechnicy Budowlanej.

– Kończą nam się mieszkania do sprzedaży i dlatego ceny nie będą już spadały. Na pewno nie będzie też niższych cen materiałów budowlanych i robocizny. Jeśli ceny wykonawstwa wzrosną o ok. 10 proc., to o tyle samo mogą zdrożeć mieszkania, ale dopiero w drugiej połowie 2010 r. – mówi Jacek Kaliszuk z Polnordu.

Rozpoczęte w tym roku nowe inwestycje mieszkaniowe zostaną zakończone najwcześniej w 2011 roku. Nie oznacza to automatycznie dużych braków na rynku.

– W sprzedaży jest spory nawis mieszkań budowanych od roku 2007 i dlatego wzrosty cen nie będą duże. Można się spodziewać spadku rabatów. Obecnie średni rabat, jaki można uzyskać u dewelopera, to 7 proc., a przed rokiem wynosił on 11 proc. W przyszłym roku te rabaty spadną do ok. 3 proc., więc mieszkania stanieją realnie o 4 proc. – uważa Robert Chojnacki, prezes redNet.

Braki mieszkań na rynku w przyszłym roku mogą dotyczyć przede wszystkim mieszkań mniejszych, do 50 mkw.

Będzie trochę łatwiej o kredyt

Eksperci są zgodni w jednym – klucz do trwałej poprawy sytuacji na rynku nieruchomości jest w posiadaniu banków, a bankowcy są optymistami.

– Nie ma jeszcze oficjalnych danych, ale sądzę, że w tym roku udzieliliśmy ok. 190 tys. nowych kredytów mieszkaniowych wartości 40–42 mld zł. W 2010 roku możemy udzielić kilkanaście tysięcy kredytów więcej, a wartość kredytów hipotecznych wzrośnie do 46–50 mld zł – prognozuje Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Nawet banki, które do tej pory nie udzielały kredytów hipotecznych, zamierzają w 2010 roku zarabiać na kredytach mieszkaniowych.

Pora na kredyty w euro

Analitycy spodziewają się, że w 2010 roku do łask wrócą kredyty walutowe, ale przede wszystkim pożyczki udzielane w euro.

– Najlepsze, promocyjne marże przy kredytach w euro dostępne w tej chwili w bankach to 2–2,5 proc. – mówi Karol Wilczko z Comperii.

Jeśli rzeczywiście dojdzie do spadku marż kredytowych, to pod koniec przyszłego roku do łask wrócą też kredyty konsolidacyjne. Osobom, które w tym roku wzięły pożyczkę przy wysokich marżach, będzie się opłacało przenieść kredyt do innego banku, gdzie uzyskają lepsze warunki.


Więcej informacji na: Ceny mieszkań nie będą niższe w 2010 roku.

di.com.pl