Zaostrzone normy ochrony środowiska, nad którymi pracuje UE, zmuszą Polskę do gwałtownego zmniejszenia posiadanych mocy produkcji energii już za siedem lat. To za mało czasu, aby zbudować nowe elektrownie. Nowe normy zostały we wtorek zaakceptowane przez Parlament Europejski w pierwszym czytaniu, co otwiera procedurę legislacyjną.

Parlament UE zamierza kilka obowiązujących dyrektyw unijnych, np. w sprawie zintegrowanego zapobiegania i ograniczania zanieczyszczeń (IPPC) i dużych źródeł spalania (LCP), zastąpić jedną. Prace są prowadzone pod hasłem upraszczania prawa i ograniczenia biurokracji, eksperci wskazują jednak na inne skutki.

- Zarazem zaostrzane są normy emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłu. Wejście w życie nowej dyrektywy od początku 2016 roku - takie są plany - mogłoby wymusić wyłączenie z eksploatacji źródeł o mocy do około 7 tys. MW - mówi Jerzy Janikowski, szef Biura Współpracy Międzynarodowej Tauron Polska Energia.

To aż 20 proc. wszystkich krajowych mocy energetycznych. Zdaniem specjalistów niewiele firm jest w stanie sprostać nowym normom.

- Niewątpliwie duża liczba elektrowni i elektrociepłowni nie będzie mogła spełnić nowych wymagań. Sprostanie im wymagałoby budowy w większości elektrowni i elektrociepłowni instalacji, których powstanie nie jest możliwe w ciągu najbliższych siedmiu lat, a myślę, że i dziesięć lat to za mało - ocenia dyrektor Jacek Piekacz z Vattenfall Heat land.

Zagrożenia ograniczeniami dostępnej mocy z powodu zaostrzeń proekologicznych są tym bardziej realne, że przepadły poprawki, które stwarzały możliwość wykorzystania starych elektrowni jako źródeł szczytowych.

- Te poprawki na razie przepadły. Odrzucono także z powodów regulaminowych absurdalne próby dodatkowego - poza systemem handlu pozwoleniami - ograniczenia emisji CO2. Proponowane limity mogłyby być spełnione tylko przy wykorzystaniu gazu jako paliwa bądź wybudowaniu kosztownych instalacji wychwytywania składowania CO2 - mówi Jerzy Janikowski.

Mocno zagrożone stają się małe ciepłownie i elektrociepłownie, dotychczas dosyć pobłażliwie traktowane.

- Nowa dyrektywa jednoznacznie określa, że źródłem emisji jest komin, a nie kocioł, a teraz Polska utrzymuje, że źródłem emisji jest kocioł. Wbrew pozorom to olbrzymia zmiana. Jak ktoś ma teraz pięć kotłów po 20 MW podłączonych do jednego komina, to każdy ma łagodne normy emisji. Po zmianach trzeba będzie je liczyć jak jeden kocioł 100 MW, a to oznacza istotne zaostrzenie norm - wyjaśnia Jacek Piekacz.