W wielkiej „Iliadzie” jest niewielki fragment opowiadający o tym, jak król Agamemnon zachęca Greków do kontynuowania wojny z Troją, mówiąc, że rezygnacja z walki oznaczałaby zniesławienie pamięci poległych. Czytelnicy znający klasykę z całą pewnością pamiętają, jak wiele ta 10-letnia wojna Grecję i jej sojuszników kosztowała.
Tim Clapham, psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski / Dziennik Gazeta Prawna
Przypomniałem sobie właśnie ten fragment dzieła Homera, gdy czytałem słowa Baracka Obamy o „czasie i wysiłkach”, które poświęcono na prace nad Transatlantyckim Partnerstwem w dziedzinie Handlu i Inwestycji – TTIP. Szanuję prezydenta USA i żałuję, że zaangażował się w forsowanie tej bardzo kontrowersyjnej umowy handlowej. Umowy, której sprzeciwia się tak wielu mieszkańców Ameryki i Unii Europejskiej.
Reklama

Reklama
Kontynuowanie negocjacji w sprawie TTIP – pomimo protestów europejskiego społeczeństwa oraz wielu tutejszych polityków – jest znakomitym przykładem efektu utopionych kosztów (skoro tak wiele zainwestowano w projekt, to nie chce się go anulować, choć przynosi coraz większe straty). Warto przypomnieć, że zignorowaną przez Komisję Europejską petycję przeciwko umowie podpisało ponad 3 mln Europejczyków, do których dołączyli liczni poważni politycy, m.in. z Francji, Niemiec, Belgii i Austrii. Tylko Finowie i Brytyjczycy są nadal za TTIP, ale ci ostatni po Brexicie już się nie liczą, gdy chodzi o politykę europejską. Zresztą moi rodacy z ochotą sprzedaliby królową Chińczykom, gdyby tylko ci zaproponowali dobrą cenę (kocham ojczyznę, lecz jestem świadom skłonności kolejnych rządów do stawiania interesów sektora finansowego ponad dobro wspólne).
W TTIP nie chodzi o wolny handel, o obniżenie lub eliminację opłat celnych i otwarcie rynków – dla dobra konsumentów, lecz o ochronę kapitału za pomocą niesławnej klauzuli w sprawie rozstrzygania przed trybunałami arbitrażowymi sporów państwo – inwestor (ISDS) i mechanizmu regulacyjnego, który pozwoli międzynarodowym korporacjom bezczelnie ignorować interes publiczny tam, gdzie chodzi o standardy i regulacje dotyczące przemysłu. (Uważam, że to wygląda jak przekazanie zarządzania więzieniem w ręce osadzonych). Z zainteresowaniem przeczytałem niedawno w „Guardianie” o tym, że Chevron, jedna z najbardziej agresywnie działających amerykańskich korporacji, zażarcie sprzeciwiająca się wszelkim inicjatywom związanym z ochroną klimatu, jest jedną z tych firm, które najaktywniej domagają się wprowadzenia mechanizmu ISDS. Chevron wprost tłumaczy to koniecznością powstrzymania państw przed zakazywaniem frackingu, szczelinowania, podczas wydobywania gazu z łupków.
Prezydent Francji François Hollande powiedział niedawno, że nadszedł czas, by przerwać negocjacje, tłumacząc to brakiem zgody pomiędzy USA a Europą w „wielu kwestiach”. Francuski minister ds. handlu zagranicznego Matthias Fekl uściślił, że chodzi o niechęć strony amerykańskiej do ujawnienia zapisów TTIP i do zgody na dostęp europejskich firm do rynków kontrolowanych przez USA. Z kolei była komisarz UE Viviane Reding powiedziała: „Po trzech latach negocjacji brak przejrzystości jest oczywisty. W Europie wszystkie dokumenty są jawne, a rynki są otwarte. W USA jest odwrotnie. Mimo wielu wysiłków europejskich negocjatorów Stany Zjednoczone sprzeciwiają się publikowaniu sprawozdań z negocjacji, a także otwarciu rynków zamówień publicznych, telekomunikacji i transportu. I zastąpieniu mechanizmu ISDS zwykłym wymiarem sprawiedliwości. Sprzeciwiają się też propozycjom dotyczącym bezpieczeństwa żywności i ochrony środowiska, a nawet uznaniu naszych oznaczeń geograficznych, że wymienię tylko kilka głównych problemów”.
Dość zabawnie zabrzmiały więc słowa rzeczniczki KE Margaritis Schinas o tym, że Komisja jest gotowa sfinalizować umowę TTIP do końca roku. Zwłaszcza że wcześniej wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel stwierdził, że rozmowy z USA zakończyły się fiaskiem. To wygląda na ewidentny brak komunikacji pomiędzy rządami większości europejskich państw i negocjatorami Komisji Europejskiej, zamkniętymi w przytulnym kokonie ze swoimi amerykańskimi partnerami.
Nadszedł też czas, by i polski rząd pokazał tym negocjacjom czerwoną kartkę. Zawsze uważałem, że niechętne poparcie Warszawy dla TTIP było związane z polityką (sojusz z USA), a nie troską o gospodarkę. Warto zatem przypomnieć, że i bez TTIP Warszawa ma odpowiednie polityczne wsparcie ze strony NATO. I bądźmy szczerzy, skoro USA nie chcą pozwolić Polakom na bezwizowy wjazd, to nie ma co liczyć na to, że w kwestiach gospodarczych chętniej przystaną na korzystne dla was rozwiązania.
Przyjęcie TTIP nie da Polsce większych korzyści, za to może wyrządzić wiele szkód. Na przykład hodowcom trzody chlewnej i drobiu będzie bardzo trudno rywalizować z firmami z USA i ich wielkoskalową produkcją. Nawiasem mówiąc, moja żona twierdzi, że jest w stanie odróżnić przemysłową wieprzowinę od zwykłej po zapachu. Przekonuje, że mięso zwierząt hodowanych na wielkich farmach po prostu „śmierdzi knurem”. Moim skromnym zdaniem już tylko to, że bylibyśmy zmuszeni do jedzenia amerykańskiej wieprzowiny, jest wystarczającym powodem do odrzucenia TTIP.
A mówiąc poważnie (choć przyszłość polskiego rolnictwa to poważna sprawa), po przeczytaniu pracy o złożoności gospodarczej Hausmanna i Hidalga można dojść do wniosku, że większość polskiego eksportu pochodzi z sektorów dość słabo technologicznie rozwiniętych. Potrzebujecie więc czasu, by przyswoić technologie znane na Zachodzie od lat (a PiS w tym czasie mógłby pomyśleć również o tym, jak ciężko byłoby zrepolonizować banki w warunkach dominacji amerykańskiego kapitału). Wystawienie Polski na uderzenie potęgi amerykańskich korporacji w niczym polskiemu przemysłowi nie pomoże.
Warto pamiętać, że Stany Zjednoczone osiągnęły potęgę gospodarczą dzięki protekcjonizmowi – a negocjacje w sprawie TTIP świadczą, że nie chcą z tej polityki rezygnować. Pomyślcie tylko o puszczeniu wolno w Europie takich gigantów jak Amazon, Google, Microsoft lub Apple. Szacuje się, że ta ostatnia ma 200 mld dol. ukrytych w rajach podatkowych, a nie chce – i to pomimo wyroku – zapłacić 13 mld dol. zaległych podatków rządowi Irlandii. Można się spodziewać, że podobnej presji zostaną poddane wszystkie państwa członkowskie UE ze strony międzynarodowych korporacji, aktywnie wspieranych przez rząd USA.
Dlatego Polska powinna popierać wstrzymanie negocjacji w sprawie TTIP, jak to zrobiło wielu jej europejskich partnerów. Te negocjacje odwracają uwagę od ważniejszych i bardziej intratnych projektów. Chiny, Indie oraz Ameryka Południowa to rynki otwarte dla waszego przemysłu, których nawet nie zaczęliście jeszcze zdobywać. Europa to największy rynek na świecie z 500 mln konsumentów. I to jest nasz rodzimy rynek, który stwarza dla Polski wiele możliwości. Niedawno w Londynie zamknięto sklep jednego z największych brytyjskich sprzedawców detalicznych BHS (British Home Stores). I kto zajął jego miejsce na słynnej Oxford Street? Nie kto inny jak polska marka Reserved należąca do grupy LPP, jednego z najszybciej rozwijających się koncernów odzieżowych w Europie. Tak więc, Polsko, pomóż pożegnać TTIP, zanim umowa zostanie wprowadzona podstępem, jak wieki temu drewniany koń do Troi.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej