Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, że Europejczycy mogą sprzedawać swoje towary w Stanach Zjednoczonych na podstawie wymogów panujących w Europie, a Amerykanie w Polsce czy Czechach na podstawie regulacji amerykańskich. Dla większości polskich producentów żywności oznacza to plajtę. Powód? Nasze produkty muszą spełniać milion wyśrubowanych norm. Towar amerykański czy kanadyjski nie. W końcu tam panuje żywnościowa „wolnoamerykanka”.
Dlatego też posłowie Kukiz’15 zaapelowali, by pamiętać o tym, że wolny handel – a do tego ma przecież prowadzić zawarcie TTIP – polega na tym, że wszyscy przedsiębiorcy podlegają takim samym lub podobnym regułom gry. W przeciwnym razie mamy do czynienia z patologią. Jeśli bowiem ktoś może nie spełniać wyśrubowanych norm, siłą rzeczy wyprze z rynku tego, który im podlega.