To ono bowiem narzuca na paliwa akcyzę i VAT, a także przeróżne inne opłaty. Oczywiście wszystkie te podatki i narzuty są głęboko uzasadnione, ponieważ za środki z paliw państwo buduje drogi, finansuje armię, buduje zapory, dopłaca do emerytur. Nie wiem, jak czytelnicy, ale ja jeszcze nie słyszałem o podatku, którego przeznaczeniem byłoby finansowanie jakichś idiotycznych wydatków.

Teraz Ministerstwo Gospodarki chce nałożyć na firmy sprzedające LPG opłatę, która pójdzie na utrzymywanie rezerw obowiązkowych tego paliwa. Rezerwy są konieczne z powodu ewentualności wojny, przerw w dostawach itp. Na dodatek MG chce, aby polskie rezerwy LPG były większe niż gdzie indziej, co jest o tyle zrozumiałe, że w zużyciu LPG Polska jest jednym z europejskich liderów.

Niby wszystko jest jasne, logika wprowadzenia opłaty bez zarzutu, a ja jednak ciągle wielu rzeczy nie rozumiem. Ot, choćby tego, czemu ta opłata wprowadzana jest teraz, kiedy ceny paliw są wysokie, a konsumpcja prywatna niska, co widać w słabej sprzedaży detalicznej. Większe ceny LPG dodatkowo odessą z rynku pieniądze, które konsumenci wydaliby np. w sklepach, zwiększając produkcję, a w efekcie pobudzając niemrawą gospodarkę. Nie rozumiem także, dlaczego wprowadzana jest jakakolwiek opłata za utrzymywanie rezerw obowiązkowych? W końcu posiadanie rezerw paliw jest kwestią bezpieczeństwa energetycznego państwa, ono powinno o to bezpieczeństwo zadbać, czyli kupować paliwa i je magazynować. A środki na takie działanie ma z już nałożonych podatków. Zmuszanie firm – a faktycznie konsumentów – aby zrzucały się na rezerwy, przypomina sytuację, w której pojawia się dodatkowy podatek na nowe czołgi dla wojska albo pistolety dla policjantów. Skoro obywatele muszą się dodatkowo zrzucać na coś, co jest jednym z głównych zadań państwa, powstaje wrażenie, że już zebrane podatki tak naprawdę wydawane są nierozsądnie i niepotrzebnie. I każda dodatkowa opłata, narzut czy danina tylko wrażenie rozrzutności pogłębiają, bez względu na to, w jak szczytnym celu się je zbiera.