Idąc tym tropem największe szanse na przejęcie kontroli nad warszawskim parkietem miałaby giełda londyńska (Arabowie kontrolują ponad 35 proc. jej akcji) lub sojusz giełd skandynawskich i amerykańskiego rynku nowych technologii, czyli Nasdaq OMX (tutaj z kolei giełda w Dubaju ma 20-proc. udział). Osoby, związane z rynkiem przyznają, że ten scenariusz wydaje się prawdopodobny.

Za wyborem tych dwóch operatorów przemawiają też inne argumenty. Zdaniem byłego prezesa warszawskiej giełdy, Wiesława Rozłuckiego, w wyścigu o GPW liczą się tylko czterej gracze: London Stock Exchange i Nasdaq OMX oraz europejski Euronext i frankfurcka Deutsche Borse. Tę ostatnią skreśla Beata Stelmach, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Jej zdaniem ważne jest, aby nowy właściciel GPW gwarantował jej niezależność i dalszy rozwój.

- Dlatego nie widzę w tej roli ani giełdy frankfurckiej, ani wiedeńskiej, które w dużej mierze konkurują z Warszawą o tych samych inwestorów i o podobny kapitał - zauważa Stelmach.

Z kolei Jacek Socha, były minister skarbu, uważa, że los GPW nie jest jeszcze przesądzony.

- Wszystko rozstrzygnie się w ramach normalnego przetargu i wybrany zostanie najlepszy inwestor dla GPW - mówi.

Jego zdaniem najlepszym inwestorem będzie ten, dzięki któremu GPW zostanie wiodącym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej.

Sam resort skarbu przyznaje, że przy wyborze najważniejsze będzie, aby nowy właściciel nie zmarginalizował GPW.

- Zmiana formy prywatyzacji pozwoli też nam wybrać inwestora, który zapewni niezależność i dalszy rozwój GPW - wyjaśnia Michał Wewiór, rzecznik MSP.