Czy dochody z nielegalnych zajęć, takich jak prostytucja czy produkcja narkotyków oraz handel nimi, powinny być wliczone do PKB unijnych krajów? Z punktu widzenia etyki odpowiedź jest tylko jedna. Oczywiście, że nie, bo akceptując wartość takiego procederu, de facto go półlegalizujemy.
Jednak jak widać, włodarze Unii Europejskiej postanowili chwytać się brzytwy. Uwzględnienie dochodów z nierządu i narkotyków pozwoli przecież poprawić relacje długu do PKB i upiększyć nieco statystyki Wspólnoty na tle uciekających jej coraz bardziej Stanów Zjednoczonych czy Chin. Tylko czy – odkładając już całkiem na bok kwestie etyczne – gra jest warta świeczki? Nie wydaje mi się.
Polskie szacunki mówią, że gdyby do naszego produktu doliczyć obydwie nielegalne kategorie, możemy liczyć na jego wzrost o 0,5–1 proc., czyli co najwyżej 16 mld zł. Nie jest to kwota na tyle znacząca, by było warto. Podobne liczby wykalkulowali zresztą Węgrzy, którzy kilka lat temu przecierali już szlaki i uwzględniali nierząd oraz narkotyki w PKB. Miało to pomóc Budapesztowi w negocjacjach w sprawie pożyczek z przedstawicielami MFW i Banku Światowego. Nie za bardzo pomogło.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.